Recenzja do: Cobra Kai (2018 )
Recenzje

Lata 80. ubiegłego wieku. Niezapomniana era kaset VHS i święcących tryumfy filmów karate i kung-fu. Był to czas zupełnie innych herosów ekranu. Amerykańskich wojowników, ninja i kickbokserów. Spośród wszystkich tych filmów, których akcje przenosiliśmy wtenczas na podwórka – z niewielką, przyznać trzeba, skutecznością i niewspółmierną do niej frajdą – „Karate Kid” z 1984 roku wyróżniał się tym, że jego główni bohaterowie w istocie rzeczy byli naszymi rówieśnikami.

Danny LaRusso był – idąc tropem analogii z kinem super-bohaterskim – niczym Spiderman wśród ówczesnych ekranowych „karateków”. Chłopakiem z sąsiedztwa, który przeżywał perypetie i wpadał  w tarapaty nie tak dalekie od tego, co spotykało wielu dzieciaków tamtej niezapomnianej dekady. Danny reprezentował wszystkich tych, którzy padali ofiarą szkolnych chuliganów, a jego odwet na Johnnym Lawrensie i zwycięstwo w Mistrzostwach Karate All Valley w 1984 inspirowało do stawienia twardego oporu prześladowcom i pokonania swoich własnych słabości. Stąd też z dużo większym sentymentem podchodzimy do tego mniej spektakularnego, jeśli chodzi o prezentację wyczynów ekranowych wojowników minionej ery, ale jakże bliższego naszym sercom filmu.

34 lata później

Problem w tym, że przez wiele lat tkwiliśmy w błędzie, ponieważ rzeczy nie do końca były takimi, jakimi mogliśmy postrzegać je przez różowe okulary dziecięcej naiwności. Od sławetnego turnieju, który do dnia dzisiejszego rzuca cień na życie Johnny’ego Lawrence’a (William Zabka), minęły 34 lata. Johnny znalazł się na zakręcie swej życiowej drogi. Właśnie pożegnał się z pracą, w której za marne pieniądze dokonywał drobnych napraw w domach ludzi, którym powiodło się zdecydowanie lepiej od niego. Była chluba Cobra Kai nie radzi sobie w życiu osobistym i popadła w alkoholizm, a uczucia, jakimi darzy go jego własny syn, oscylują gdzieś pomiędzy pogardą a nienawiścią. Na domiar złego z billboardów uśmiecha się do niego, niczym widmo przeszłości, twarz Danny’ego LaRusso (Ralph Macchio), właściciela dobrze prosperującego salonu samochodowego. Od całkowitego załamania i popadnięcia w depresję ratuje Johnny’ego pojawienie się Miguela (Xolo Maridueña), chłopaka z Ekwadoru, który właśnie wprowadził się z rodziną do mieszkania sąsiadującego z norą, w której wegetuje Lawrence. Johnny przypadkowo bierze udział w bójce z udziałem Miguela i nękających go chuliganów, a następnie w wypadku samochodowym, który sprawia, że ponownie spotyka się z Dannym. Incydent z Miguelem i kpiny, jakie rzuca mu w twarz LaRusso, motywują Johnny'ego do reaktywowania szkoły karate Cobra Kai.

„Cobra Kai” to w głównej mierze historia Johnny’ego Lawrence’a, człowieka, który popełnił w życiu masę błędów i złych decyzji, pragnącego nadać nowy sens swojej egzystencji oraz zadośćuczynić wyrządzonym krzywdom. William Zabka znakomicie portretuje człowieka, który żyje przeszłością, dostrzegającego swoje wady i pomyłki, chcącego nie tylko naprawić popełnione w przeszłości błędy, ale dążącego również do tego, by ustrzec przed nimi swoich podopiecznych. Johnny’emu Lawrence’owi blisko jednak do innego serialowego bohatera – Saula Goodmana, podobnie jak on pragnącego odciąć się od złej części swojej przeszłości, któremu jednak, im bardziej stara się postępować zgodnie z zasadami, tym większe kłody rzuca pod nogi los. Mimo wszystko jest coś, co w postawie Lawrence’a inspiruje – jego szorstkość i postępowanie wbrew szeroko pojętej politycznej poprawności sprawiają, że trudno mu nie kibicować. Oczywiście Johnny musi wyciągnąć kilka lekcji i nauczyć się, że świat poszedł znacząco naprzód od lat 80. – Lawrence, szczęściarz, przeoczył nawet istnienie Facebooka – ale fundament jego przekonań (choć wielokrotnie wystawiony na próbę w wyjątkowo bolesny sposób) zostaje nienaruszony.

Cobra Kai, serial, YouTube Red, Karate Kid, sequel, recenzja

Dawny rywal

Na drugim biegunie tej opowieści znajduje się postać Danny’ego LaRusso. Wydawać by się mogło, że jest spełniony. Ma przynoszący profity interes, wielki dom, piękną żonę i dwójkę dzieci. Jednak i u niego pojawia się czasem nostalgia za okresem, w którym odnosił sukcesy jako młody mistrz karate. Dziś pozostało mu odcinanie kuponów od dawnej sławy; swoje umiejętności wykorzystuje jako „gimmick” w spotach reklamujących jego salon samochodowy, zaś przydomowe dojo zamienił w składzik na rupiecie. Dla nastoletniej córki, którą kiedyś uczył karate, nie ma już w tym nic atrakcyjnego, a syn woli „kopać tyłki” na konsoli do gier. Konflikt z Johnnym, który zaczyna urastać do rangi małej wojny podjazdowej, sprawia, że pragnąc odzyskać równowagę, Danny powraca do treningów i chcąc przekazać komuś wartości i nauki wpojone mu przez pana Miyagi, szuka ucznia. Staje się nim, chcący dopiec ojcu, syn Johnny’ego, Robby. 

„Karate Kid” był filmem, w którym podział na dobrych i złych bohaterów był dość oczywisty. Serial pokazuje, że w rzeczywistości nic nie jest całkiem czarne lub białe. Opowieść, którą pamiętamy z pierwszej części filmu – a której trzy sequele serial ignoruje (choć pojawia się dość ironiczna wzmianka o postaci z trzeciego filmu) – dzięki „Cobra Kai” nabiera jednak sporo głębi, odwołując się trochę do porzekadła, iż „historię piszą zwycięzcy”. Po obejrzeniu „Cobra Kai” nie będziecie już nigdy patrzeć na postaci z „Karate Kid” w ten sam sposób, bo serial robi rzecz niesamowitą – nadaje dodatkowego, dramatycznego kontekstu wydarzeniom z oryginalnego filmu. W wyprodukowanym przez YouTube Red serialu umiejętnie odniesiono się do pierwowzoru, znajdując odpowiednią równowagę pomiędzy ocierającym się o ironiczny pastisz dystansem a pozbawionym patosu hołdem.

Cobra Kai, serial, Karate Kid, sequel, YouTube Red, recenzja

Nostalgia

Mimo iż historia przedstawiona w „Cobra Kai” prezentuje o wiele większą złożoność, niż fabuła „Karate Kid”, to w swej podstawowej warstwie pozostaje kontynuacją, która w umiejętny sposób bawi się z oczekiwaniami fanów i potrafi we właściwym miejscu mrugnąć okiem bądź we wzruszający sposób odwołać się do znanych z oryginału motywów. „Different but Same” – taki tytuł nosi dziewiąty odcinek serii i takie właśnie jest całe „Cobra Kai”. Znamy już te motywy, znamy te postaci, wiemy, dokąd prowadzi droga Lawrence’a i LaRusso oraz ich podopiecznych. Jednak to, jak zostaną rozłożone akcenty, jak wielowymiarowymi postaciami okażą się bohaterowie tej opowieści i jak zachowają się w podobnych sytuacjach, w jakich postawieni zostali 34 lata wcześniej Danny i Johnny, cóż... to już zupełnie inna, zaskakująca po wielokroć historia.

„Cobra Kai” to jedyny w swoim rodzaju sequel filmu, nakręcony po dekadach, który wskazuje kierunek i stanowić powinien wzorzec do tego, jak powinno się kręcić takie historie. Nostalgia? Owszem, bo jak tu nie ucieszyć się, kiedy widzi się tych samych bohaterów, których ostatnio spotkało się będąc w ich wieku, w 1984 roku? Tyle że tym razem nostalgia jest jedynie sosem, który wzbogaca smak zupełnie nowego, cieszącego zmysły dania. Dowiadujemy się o postaciach czegoś nowego, widzimy ich w zupełnie nowym środowisku, zmagających się nie tylko na macie, ale również ze słabościami i „demonami”, z którymi – co wydaje się nieco zabawne w kontekście tego, co napisałem we wstępie – zmagamy się dzisiaj my, trzydziesto-, czterdziestoparolatkowie. I na koniec, odrzucając sentymenty stetryczałego widza – to wciąż znakomity, pełen zaskakujących zwrotów akcji i niezwykle emocjonujący (finał okazał się jedną z najbardziej trzymających w napięciu i wzruszających „rzeczy”, jakie zobaczyłem w tym roku – włączając w to „Avengers: Inifinity War”) serial i mocny pretendent do największych serialowych zaskoczeń tego roku. Gorąco polecam!

Dwa pierwsze odcinki „Cobra Kai” można znaleźć za darmo na YouTube Red. Dostęp do pozostałych jest płatny.

Gra aktorska
8
Zdjęcia
7
Muzyka
9
Scenariusz
8
„Cobra Kai” stanowi wzór tego, w jaki sposób powinno podchodzić się do remake’ów kultowych dzieł popkultury. Twórcom udało się złożyć nostalgiczny hołd dla oryginału przy jednoczesnym stworzeniu szerszej perspektywy dla widza, który po obejrzeniu serialu zacznie spoglądać w zupełnie inny sposób na – wydawałoby się – dobrze znane wydarzenia i postaci. „Cobra Kai” broni się jednak również jako samodzielne dzieło, podobnie jak oryginalny film dotykając problemów, z którymi boryka się współczesna młodzież, a jednocześnie niesie w sobie spory faktor rozrywkowy.
Ocena czytelników
9

Plusy

  • znakomite aktorstwo Williama Zabki i niewiele mu ustępującego Ralpha Macchio
  • humor i dystans, z jakim traktuje się oryginalny film...
  • ...przy zachowaniu szacunku i pięknie wplecionego hołdu dla „Karate Kid”
  • pięknie przedstawiony punkt patrzenia na „dramaty” współczesnej młodzieży z perspektywy bezkompromisowego Johnny'ego Lawrence'a
  • ścieżka dźwiękowa z hitami z lat 80.

Minusy

  • niski budżet, co jest dość widoczne

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

Cobra Kai

34 lata po wydarzeniach z filmu „Karate Kid” ścieżki Johnny'ego i Daniela znów się krzyżują. Gdy ten pierwszy zauważa jak wielki sukces odniósł jego dawny rywal …