4
Recenzja do: Castle Rock (2018 )
Recenzje

Stephen King płodnym pisarzem jest. W swoim życiu napisał dziesiątki książek, a ich liczba wciąż wzrasta (serio, pewnie w momencie, w którym to czytacie, King przygotowuje do publikacji swoje kolejne dzieło). Jakość niektórych książek pozostawia wiele do życzenia, ale kilkanaście weszło do kanonu horroru i są naprawdę niesamowitymi pozycjami do poczytania. Nic więc dziwnego, że duża część twórczości pisarza została sfilmowana lub przedstawiona w postaci serialu. I znów możemy tutaj zastosować podział na dwie grupy: seriale i filmy które są „meh” (pozdrawiam „The Langoliers” czy „The Mist”) oraz takie, które są „wow” („Christine” czy chociażby zeszłoroczne „It”). Do jakiej kategorii zaliczymy więc „Castle Rock”?

„Castle Rock” nie opiera się w całości na żadnej z książek Kinga, jego scenariusz jest raczej zlepkiem wielu motywów i postaci znanych z twórczości pisarza. Jest to ogromny plus tej serii – nie znając wersji książkowej, fani nie są narażeni na spoilery ani nie mogą marudzić, że coś jest lepsze/gorsze od pierwowzoru. Jednocześnie liczba smaczków, powiązań i nawiązań do twórczości pisarza jest tak ogromna, że najzagorzalsi entuzjaści analizują każdy odcinek w poszukiwaniu „easter eggów”. Mówi się, że serial łączy wątki całego multiversum Kinga. Do tego łączenia i smaczków jeszcze wrócę, ale zacznę od tego, o czym w ogóle jest ta produkcja.

Castle Rock, Hulu, recenzja, 1 sezon

Akcja dzieje się w fikcyjnym miasteczku Castle Rock, położonym gdzieś w amerykańskim stanie Maine. Głównym bohaterem jest Henry Deaver, prawnik, który zajmuje się sprawami więźniów skazanych na śmierć. Henry wyprowadził się z miasteczka, nie mogąc znieść presji związanej ze śmiercią swojego przybranego ojca. Będąc w Teksasie dostaje telefon z więzienia Shawshank – odnaleziony w nieczynnym skrzydle więziennym skazaniec domaga się go jako swojego adwokata. Deaver wraca więc do rodzinnego miasteczka i musi zmierzyć się z tajemnicą więźnia, matką z Alzheimerem i przyjaciółką z dawnych lat, posiadającą niesamowite umiejętności, ale przede wszystkim z własnymi demonami.

Tajemnica goni tajemnicę

Produkcja pełna jest tego, co najlepsze w starym, dobrym Kingu: suspensu, nieoczekiwanych zwrotów wydarzeń, podrzucania fałszywych tropów i budowania napięcia. Jak to zwykle u tego pisarza bywa, mamy też ważny wątek religijny: ojciec głównego bohatera był pastorem, który twierdził, że słyszał głos Boga.

W ogóle, jeśli chodzi o sekrety, to producenci opanowali do mistrzostwa sztukę zwodzenia fanów. Może to odbierać jednocześnie jako plus i minus, ale przez dużą część sezonu jesteśmy zarzucani kolejnymi problemami, zwrotami akcji i znakami zapytania. Z jednej strony to dobrze: nie pamiętam, żebym po skończonym odcinku jakiegoś serialu siedział z „mózgiem rozwalonym”, a w takim stanie pozostawiały mnie cliffhangery kolejnych epizodów. Z drugiej strony, obserwując komentarze do pojawiających się na bieżąco odcinków wywnioskowałem, że wiele osób było w pewnym momencie zmęczonych nieustannym narostem tajemnic. Sami musicie ocenić, do której grupy wy należycie.

Castle Rock, Hulu, recenzja, 1 sezon

A w obsadzie same gwiazdy

No dobra, może nie same, ale pojawia się wiele nazwisk, znanych z innych nagradzanych produkcji. Główne skrzypce gra Andre Holland, wcześniej widziany choćby w „Moonlight”. Z „Lost” przywędrował Terry O'Quinn, w „Togetherness” widzieliśmy Melanie Lynskey, a w „Daredevilu” Scotta Glenna. Jednak, według mnie, najciekawsze było wyszukiwanie nazwisk, które w swojej karierze zaliczyły już występ w inspirowanej Kingiem produkcji. Wiedzieliście, że matka Henry‘ego, grana przez Sissy Spacek, to pierwsza Carrie, z filmu z roku 1976? Znalazło się nawet miejsce dla dzieciaka, który grał Adriana w „The Mist”.Z kolei tajemniczego Dzieciaka (z angielskiego „The Kid”, chociaż czasem nazywano go też „Cage‘em”, od klatki, w której był trzymany) gra niezrównany Bill Skarsgård, czyli główny zły z zeszłorocznego „It”. W sumie ciekawa historia się z nim wiąże - jego postać jest bardzo niepokojąca i skryta oraz przebywała w zamknięciu przez 27 lat, przez co fani od razu wysnuli teorię, że „Castle Rock” jest kontynuacją „It” i prequelem do przyszłorocznego „It 2”, ale... w miarę upływu sezonu teoria posypała się jak domek z kart.

Easter eggi, nawiązania i inne fajne rzeczy

Serial jest prawdziwą ucztą dla fanów twórczości Stephena Kinga. Jeśli zaczytywaliście się w „Lśnieniu”, „Christine” czy „Miasteczku Salem” i jesteście dość uważni, to wyłowicie mnóstwo nawiązań i mrugnięć okiem twórców. Oprócz najbardziej oczywistych, jak powyżej opisani aktorzy z innych produkcji, mamy np. odniesienie do postaci Jacka Torrence'a z „Lśnienia”: w serialu pojawia się postać jego siostrzenicy o nazwisku... Jackie Torrence. Więzienie Shawshank wystąpiło chociażby w „Zielonej Mili”, wspomniany jest pies Cujo, Martwa Strefa i ciało chłopaka na torach kolejowych z filmu „Stand by Me”. Rozpoczynający każdy odcinek opening aż roi się od ciekawostek, mamy wspomniane takie opowieści jak: „Dolores Claiborne”, „It”, „Firestar” czy „The Tommyknockers”. Prywatnie jestem wielkim fanem pisarza, więc spostrzeżenie jakiejś ciekawostki było zawsze miłym dodatkiem do odcinka. Mam wrażenie, że „Castle Rock" jest klejem, spajającym rozrzucone po różnych mediach uniwersum Kinga. Trzeba tu zaznaczyć, że klejem bardzo fajnym, nienachalnym i przemyślanym (o ile klej może taki być).

Castle Rock, Hulu, recenzja, 1 sezon

Co jeszcze mogę pochwalić? Na pewno rolę Sissy Spacek. Jej interpretacja Ruth Deaver była niesamowita – odcinek poświęcony jej postaci był jednym z najlepszych w serii. I liczę, że Spacek zostanie za to wynagrodzona jakąś nominacją lub nawet statuetką. Bill Skarsgård jako Kid także był fenomentalny – niepokojący, tajemniczy, lekko straszny. Zupełnie nie wiadomo było, czego po tej postaci można się spodziewać.

Czyli co, dajemy dziesiątkę? No, nie do końca...

Naprawdę nosiłem się z zamiarem ocenienia „Castle Rock” na przynajmniej dziewięć punktów na dziesięć. Serial miał ogromny potencjał i bardzo mnie wciągnął. Ale w życiu często tak bywa, że wiele rzeczy nie kończy się tak, jak to sobie wyobraziłeś. Jak to mówi moja babcia: „żarło, żarło i zdechło”. I, niestety, „Castle Rock” zdycha w ostatnim odcinku.

Nie chciałbym tu za bardzo spoilerować fabuły, ale jednak w jakiś sposób muszę uzasadnić swoją ocenę. Zamknięcie pierwszego sezonu serialu jest bardzo dużym rozczarowaniem. Mam wrażenie, że cały ten suspens, tajemnice i napięcie budowane przez poprzedzające odcinki zostają nagle ucięte i porzucone. Brakuje mi... odpowiedzi. Wyjaśnień, które wytłumaczą mi to, czego byłem świadkiem przez dziesięć tygodni. Kto zabił tę postać? Czym było to coś w lesie? Kim w końcu był Dzieciak? Kto był dobry, a kto zły? Zakończenie i teaser kolejnego sezonu sugerują, że raczej się tego nie dowiem. Zostaję więc tylko z kolejnymi teoriami fanów i mętlikiem w głowie.

Może dla niektórych takie otwarte zakończenia są świetnym motywem? Może jednak się mylę i drugi sezon wróci w jakiś sposób do wątków z pierwszego? Może wszyscy coś przeoczylismy i odpowiedzi już zostały nam podane? Za dużo tych „może”. Dlatego nie ocenię „Castle Rock” wyżej. Odpowiadając na pytanie z początku recenzji, czy „Castle Rock” jest „meh” czy „wow”, odpowiadam: solidne „wow”, ale okupione dużym, zmęczonym westchnieniem.

Serial w całości dostępny na platformie HBO GO.

Gra aktorska
9
Zdjęcia
8
Muzyka
6
Scenariusz
6
„Castle Rock” to powrót w chwale twórczości Kinga na małe ekrany. Wciąga od pierwszego odcinka i nie puszcza przez cały sezon. Aktorzy dali z siebie 100% by przekonać nas do wizji niepokojącego miasteczka ze stanu Maine. Ech, gdyby jeszcze tylko scenarzyści zgrabnie ten sezon zamknęli...
Ocena czytelników
8

Plusy

  • wciąga!
  • tajemnica goni tajemnicę
  • świetne kreacje aktorów
  • bazuje na twórczości Kinga, ale jest świetnym autonomicznym bytem
  • mnóstwo easter eggów

Minusy

  • nie spodziewajcie się jakichkolwiek wyjaśnień przez długi czas trwania sezonu
  • końcówka, która trochę rozczarowuje
  • drugi sezon (chyba?) podejmie całkowicie nowe wątki

Komentarze

(4)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

  • Michał Ziaja
    Michał Ziaja
    @michax

    Co do samego finału to podobał mi się, dobry odcinek, ale były lepsze epizody, jak choćby epizod z Ruth w roli głównej, czy poświęcony postaci granej przez Skarsgarda, a jednocześnie trochę rozczarował mnie. W jednej z ostatnich scen niepotrzebne poszli w dosłowność co wcześniej nie miało miejsca. Oglądało się też trochę epizod dziesiąty nie jak finał sezonu, tylko kolejny rozdział opowieści, niekoniecznie ostatni. Ale też nie mam problemu z tym, że po finale zostało sporo pytań bez odpowiedzi, bo dzięki temu jest pole do interpretacji.

    Chociaż to, że wcześniejsze odcinki były lepsze to pasuje do serialu inspirowanego twórczością pisarza, bo King znany jest z tego, że u niego zakończenia często są słabe. Nie do końca przekonuje mnie to co zasugerowano w finale w przypadku jednej z głównych postaci, bo wygląda to trochę tak jakby cały odcinek przedostatni się nie wydarzył. Mam pewną teorię na ten temat o czym napiszę bez spoilerów. Moim zdaniem wydarzenia z dziewiątego odcinka miały miejsce, a postać której epizod dotyczył zmieniała się z kolejnymi latami pod wpływem tego co się stało.

    Ale dla mnie największą zagadką CR nie są tajemnice i dokąd fabuła nas zaprowadziła w finale, ale O’Quinn. Aktor się nie starzeje od czasów Lost, cały czas wygląda tak samo. Więc nawet nie musieli się specjalnie starać by go odmłodzić w retrospekcjach, bo dodali mu perukę zakrywającą łysinę i wygląda jeszcze młodziej jak zwykle:-)

    Cieszę sie, że 2 sezon powstanie, że to będzie zupełnie nowa historia z zupełnie innymi bohaterami. Podobno zapowiedzią tego o czym ma być drugi sezon jest scena w trakcie napisów i nie miałbym nic przeciwko temu, bo może wtedy będzie więcej Jackie. W sumie to już nie mogę się doczekać na odwiedzenie za rok ponownie uniwersum Kinga, a skoro nowa historia to tym bardziej jestem ciekaw jaka to będzie opowieść z dreszczykiem tym razem, w jakie rejony fabuła pójdzie.

  • Michał Ziaja
    Michał Ziaja
    @michax

    Castle Rock przypomina mi trochę takie seriale jak Pozostawieni, Lost, Good Place swoją konstrukcją. Chodzi mi nie tylko o to, że to też są seriale oparte na tajemnicach, twistach i zagadkach, ale o to, że każdy odcinek skupia się na innej głównej lub drugoplanowej postaci. Serial jest nie tylko świetnie zagrany, ale też świetnie zmontowany, ma klimatyczne zdjęcia, dobrze wyreżyserowany i napisany. No i muzyka jest rewelacyjna, świetnie budująca klimat.

    Dla mnie jest to jeden z lepszych seriali rozrywkowych co widziałem w tym roku. Zupełnie nic dobrego się nie spodziewałem po serialu Hulu, a dostałem nie tyle jedną z najlepszych produkcji inspirowanych twórczością Kinga co jeden z najlepszych seriali tego roku jak dla mnie.

  • Michał Ziaja
    Michał Ziaja
    @michax

    Podoba mi się w CR to, że serial bardziej operuje klimatem niż jumpscarami i krwawymi scenami. W Castle Rock stosują zasadę mniej znaczy więcej i dzięki temu serial trzyma w napięciu non stop, ma idealnie wyważone tempo. Jak dla mnie też nic za wolno się nie dzieje, tylko swoim tempem serial leci co pasuje do Kinga, bo w jego książkach też akcja długo się rozwija. Zresztą uważam, że ten pisarz nie jest mistrzem horrorów, ale specjalistą od historii gdzie horroru samego w sobie za dużo nie ma, jest to jeden z elementów całości i wcale nie najważniejszy, jak chocby w np. Dolores Claiborne, Skazani na Shawshank, Zielona Mila czy Dallas ’63. Moim skromnym zdaniem najlepszy King to ten który opowiada o miasteczkach i mieszkańcach oraz ich problemach, a horroru jest mało, bo King to jest świetny gawędziarz.

    Casting jest świetny, zarówno pierwszy plan jak i drugi. Andre Hollanda, który gra Henry’ego znam z genialnego serialu Soderbergha “The Knick” z Clive Owenem. Mamy też świetną Sissy Spacek jako Ruth, a odcinek poświęcony tej postaci to prawdziwa perełka. Każda postać mnie interesuje – część mnie fascynuje, część mnie przeraża, a za innych trzymałem kciuki. W sumie to ciężko mi wybrać kogo najbardziej polubiłem z mieszkańców, ale chyba to będzie Molly. Lynskey dobrze się spisuje w tej roli. A nawet role drugoplanowe i trzecioplanowe są zagrane przez dobrch aktorów jak choćby strażnika Zalewskiego gra aktor którego znam z Shameless czy Allison Tollman grająca siostrę Molly. A co do sióstr Strand to jest idealny casting. Aktorki są tak do siebie podobne, że jak pierwszy raz pojawiły się razem Lynskey i Tollman to od razu wierzy się, że są siostrami. Choć szkoda, że tak dobra aktorka jak Tollman nie ma nic do grania i pojawia się w epizodzie. Podobnie jest ze świetną Jane Levy w roli Jackie Torrance, której było zdecydowanie za mało.

  • Michał Ziaja
    Michał Ziaja
    @michax

    Serial Hulu to jedno z największych zaskoczeń tego roku jak dla mnie, bo to bardzo dobra rozrywka inspirowana twórczością Kinga. Lubię jego książki, ale dawno żadnej nie czytałem. Jak się nie mylę to chyba jedną z ostatnich książek pisarza jaką przeczytałem wieki temu to była znakomita “Dolores Claiborne” (do której nawiązanie też jest w serialu).

    Z kingowymi filmami i serialami już mam lepiej bo większość widziałem, przynajmniej te ciekawsze i lepsze, których za dużo nie ma. Ale pomimo tego, że dawno w Kinga twórczości nie siedzę to nie miałem problemu z połapaniem się w fabule. Podoba mi się, że większość nawiązań stanowi jedynie smaczek dla fanów pisarza, ale nie są to najważniejsze elementy odcinków. Chociaż zaskoczony jestem jak wiele nawiązań wyłapałem – pewnie dlatego, że większość dotyczy książek i filmów co znam z lat 80 i 90. Ale jak się przegapi nawiązania to się nic nie straci, bo serial stoi ciekawą historią, która mnie tak wciągnęła od pierwszego odcinka, że przestałem szukać nawiązań do twórczości pisarza. Ważniejsza jest fabuła, która jest bardzo w kingowskich klimatach. Najlepsze określenie tego serialu to nawet nie horror, ale serial z elementami tajemnicy. Castle Rock może też podejść tym co nie przepadają za Kingiem, a lubią historie z tajemnicą.

    Podoba mi się też, że większość postaci to bohaterowie, których chyba nie ma w książkach Kinga, oprócz emerytowanego gliniarza Alana Pangborna znanego ze“Sklepiku z marzeniami”. Może się mylę, ale cała reszta postaci są to bohaterowie wymyśleni na potrzeby serialu jak np. Jackie Torrance.

Powiązane

Aktualności