Recenzja do: The Crown (2016 )
Recenzje

Drugi sezon znakomitego serialu poświęconego brytyjskiej monarchii, który jest dostępny w całości na Netfliksie od 8 grudnia, nie mógł się pojawić w lepszym momencie. Rodzina królewska staje obecnie przed ważnymi wyzwaniami, do których można zaliczyć zaręczyny księcia Harry’ego z amerykańską aktorką, w dodatku rozwódką, spodziewane przyjście na świat kolejnego dziecka księżnej Kate i księcia Williama, coraz głośniej omawiany wiek królowej (91 lat) oraz związaną z tym kwestię sukcesji. Często pojawiają się też głosy, że może patrzymy już na rzeczywisty schyłek brytyjskiej monarchii, a Elżbieta II okaże się ostatnią koronowaną głową rządzącą Wielką Brytanią. Na tle tych wydarzeń i dyskusji ukazuje się seria, dzięki której widzowie na całym świecie mogą zajrzeć w niedawną przeszłość królewskiego dworu i wyrobić sobie zdanie na temat tego, jak Windsorowie radzili sobie do tej pory z politycznymi i osobistymi kryzysami, w jaki sposób starali unowocześnić swój wizerunek i czy w ogóle istnieje jeszcze społeczna potrzeba istnienia monarchii.

Kryzysy, skandale i plotki

Akcja drugiej serii rozpoczyna się w roku 1956, kiedy to Wielka Brytania jest zmuszona do podjęcia kroków w celu odzyskania kontroli nad Kanałem Sueskim. Bardziej jednak niż kwestie polityczne (wola brytyjskiego rządu, którą królowa coraz sprawniej i bez większego sprzeciwu wykonuje) zajmuje nas to, co się dzieje w królewskim małżeństwie. Pierwsze trzy odcinki poświęcone są bowiem pięciotygodniowej podróży księcia Filipa odbywanej na statku HMY Britannia, podczas której między innymi rozpoczął olimpiadę w Melbourne. Pamiętamy z pierwszego sezonu, że księciu zostaje przydzielony rejs poniekąd za karę, choć jego małżonka twierdzi, że to dla niego szansa, by zrozumiał, na czym polega jego rola przy boku monarchini. Te trzy epizody pokazują jak pełne napięć, niedomówień, ale i tęsknoty, a nawet pasji musiało być to małżeństwo.

Od pierwszych minut serii widać, że twórcy starają się przedstawić rodzinę królewską w sposób obiektywny i uczciwy, a jednocześnie chcieliby jakoś ocieplić ich wizerunek i pokazać, że to też są ludzie „z krwi i kości”. Nie pomaga niestety ani ukazywanie błękitnokrwistych małżonków w intymnych sytuacjach, ani zrzucanie winy na starą gwardię sztywnych urzędników niepozwalających królowej Elżbiecie być sobą. Ona mimo wszystko, w każdej możliwej sytuacji, okazuje się sztywna, zasadnicza i surowa, a jej mąż, choć zabawny i uroczy, to przede wszystkim znudzony książę z opinią podrywacza, podkopujący wysiłki swej drugiej połowy.

Z kolejnymi odcinkami coraz lepiej rozumiemy główne postaci tego dramatu. Są one ukazywane tak, że można im nawet współczuć, ale raczej nikogo szczególnie nie polubimy tylko z tego powodu, że pokaże nam się jego smutne dzieciństwo czy uczuciową desperację.

Klątwa korony

Wszystkie dziesięć odcinków drugiego sezonu spajają dwie kwestie: nacisk na pokazanie Windsorów poprzez pryzmat ich związków, a także to, jak wielkim ciężarem, wręcz klątwą, jest dla nich przydzielona przez Boga, historię i społeczeństwo władza. Jeśli chodzi o pierwsze zagadnienie, to praktycznie nic nie zostaje niedopowiedziane. Po raz kolejny oglądamy próby sił w małżeństwie Elżbiety i Filipa (walka, z której żadne z nich nie ma szans wyjść bez skazy), ale też kolejne spojrzenie na byłego króla i panią Simpson oraz ich nazistowską przeszłość. Nie zabrakło również scen z życia księżniczki Małgorzaty, w desperacji poszukującej małżonka (niestety z powodzeniem). Wszystkie te związki są w pewnym sensie z góry skazane na klęskę, bardziej nawet dojmujące niż w przypadku tych dotyczących zwykłych śmiertelników, gdyż zawarte na oczach całego świata więzy nie mogą być ot tak, po prostu zerwane. Rozwód to słowo, które nie mieści się w królewskim światopoglądzie, przez co momentami widzowie naprawdę mogą współczuć zarówno obecnej królowej, jak i byłemu królowi.

Jeśli zaś chodzi o ciężar korony, to wszyscy płacą tu naprawę wysoką cenę za bycie jak najbliżej królewskiej władzy. Pewnym pocieszeniem jest fakt, że nie tylko brytyjska monarchini musiała się wyrzec samej siebie, by godnie reprezentować naród, ale także nawet ówczesna amerykańska para prezydencka miała podobne problemy. Jednym z najciekawszych odcinków jest ten, w którym państwo Kennedy odwiedzają Pałac Buckingham i dochodzi do dość osobistej rozmowy dwóch najbardziej znanych (choć niekoniecznie wpływowych) dam swojej epoki. Jeśli macie czas na obejrzenie tylko jednego odcinka „The Crown”, to polecam właśnie ten pod tytułem „Dear Mrs. Kennedy”.

Przyszłość monarchii pod znakiem zapytania

Druga odsłona „The Crown” ukazuje Elżbietę już nie jak niepewną siebie młodą kobietę, ale jako dojrzałą, okrzepłą na swym stanowisku monarchinię, której dojrzałość w dużym stopniu polega na tym, by się nie sprzeciwiać i robić to, co jest konieczne, a nie to, na co ma się ochotę. Trudno niestety poczuć sympatię do takiej bohaterki, nawet jeśli widzimy ją nie tylko jako zimnokrwistą marionetkę kolejnych premierów, lecz też w zwykłych dla niej, codziennych i prozaicznych czynnościach typu polowanie czy dbanie o rabatki kwiatowe. Są nawet próby przemycenia iskierek humoru do kilku dialogów, dotyczących głównie fryzury i całego wizerunku Elżbiety, ale i to nie na wiele się zdaje. Nawet podczas ciąży i porodu to wciąż oderwana od rzeczywistości, niezdolna do niewywyższania się, mało empatyczna, sztywna osoba, podobna do całej klasy, z której się wywodzi. To, jak nieudolnie radzi sobie z kolejnymi kryzysami (politycznymi i osobistymi), skłaniawidzów wręcz do tego, by ze złośliwą zaciętością czekać na kolejne serie, w których pojawią się Diana i Kamila.

Szansą na uratowanie królewskiego wizerunku mogło być, moim zdaniem, pokazanie królowej i księcia Filipa jako dobrych rodziców (w serialu „Victoria” rodzicielstwo pary królewskiej z powodzeniem nadaje im ludzkich cech). Tymczasem królowa zdaje się więcej czasu spędzać na oglądaniu telewizji z matką, jeździe konnej i pozbawianiu życia jeleni, niż na zajmowaniu się własnymi dziećmi, z którymi prawie jej nie widujemy. Jej mąż okazuje się jeszcze bardziej nieporadny w rodzicielstwie: zazdrosny o pozycję syna, następcy tronu, jest w domu praktycznie nieobecny, a do tego dość osobliwie postrzega edukację swych pociech. Po obejrzeniu tego sezonu można dojść do wniosku, że monarchia wkrótce upadnie nie dlatego, że politycy i całe brytyjskie społeczeństwo zgodzą się, że jest to instytucja przestarzała, kosztowna, szkodliwa i zbędna, ale dlatego, że książę Karol nie nadaje się do rządzenia, gdyż ojciec w dzieciństwie złamał mu charakter.

Ze względu na ogromną różnorodność poruszanych tu kontekstów oraz walory edukacyjne (to znakomita lekcja historii), a przede wszystkim na mistrzostwo przedstawienia, drugi sezon „The Crown” jest ze wszech miar godzien polecenia. Choć odczuć można wyraźnie brak Johna Lithgowa w roli Winstona Churchilla, to i tak są to aktorskie wyżyny, ze znakomitą Claire Foy na czele oczywiście. To aż zadziwiające, a jednocześnie skłaniające do gorzkich refleksji, że cała armia przesympatycznych i utalentowanych aktorów, obsadzonych w tej ogromnie drogiej produkcji, nie była w stanie wybronić brytyjskiej rodziny królewskiej w naszych oczach, pozostawiając nas na koniec z dość smutnym portretem ludzi będących więźniami swej pozycji społecznej, obowiązków i przywilejów.

Gra aktorska
9
Zdjęcia
8
Muzyka
6
Scenariusz
8
Druga odsłona zmagań młodej królowej Elżbiety II z rolą narzuconą jej przez naród i historię. Tym razem mamy do czynienia z bardziej doświadczoną monarchinią, która stara się okiełznać kolejne polityczne i rodzinne kryzysy. Przyglądamy się bliżej królewskiemu małżeństwu, ale także przeszłości byłego króla Edwarda VIII oraz poznajemy dzieciństwo księcia Filipa. Znakomicie zagrane, pełne dramatyzmu widowisko historyczne.
Ocena czytelników
8.5

Plusy

  • znakomita gra Claire Foy
  • bardzo urozmaicona tematyka
  • ciekawe odcinki retrospektywne

Minusy

  • brak Winstona Churchilla (John Lithgow)

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

The Crown

Królowa Elżbieta jest symbolem Anglii i autorytetem. Akcja serialu opisującego jej losy rozpoczyna się w roku 1947 – podczas przygotowań do ślubu z księciem Filipem. …


Aktualności