Recenzja do: Botoks (2018 )
Recenzje

W szóstym, finałowym odcinku „Botoksu” na ekran powrócił ulubieniec całej serii – Marek. Choć udział tej postaci był ostatnio niewielki, tak w finale to on był główną gwiazdą show. Vega dostarcza widzowi to, na co czekał od początku: uzupełnienie wątku Marka Brzyskiego o dodatkowe, tragiczne w skutkach wydarzenia, opowiedzenie jego historii do samego końca, skłaniając nas przy tym do refleksji. Celem całego odcinka był emocjonalny kop. UWAGA: SPOILERY.

Finał zamyka wątki każdej postaci. Wciąż jednak czuć niedosyt, gdyż w ostatecznym rozrachunku pozostają pytania bez żadnych odpowiedzi. Czas, który poświęcamy na obejrzenie serialu, nigdy nie zostanie nam zwrócony, dlatego wielka szkoda, że nie był on w pełni niezależną produkcją. Proporcja odcinka przedstawiała się w stosunku 1:1 (około 25 minut scen wyciętych z filmu oraz 25 minut nowego materiału).

Botoks, finał, szósty odcinek, Patryk Vega, serial

Magda ma czyste sumienie

Odcinek rozpoczyna się kontynuacją historii śmierci pacjentki Magdy, ginekolożki w (sądząc po wyglądzie) zaawansowanej ciąży, która musi podjąć niemoralną decyzję w sprawie sfałszowania przyczyny zgonu. Tak traumatyczne wydarzenia skutkują walką o życie jej jeszcze nienarodzonego dziecka. Gra aktorska wyglądała trochę drewnianie, zwłaszcza mając w pamięci poprzednie odcinki, przez co cała sytuacja prawie ani razu nie chwyciła mnie za serce. Od początku wiemy, że Magda zmaga się ze swoim sumieniem, ale czy serial bez „tragizmu” tej postaci by sobie nie poradził? Na całe szczęście historia kończy się pozytywnie – urodziła zdrowe dziecko, złożyła wypowiedzenie w pracy, jednocześnie pozbywając się ciężaru odpowiedzialności. Bardzo typowy wątek kobiety po przejściach. 

Patrycja do szczęścia potrzebuje tylko siebie

Świat Patrycji Banach, cenionej chirurg, walił się z każdym odcinkiem. Utrata męża, kompleksy, zwolnienie z pracy, a to wszystko na barkach jednej kobiety. Na dodatek nie znalazła szczęścia w miłości. Patrycja ostatecznie odnajduje swoje miejsce w świecie. Odnosi sukcesy w dziedzinie ginekologii estetycznej, otwiera swoją placówkę oraz wydaje książkę. Odniosłam wrażenie, że wątek Patrycji skończył się zbyt dobrze. Nagle stała się pewną siebie kobietą, nie potrzebującą mężczyzny do szczęścia, a co za tym idzie: Marieta Żukowska w końcu zmieniła mimikę twarzy! Wcześniej oglądaliśmy Banach wiecznie naburmuszoną, złą albo sfrustrowaną. Nie zmienia to jednak faktu, że zamknięcie jej wątku jest chyba nieco zbyt kolorowe. 

Daniela odkrywa nowe możliwości

Poddając się licznym zabiegom medycyny estetycznej, z brzydkiego kaczątka zmienia się w bezwzględną, odnoszącą sukcesy przedstawicielkę koncernu farmaceutycznego. Na zawsze kończy uciążliwą relację z ordynatorem szpitala. Wygląd dodał jej pewności siebie, więc czemu by jej nie wykorzystać? Daniela organizuje zatem casting na opiekunkę i pana domu, sprawdzając „kompetencje” mężczyzn w łóżku. Kupuje piękny dom i podsuwa szefowej oryginalny pomysł na zwiększenie obrotów w koncernie. Niesamowicie naciągany i mało realistyczny wątek został w końcu zamknięty. Jak prawie każda żeńska postać w tym serialu, Beata musiała odnieść sukces. Przemiana bohaterki trwała zbyt krótko, by miało to jakiś sens. Zachowanie postaci w finałowym odcinku serii miało być komiczne, może nawet satyryczne, a wyszło jak zwykle żałośnie. 

Biedna Beata 

Historia tej postaci nie została zwieńczona sukcesem zawodowym, pięknym domem czy spełnieniem marzenia o dziecku – zamiast tego skończyło się poronieniem. Trudno było na to patrzeć, tym bardziej, kiedy dostrzeże się wyraźne nawiązanie do obecnej sytuacji kobiet w Polsce. Co prawda Beata znalazła odrobinę życiowej satysfakcji, jednak nie da się ukryć, że wydaje się najbardziej unieszczęśliwioną bohaterką ze wszystkich. Emocjonalny (niemal do przesady) koniec jej wątku z mieszanką niezbyt dobrej gry aktorskiej Dygant wprawił mnie w zakłopotanie, choć nie da się ukryć, że problemy ukazane dzięki tej postaci bardzo trafiają do widza. 

Wybuchowy Marek

Między Markiem a Beatą było widać jakąś chemię. Na pewno byli przyjaciółmi, dopiero później odniosłam wrażenie, że wchodzi tu w grę coś więcej. Nie pomyliłam się. Marek jako pełnoprawny mężczyzna pragnął pokochać prawdziwą kobietę. Pech nie chciał go opuścić już na początku, zwłaszcza że rodzina nie zamierzała zaakceptować jego decyzji o zmianie płci. Były też kobiety, które zawsze patrzyły na niego jak na kobietę. Nic dziwnego, że nie potrafił tego dłużej znieść, to wręcz musiało skończyć się tragicznie. Genialna gra aktorska, genialnie napisana postać Marka to największy atut tego odcinka (może i całego serialu). Jeśli miałabym obejrzeć serial jeszcze raz, to tylko i wyłącznie po to, by jeszcze raz podziwiać rolę Sebastiana Fabijańskiego. Brawo dla reżysera i brawo, oczywiście, dla aktora.

Botoks, finał, szósty odcinek, Patryk Vega, serial, Sebastian Fabijański

 

Gra aktorska
9
Zdjęcia
7
Muzyka
7
Scenariusz
9
Emocjonalne zakończenie historii wszystkich bohaterów było bardzo dobrym posunięciem ze strony Patryka Vegi. Każdy bohater dostał swoje „pięć minut” w finale, nawet jeśli wątki niektórych z nich zostały poprowadzone trochę niezgrabnie. Odcinek skupia 100% uwagi widza, angażuje go i skłania do przemyśleń.
Ocena czytelników
7.5

Plusy

  • sprawnie napisany scenariusz
  • wspaniała gra aktorska Sebastiana Fabijańskiego
  • motyw kobiety sukcesu
  • dobrze wykreowana postać Marka

Minusy

  • za mało nowych wątków
  • niektóre rozwiązania nieco naciągane

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

Botoks

Serialowa kontynuacja filmu Patryka Vegi o tym samym tytule.