Recenzja do: Botoks (2018 )
Recenzje

Wydaje mi się, że z czwartym odcinkiem „Botoksu” wszystkim przestaje się chcieć. Nie tak zupełnie, całkowicie, ale po trochu, stopniowo.

Coś (ktoś) tu nie gra

Przestaje się chcieć Oldze Bołądź, której postać przechodzi operację plastyczną, w wyniku czego znika Daniela, zakompleksiona, brzydka, ale zdeterminowana dziewczyna z nizin społecznych. Pojawia się za to Olga Bołądź – piękna, pewna siebie dziewczyna, która doskonale wie, czego chce. Jeszcze w jednej scenie się garbi, jeszcze w innej patrzy nieufnie dookoła, ale już za chwilę zdobywa świat. Doskonale rozumiem, że w człowieku może zajść naprawdę duża zmiana, kiedy zmieni się jego wygląd; zawsze wierzyłem w to, że ładnym w życiu łatwiej, ale wszystko dzieje się za szybko, zbyt łatwo, zbyt płytko. Ta zmiana nie jest dobrze rozegrana.

Botoks, odcinek 4, recenzja, Olga Bołądź, Showmax, serial

Pozostałym aktorkom wiodącym też trochę się chyba nie chce. Choć może czasami po prostu brakuje talentu. Role stają się zbyt jednowymiarowe – Agnieszka Dygant jako Beata Winkler jest cały czas na haju (co akurat prowadzi do dokładnie jednej śmiesznej sceny w całym odcinku, więc przynajmniej tyle dobrego), postać Katarzyny Warnke zaczyna mieć wyrzuty sumienia, bo zachodzi w ciążę, a przecież przeprowadziła tyle aborcji. I bardzo jest strapiona przez cały odcinek. I skonfliktowana. Ale tak trochę na pół gwizdka, trochę nieprzekonująco. Marieta Żukowska w ogóle odstaje od wspomnianej wcześniej trójki talentem i oddanie jej ciężaru pociągnięcia odcinka się nie sprawdza.

Botoks, odcinek 4, Showmax, Patryk Vega, Grażyna Szapołowska, recenzja

Przestaje chcieć się też Patrykowi Vedze. Wspominałem już o spłyceniu roli Bołądź, ale dodatkowo Marka, granego przez Sebastiana Fabijańskiego, który wcześniej wypadał bardzo przekonująco i wprowadzał element tragiczny do serialu, zepchnięto do roli zupełnie trzecioplanowej. Zupełnie zmarnowany został potencjał Grażyny Szapołowskiej, która gra kompletnie jednowymiarową szefową koncernu farmaceutycznego. Akcja momentami wydaje się zbyt rwana.

Może jeszcze coś z tego będzie

Mimo to czwarty odcinek „Botoksu” obejrzałem bez bólu, nie musiałem się zmuszać, „bo trzeba napisać tekst”. Akcja prowadzona jest mimo pewnego braku płynności sprawnie, nie ma przestojów, nie potykamy się o nielogiczności, z tym Vega zawsze dobrze sobie radzi. Mimo wspomnianej obniżki formy, w postaciach ciągle jest potencjał. Liczę, że Fabijański jeszcze wróci (choć co do Bołądź nie mam już wiele nadziei), coś na pewno wyniknie z ćpania doktor Winkler. Mam więc nadzieję, że ta zniżka to dlatego, że to środkowy odcinek, że końcówka będzie mocna. A może po prostu chcę, żeby Vedze się udało, bo mam sentyment do „Pitbulla”. Zobaczymy po finale.

Gra aktorska
5
Zdjęcia
6
Muzyka
4
Scenariusz
4
„Botoksu” dostaje zadyszki, aktorom i reżyserowi przestaje się chcieć.
Ocena czytelników
7.5

Plusy

  • akcja jest w miarę dobrze poprowadzona

Minusy

  • Olga Bołądź gra dużo gorzej
  • Agnieszka Dygant gra jednowymiarowo
  • Katarzyna Warnke i Marieta Żukowska nie za bardzo grać umieją
  • a Sebastian Fabijański, który grać umie, zostaje zepchnięty na trzeci plan

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

Botoks

Serialowa kontynuacja filmu Patryka Vegi o tym samym tytule.


Recenzje