Recenzja do: Black Monday (2019 )
Recenzje

Lata 80. wciąż jeszcze nie są w pełni wyczerpanym tematem w serialach. Od kilku lat jak grzyby po deszczu wyrastają kolejne produkcje, które na fali popularności tamtego okresu starają się zbić swój własny kapitał. Sporo z nich jest tylko tęsknym spojrzeniem w lata młodości grupy docelowej i za pomocą nostalgii doskonale się sprzedają. Zdecydowana większość seriali próbuje dorównać klimatowi produkcji z dawnych lat, najczęściej celując w spielberowskie klimaty i „Black Monday” nie jest w tym przypadku inny, ale wybrał zdecydowanie inny materiał źródłowy jako tło dla swojej historii.

Niezmordowane lata 80.

Końcówka lat 80. obfitowała w bardzo ambitne seriale i filmy, spośród których tylko nieliczne stały się istotnymi i godnymi zapamiętania. Jednym z gatunków, które wówczas się narodziły, były produkcje obyczajowe traktujące o świecie wielkich pieniędzy i biznesów z górnej półki. Rodzący się powoli elektroniczny system nadzoru giełdy, a co za tym idzie ogromna informatyzacja tej branży, był doskonałym tematem do stworzenia zaskakująco dobrych opowieści o przekrętach przy użyciu sprytu głównych bohaterów i ich niebywałej wiedzy na temat tworzenia programów komputerowych. „Black Monday” w bardzo dobry sposób nawiązuje do tego schematu, będąc jednocześnie pokłonem, jak i wyśmianiem tych schematów. Fabuła jest jak żywcem wyjęta z produkcji sprzed 40 lat, a liczne nawiązania do klasyki filmowej i serialowej dodatkowo uwiarygadniają cały przekaz serialu. Zaskakujące, w jak zgrabny sposób udało się twórcom stworzyć niemal idealną replikę wielu znanych tytułów, pozostając przy tym oryginalnym i świeżym. Być może jest to zasługa wspomnianej nostalgii za latami 80., ale równie dobrze może to być właśnie doskonały pastisz tamtego okresu.

Zrobieni w konia

Główny bohater „Black Monday” jest typowym młodym facetem, który pragnie za wszelką cenę odnieść sukces na słynnym Wall Street. Giełda finansowa ma jednak swoje własne prawa, których złamać nikomu nie wolno, o czym szybko przekonuje się Blair. Mężczyzna ponosi sromotną klęskę już pierwszego dnia, ale, jak się później okazuje, wszystko co dzieje się za drzwiami giełdy, jest z góry ustalonym schematem. Blair jest święcie przekonany, że dzięki swojemu niecodziennemu pomysłowi na zbicie majątku uda mu się zostać jednym z rekinów finansjery. Jego tajną bronią jest nic innego jak słynny program komputerowy, zaprojektowany przez Blaira tylko w jednym celu – zdobycia dla niego jak największej ilości pieniędzy. Widzieliśmy już całe mnóstwo tego typu historii, ale „Black Monday” zrobił z głównego wątku pułapkę na widzów i to cholernie skuteczną. Każdy kolejny odcinek okazuje się coraz bardziej zagmatwanym labiryntem spisków, knucia, niemal dworskich intryg, mających na celu zrobienie w konia każdego, nawet najbliższego współpracownika. Blair trafia do The Jammer Group, domu maklerskiego prowadzonego przez niejakiego Mo. Wszystkie pracujące w tym miejscu osoby składają się na prawdziwy cyrk na kółkach, ale za to wyjątkowo barwny. Mo zatrudnia Blaira, ale od razu dowiadujemy się, że ma w tym swój własny cel, głęboko ukryty pod grzeczną miną mentora, którym zostaje dla chłopaka.

Szok i niedowierzanie

Największe wrażenie „Black Monday” robi w sposobie pokazania całej historii. Nie mamy tutaj do czynienia z jedną linia czasową, chociaż aż do ostatniego odcinka może nam się wydawać, że tak właśnie jest. Każdy odcinek zaczyna nabierać zupełnie nowego znaczenia wraz z rozwojem opowieści, ale dopiero finał staje się wielkim olśnieniem. Co ciekawe twórcy nie bawili się z widzami w żadne ukrywanie podtekstów i delikatne podpowiedzi poukrywane w poszczególnych epizodach. Finał jest kompletnie nie do przewidzenia i zaskakuje, chociaż trochę przykro się robi, że widz nie został wciągnięty do tej zabawy. Schemat ten pokazuje, po raz kolejny zresztą, że „Black Monday” bardzo pragnie stać się swego rodzaju pomnikiem dla filmów i seriali o przekrętach finansowych z lat 80. Wtedy też dominował pogląd, że dopiero w ostatnich minutach bohaterowie odkrywają swoje karty, okazując się mistrzami gry pozorów.

Prawdziwi bohaterowie

Bohaterowie serialu zostali stworzeni w taki sposób, aby praktycznie każdy z nich był doskonałym kandydatem do bycia zarówno antagonistą i protagonistą. W każdym dowolnym momencie „Black Monday” można zamienić ich miejscami i nadal będziemy w pełni przekonani, ze są dokładnie w tym miejscu, w którym powinni być, ich motywacje nas przekonują, a nawet po trochu im kibicujemy. Trudno zdecydować się na nawiązanie bliższej relacji z którymś z nich, głównie dlatego, że każdy bohater jest na tyle interesujący, że zaangażowanie się tylko w jego historię jest krzywdzące dla reszty i dla nas samych. Solidne zbudowanie praktycznie wszystkich postaci jest ogromnym plusem serialu, dającym dużo zadowolenia z ich poznawania. Finałowy odcinek jest tego tylko potwierdzeniem, kiedy okazuje się, że wszystko w co wierzyliśmy, jest nie do końca prawdą. Oszukanie w ten sposób widzów jest nie byle jaką sztuczką.

Przekleństwa i gagi

„Black Monday” jest hołdem dla lat 80. nie uciekając jednocześnie wyśmiewaniem tamtego okresu. Powstaje przez to słodko-gorzki obraz, który da się kupić w całości, bez zbędnego zachęcania. Już premierowy odcinek jest na tyle absorbujący, że niemal natychmiast widz potrzebuje kolejnej dawki nietypowego poczucia humoru prezentowanego w serialu. W dużej mierze opiera się on na easter eggach, czy wkomponowaniu do fabuły, niby przypadkiem, nawiązań do wydarzeń z lat 80. Największe wrażenie robią jednak żarty sytuacyjne i zabawa znaczeniami słów, które doskonale podkreślają wysoki poziom wulgaryzmów. Wbrew pozorom idealnie to pasuje do całego obrazu „Black Monday”, dodając wiarygodności głównym bohaterom, a w szczególności ich wybuchowym charakterom. Zdecydowanie warto powrócić do tego dawno zapomnianego pomysłu, jakim jest opowieść o próbie wyrolowania Wall Street.

 

Pierwszy sezon „Black Monday” można obejrzeć na platformie HBO GO.

Gra aktorska
6
Zdjęcia
7
Muzyka
7
Scenariusz
7
Pierwsze odcinki "Black Monday" są prawdziwą perełką komedii. Środek mocno zwalnia, ale wynagradza nam świetnym finałem.
Ocena czytelników
6.5

Plusy

  • scenografia
  • świeże żarty sytuacyjne
  • ukryte nawiązania do filmów i seriali
  • finałowy odcinek

Minusy

  • Blair jest mocno irytujący
  • nastawienie Mo do świata
  • średni środek serialu

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

Black Monday

Akcja produkcji opowiada o wydarzeniach z 19 października 1987 roku, czyli Czarnego Poniedziałku; miał wówczas miejsce najgorszy krach na giełdzie w historii Wall …


Aktualności