Recenzja do: Black Monday (2019 )
Recenzje

Producenci z coraz większym uwielbieniem wracają serialami do lat 70. czy 80. To w końcu nie pierwszy serial produkowany przez HBO oparty na tym samym – powrocie do czasów kolorowych, pełnych wiary w to, że kiedyś będzie lepiej. By jednak do tego doszło, bohaterowie choćby tego serialu musieli przejść trudną, wyboistą drogę. Pytanie, czy im się to opłaciło.

Do tej pory, chociaż obejrzałam odcinek kilka godzin temu, zastanawiam się, co zobaczyłam. Oczywiście czytałam wcześniej opis serialu, więc wiedziałam, czego mogę się spodziewać. Z drugiej strony był to zaledwie pierwszy epizod, zatem moje oczekiwania mogły się nie pokryć z tym, co rzeczywiście zobaczyłam. 

Między szczęściem a nieszczęściem

Producenci, Seth Rogen oraz Evan Goldberg, stworzyli serial opowiadający o Wall Street. O krachu, do którego doszło jesienią 1987 roku, oraz o tym, co do niego bardziej czy mniej bezpośrednio doprowadziło. Miały być późne lata 80., „gang” chcący przejąć kontrolę nad wszystkim. Niczego takiego w swoim życiu jeszcze nie oglądałam, moja ciekawość sięgała zenitu. Miniaturka odcinka wyglądała w porządku, opis brzmiał zachęcająco.

Wtedy kliknęłam „play” i do tej pory nie mogę pozbierać myśli. Odcinek, jak to bywa w przypadku pilotów, nie jest jakiś oszałamiający. Stanowi wprowadzenie do historii tego, jak doszło do krachu na giełdzie, największego w historii Wall Street. Scena rozpoczynająca serial pokazuje wielki kontrast między bohaterami. Kiedy na rogu dwóch ulic siedzi mężczyzna, zawodząc wniebogłosy nad swoim losem, akurat przejeżdża czerwona limuzyna. Lamborghini. Kiedy jeden pławi się w luksusach, drugi rozpacza nad własnym życiem. 

Kontrast ten utrzymuje się przez całe 30 minut. Główny bohater, w rolę którego wciela się Don Cheadle, jest przedsiębiorcą tak doskonale manipulującym innymi ludźmi, że właśnie na tym zbija tak wielką fortunę, że może sobie pozwolić na robota podającego mu cygaro czy limuzynę i szofera, żeby nie musiał prowadzić, tylko pić, ile wlezie. Po drugiej stronie barykady jest mężczyzna, Blair, który chce zdobyć pracę w tej samej korporacji, tyle tylko, że nie ma jaj, chwali się obronieniem magisterki, a tak naprawdę już od pierwszej sekundy Don nim pogrywa. Tyle że dla Blaira ta praca jest szansą na wynajęcie większego mieszkania, zapewnienie lepszego życia sobie i swojej dziewczynie. Dla bohatera granego przez Cheadle’a to już sposób życia.

Będzie lepiej? 

Nie mogę powiedzieć więcej niż to, co już zrobiłam. Pierwszy odcinek zupełnie mnie nie wciągnął. Nie zastanawiam się, co będzie dalej, nie przejmuję się, jak w tym wszystkim odnajdzie się Blair. Nie mogę jednak jednoznacznie stwierdzić, że mi się nie podobało – wciąż wychodzę z założenia, że 30 minut to stanowczo za mało, by wyrobić sobie wiążącą opinię. Jest dużo, głośno, momentami i wulgarnie, ale takie były lata 80. w Ameryce.


Krach na Wall Street to wielka sprawa do poruszenia w serialu. Zastanawiam się, czy pod przykrywką tego dobrobytu bohaterów, poczucia, że można wszystko, jest coś więcej niż pieniądze i narkotyki. Bo jeśli nie, to „Black Monday” okaże się kolejnym serialem o tym, jak było kiedyś. A o giełdzie zostanie może wspomniane ot tak, w ramach zapychacza historii. 
 

Gra aktorska
8
Zdjęcia
9
Muzyka
8
Scenariusz
7
Nie można za wiele powiedzieć o serialu, po obejrzeniu jednego odcinka. Dosadność oraz wulgarność przedstawionego świata trochę mnie przygniotły, może jednak kolejne odcinki zmienią moją opinię.
Ocena czytelników
6

Plusy

  • dobre odwzorowanie tamtych czasów
  • stroje
  • muzyka
  • aktorzy

Minusy

  • wulgarność

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

Black Monday

Akcja produkcji opowiada o wydarzeniach z 19 października 1987 roku, czyli Czarnego Poniedziałku; miał wówczas miejsce najgorszy krach na giełdzie w historii Wall …