Recenzja do: Big Mouth (2017 )
Recenzje

Dział animacji dla dorosłych przeżywa w ostatnim czasie prawdziwy „boom” produkcyjny. Powstają nowe produkcje, a te istniejące dostają zamówienia na kolejne sezony. Do walki o ten segment widzów aktywnie włączył się Netflix. To właśnie na tej platformie mogliśmy całkiem niedawno obejrzeć „Paradise PD” czy najnowszy sezon „BoJacka Horsemana”. Serwis nie zwalnia i 5 października udostępnił drugi sezon opowiadającej o dojrzewaniu animacji, „Big Mouth”. Jak wypadł, przekonacie się, czytając naszą recenzję.

„Big Mouth” to kontrowersyjny serial, opowiadający o (kilku) blaskach i (wielu) koszmarach, jakie czekają na dojrzewających nastolatków. Zmiany cielesne, psychiczne, masturbacje, odmienna orientacja seksualna, depresja, relacje z najbliższymi – produkcja nie stroni od żadnego tematu, który w jakikolwiek sposób może dotyczyć nastolatków. Co ciekawe, historia zbudowana jest na wspomnieniach dwójki przyjaciół i producentów serialu: Nicka Krolla oraz Andrew Goldberga. Serial robi się więc jeszcze lepszy w momencie, gdy uświadomisz sobie, że część sytuacji oraz problemów naprawdę się wydarzyła.

Big Mouth, Netflix, animacja, hormon monster

Porozmawiajmy o tresowaniu żołnierza

Seria skupia się na przygodach kilku nastolatków, w tym Nicka Bircha i Andrew Gloubermana, którzy próbują odnaleźć się w dżungli dojrzewania. Pomagają im w tym potwory hormonalne, pełniące rolę przewodników: Maurice, nawiedzający męską część bohaterów oraz Connie, potworzyca pomagająca dziewczynom. Potwory są personifikacją emocji towarzyszących dojrzewaniu każdej z płci: Maurice ślini się na widok piersi i ciągle doradza, w jaki sposób chłopaki mogliby „zaliczyć”; natomiast Connie reprezentuje ciągłą huśtawkę dziewczęcych nastrojów oraz ogólny bunt.

„Big Mouth” nie byłoby sobą, gdyby nie ciągłe żarty i przycinki dotyczące seksu, kobiecych piersi, penisów i masturbacji. Miałem wrażenie, że pierwszy sezon wyczerpał źródełko zbereźnych żarcików do cna, jednak pierwsze odcinki drugiego sezonu uświadomiły mi, jak bardzo się myliłem (Maurice: „Oops, uciekł mi jeden z futrzastych penisów! Niech każdy ostrożnie poszuka go we własnym tyłku!”). Może być to uciążliwe, ale trzeba się do tego przyzwyczaić, jeżeli odbiór „Big Mouth” ma sprawić jakąkolwiek przyjemność. A gwarantuję, że pod warstwą heheszków i śmieszków kryje się serial, który opowiada o realnych problemach trapiących nastolatków.

Big mouth, Netflix, animacja, śmieszki i heheszki

Ale masz duże... zalety, drogi serialu

Najbardziej chyba zadziwił mnie piąty odcinek sezonu. Dzieciaki siedzą wtedy w szkole, na lekcji edukacji seksualnej, którą przeprowadza ciapowaty trener Steve. Okazuje się, że dzieciaki wiedzą więcej od niego i poprzez serię krótkich historyjek, przedstawiają kilka problemów związanych z seksem i dorastaniem. Jest dyskusja na temat aborcji, bezpiecznego współżycia, chorób wenerycznych czy planowania rodziny. Krępujący temat wyjaśniono z humorem, a do tego wpleciono w główną fabułę sezonu. Ech, gdyby tylko w polskich szkołach, na WDŻ, wyświetlali tak dobrze skonstruowane filmiki edukacyjne...

Jednym z głównych motywów drugiego sezonu jest także Wstyd. Celowo piszę go dużą literą, bo został on przedstawiony jako pełnoprawny bohater, antagonista o imieniu Czarodziej Wstydu. Czarodziej reprezentuje najbardziej skrywane uczucia bohaterów, lęki i fobie, które woleliby pogrzebać na dnie duszy. I znów nie mogę wyjść z podziwu, jak zgrabnie wpleciono do tego wątku problemy, z którymi rzeczywiście dorastająca młodzież mogłaby się zetknąć, czy to w USA, czy w Polsce. Bohaterowie nie wstydzą się jakichś śmiesznych głupotek; problemy wydają się paraliżować ich dalsze życie. Ktoś ma zaczątki depresji, ktoś nie jest pewien swojej orientacji seksualnej, jeszcze ktoś inny czuje się odseparowany od reszty, a pewne osoby są wyśmiewane i znienawidzone przez grupę. Głębia, której naprawdę nie spodziewałem się po serialu, gdzie w pierwszym sezonie pokazał gadającą (głosem Kristen Wiig, nawiasem mówiąc) waginę, zachęcającą do eksploracji własnej seksualności.

Big Mouth, Netflix, animacja, DZIECKO NAPADA NA SKLEP A MA TYLKO 12 LAT

Ale proszę dać mi dojść... do słowa!

„Big Mouth” poznałem, szukając zabawnego, odstresowującego serialu, który mógłbym obejrzeć w piątkowy wieczór. Pierwszy sezon pokochałem i czekałem z niecierpliwością na więcej. Kontynuacja nie zawiodła – ta, na pierwszy rzut oka, obleśna produkcja, która seksualizuje wszystko i wszystkich, po głębszym spojrzeniu okazuje się pozycją edukacyjną i łamiącą wszelkie tabu. Można „Big Mouth” lubić, można nienawidzić, jednak wstydem jest go nie znać!

Gra aktorska
7
Zdjęcia
7
Muzyka
7
Scenariusz
10
Rok po premierze pierwszego sezonu, Netflix znów zaprasza nas do świata potworów hormonalnych i dojrzewania nastolatków z amerykańskich przedmieść. Kontynuacja zdecydowanie jest dojrzalsza, porusza inne problemy, ale jednocześnie wciąż polana jest sosem absurdu i głupkowatego humoru. Dla mnie to idealna kompozycja!
Ocena czytelników
8.5

Plusy

  • wciąż ten sam żenujący poziom humoru
  • bardzo szybko okazuje się, że to głęboki serial z walorami edukacyjnymi
  • kreska postaci jest po prostu świetna

Minusy

  • wciąż ten sam żenujący poziom humoru, który, przyznaję, dla niektórych może być odpychający
  • niektóre wątki można byłoby poprowadzić inaczej

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

Big Mouth

Serial animowany dla dorosłych. Skupia się on na nastolatkach i problemach, jakie niesie dojrzewanie. Tematy tabu tu nie istnieją, a seksualność stawiana jest na …