2
Recenzja do: Ash vs Evil Dead (2015 )
Recenzje

Kino grozy swoje najlepsze lata ma już dawno za sobą, tylko sporadycznie pokazując w dzisiejszych czasach, że coś tam się jeszcze tli w tym temacie. Niestety większość tych podrygów umarłego to nic innego jak horrory o bardzo niskim poziomie fabuły, które w zasadzie nie różnią się od siebie nawzajem. Czym zatem wytłumaczyć fenomen tego typu produkcji, którego szczyt miał miejsce w słynnych latach 80.? Czy może za to odpowiadać zwykły trend na oglądanie wszystkiego, jak leci, co było wtedy codziennością? Może sekret ukryty jest w zupełnie innym podejściu do tego typu produkcji, gdzie stosowano efekty plastyczne, trup ściele się gęsto, a krew tryskała hektolitrami? Właśnie tak stworzono kultowe już filmy z cyklu „Evil Dead” i tym samym zainspirowali się twórcy serialu „Ash vs. Evil Dead”.

Trzeba przyznać, że powrót do filmów sprzed blisko czterdziestu lat był nie tylko wyczynem karkołomnym, ale przez wielu postrzeganych jako bezczelny. Krytyka remake'ów to dobrze znane w świecie telewizji zjawisko i bardzo często jest wyjątkowo potrzebne, jeśli producenci zapomną, po co tak naprawdę kręci się nowe seriale. W tym konkretnym przypadku wybudzanie, zdawałoby się, dawno martwych pomysłów, udało się nad wyraz dobrze, bo już pierwszy sezon pokazał jasno, że „Ash vs. Evil Dead” jest nie tylko chętnie oglądany przez fanów pierwowzorów, ale także ma szerokie grono nowych widzów, którzy niekoniecznie pamiętają lub nigdy nie widzieli „Evil Dead”. Jest to całkiem spory sukces, szczególnie biorąc pod uwagę formę prezentacji odświeżonego wizerunku głównego bohatera oraz całej historii, która dzieje się wokół jego osoby.

Ash vs. Evil Dead, Starz, sezon 3, recenzja

Zabijemy cię śmiechem

Ash Williams prawie czterdzieści lat temu, przez zupełny przypadek, sprowadził na nasz świat mroczne siły, które szybko zaczęły siać strach i śmierć. Młody Ash postanawia stawić im czoła, chociaż bardziej przypomina to zwykłą próbę przeżycia połączoną z przypadkowym heroizmem, który w zasadzie jest cechą dominującą u tego bohatera. Trylogia stworzona tak wiele lat temu podeszła do tematu w zupełnie inny sposób niż większość podobnych produkcji, co prawdopodobnie mogło zdecydować o jej wyjątkowości odpornej na upływ czasu. Wątek komediowy został napisany na wcale nie taką popularną jeszcze wtedy metodę absurdu, który stał się już motywem przewodnim w serialu „Ash vs. Evil Dead”. Właśnie ten nietuzinkowy sposób opowiedzenia o czymś, co w zasadzie jest już dobrze znane, sprawiło, że serial szybko zyskał bardzo oddaną widownię.

Sukces „Ash vs. Evil Dead” prawdopodobnie zaskoczył samych twórców, którzy nagle stanęli oko w oko z niewyobrażalną szansą na opowiedzenie swojego pomysłu w większej skali, bo, jak wiadomo, z sukcesem przychodzą pieniądze. Efektem tego jest trzeci sezon serialu, który chyba jeszcze bardziej stał się szalonym obrazem, który jednak nie zapomina o budowaniu odpowiedniego napięcia, z czym akurat nigdy nie było tu problemu, oraz o rozwijaniu głównych bohaterów. Wielu fanów zastanawiało się, w jaki sposób historia zostanie dalej poprowadzona, zwłaszcza że powoli zaczęła zjadać własny ogon. Na szczęście twórcy serialu wybrnęli z tego w sposób satysfakcjonujący, może nie w stu procentach, ale to, co zaprezentowano w trzecim sezonie, jest bardziej niż wystarczające.

Ash vs. Evil Dead, Starz, sezon 3, recenzja

Martwe zło wciąż żyje

Historia Asha wyglądała w finale drugiego sezonu na całkiem zgrabnie domkniętą i nie bardzo można było coś do niej dodać, dlatego postanowiono zastosować w tym miejscu mały reboot całej historii. Główny bohater po ostatecznym pokonaniu sił ciemności postanawia osiąść na stare lata w swoim rodzinnym miasteczku, gdzie zamierza kontynuować biznes prowadzony przez jego zmarłego ojca. Ash nie byłby sobą, gdyby nie dodał własnej wizji do dobrze funkcjonującego przedsiębiorstwa. Skutkiem tego jest zmiana ze sklepu narzędziowego w sklep narzędziowy z działem erotycznym oraz kinem dla dorosłych. Ash wydał na to niemal wszystkie swoje oszczędności, ślepo wierząc w sukces swojej wizji. Dodatkowo w jego życiu pojawia się pewna kobieta, która twierdzi, że ma z nim dorosłe już dziecko. Problemy wciąż piętrzą się na głowie Asha, kiedy jeszcze okazuje się, że martwe zło nie jest takie martwe, jak się głównemu bohaterowi wydawało. Siły nieczyste bardzo szybko ponownie pojawiają się w małym miasteczku, a przewodzi im bardzo dobrze znana głównemu bohaterowi demonica.

Ash, kiedy tylko orientuje się, co w trawie piszczy, diametralnie zmienia swój dotychczasowy styl życia i robi to bez wyrzutów sumienia. Postanawia najpierw jednak nawiązać bliższą relację ze swoją córką, która tak nagle pojawiła się w jego życiu. Tutaj trzeba przyznać, że ten wątek jest zdecydowanie najciekawszy w całym trzecim sezonie. Potencjał, jaki generuje, jest wręcz zbawienny dla całego serialu, bo pozwala pokazać głównych bohaterów z zupełnie nowej strony. Oglądanie na ekranie Asha, który stara się być ojcem, chociaż nie ma o tym zielonego pojęcia, co z kolei nie przeszkadza mu ślepo wierzyć w swoje zdolności ku temu, to prawdziwa skarbnica gagów. Nieporadność głównego bohatera, połączona z ogromnym wręcz pechem do znajdowania się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiednim czasie, stworzyła historię, która ma możliwość do bycia eksploatowaną przez cały sezon bez uszczerbku na jego jakości.

Ash vs. Evil Dead, Starz, sezon 3, recenzja

Walka na dwa fronty

Zupełnie nowym pomysłem w „Ash vs. Evil Dead” jest próba poprowadzenia dwóch alternatywnych linii fabularnych jednocześnie. Podczas kiedy główny bohater skupia się na swojej nowej córce, jego dotychczasowy pomocnik, Pablo, musi zmierzyć się z demonem, który niegdyś posiadł jego ciało. Na pomoc przybywa mu Kelly, która pojawia się w Elk Grove z tajemniczym mężczyzną podającym się za rycerza broniącego świata przed złem. Tak naprawdę to właśnie Pablo i Kelly stoczą najbardziej intensywną i najistotniejszą walkę całego sezonu, co czyni postać Asha trochę bardziej chaotyczną niż dotychczas. Główny bohater miota się pomiędzy walką z kolejnymi demonami, próbą zaimponowania własnej córc, oraz coraz to większą liczbą kłopotów, jakie pojawiają się wokół niego. Skutkiem tego jest niemal zupełne pominięci jego postaci w walce z prawdziwym przeciwnikiem aż do finałowego odcinka.

To, co jest zawsze największym zaskoczeniem w każdym kolejnym sezonie „Ash vs. Evil Dead”, to jak wiele wątków twórcy potrafią upchnąć w trzydziestominutowy odcinek. Zresztą cały sezon jest zawsze pędzącą kolejką, która zdaje się nie mieć hamulców, przez co każdy uczestnik tej zwariowanej zabawy ma wrażenie, jakby miał sam zaraz zginąć. Wraz ze złem czyhającym na życie Asha, powraca także dusza jego ojca i trzeba przyznać, że jest to fantastyczny wątek, który wyśmiewa „Opowieść wigilijną” w wyjątkowo bezczelny sposób. Co najlepsze, widz wie, co się właśnie wyprawia na ekranie, ale nie można mieć z tym żadnego problemu, bo całość jest tak pięknie poprowadzona, że nie ma wątpliwości, że tak naprawdę jest to hołd, a nie szydzenie. Ojciec Asha okazuje się całkiem sprytnym krętaczem, kiedy na światło dzienne wychodzi jego udział w wydarzeniach sprzed lat, co generuje dla Asha kolejne niebezpieczeństwa w teraźniejszości. Żeby widzom nie było za mało tych emocji, to na dokładkę dostaną jeszcze absurdalny plan w wykonaniu demonicy Ruby, który zakłada stworzenie klona Asha. Scena na balu w pobliskim liceum w wykonaniu Asha i jego klona to prawdziwa perełka, która jest pięknym przykładem, dlaczego absurdalność tego serialu tak dobrze się sprzedaje.

Ash vs. Evil Dead, Starz, sezon 3, recenzja

Żegnaj, Ash!

To, co najbardziej boli w trzecim sezonie „Ash vs. Evil Dead” to fakt, że jest to już sezon ostatni, o czym całkiem niedawno poinformował sam Bruce Campbell, aktor grający tytułową postać. Wszystkim fanom pękły serca, szczególnie że próżno szukać drugiego tak szalonego serialu, który swój szczyt osiągnął właśnie w odcinku finałowym. Ash w czołgu walczący z demonami to jest idealne zamknięcie całej tej opowieści. Fani mogą być wdzięczni twórcom, że każdy sezon to osobna historia, która ma swój jasny koniec, bez zbędnych cliffhangerów i obietnic rozwijania wątków. Za to należy się wielki plus, bo pomimo że „Ash vs. Evil Dead” na dobre odchodzi ze świata seriali, to robi to przynajmniej w wielkim stylu.

Gra aktorska
7
Zdjęcia
8
Muzyka
8
Scenariusz
8
„Ash vs. Evil Dead” to serial wyjątkowy, skrojony dla odpowiedniego widza, szukającego odmóżdżacza idealnego. Trzeci sezon przechodzi oczekiwania wszystkich, którzy szukali krwawej jatki i absurdalnego poczucia humoru.
Ocena czytelników
6.5

Plusy

  • odcinek finałowy
  • szybka akcja
  • bezkompromisowość w pokazywaniu przemocy
  • chwytliwe one-linery
  • wielowątkowość

Minusy

  • wtórność
  • przewidywalność fabuły
  • momentami przemoc była mocno pokręcona

Komentarze

(2)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

  • Michał Ziaja
    Michał Ziaja
    @michax

    Nie zgadzam się że kino grozy najlepsze lata ma już dawno za sobą. Powstaje wiele dobrych horrrorów wciąż jak np. Babadook, Ciche miejsce, czy Witch i mógłbym jeszcze wiele wymienić.

    • Paweł Marek
      Paweł Marek
      @Pawel_Marek

      @michax: Każdy ma prawo do własnej opinii. Moja osoba uważa, że te horrory, które aktualnie powstają może i są dobre, ale bardzo daleko im do tych z laty 80' chociażby.

Powiązane

Seriale

Ash vs Evil Dead

Demony od ponad trzydziestu lat szukają czegoś, co posiada Ash, niezbyt rozgarnięty sprzedawca w sklepie z elektroniką. Mężczyzna musi uratować świat przed próbującymi …


Aktualności