Recenzja do: ART-B. Made in Poland (2018 )
Recenzje

Lata 90. były bardzo burzliwym okresem w dziejach Polski, szczególnie początki, kiedy nikt do końca nie wiedział, co jeszcze wolno, a czego już nie. Wiele osób wykazało się wówczas bardzo dużą zaradnością i przebiegłością, niejednokrotnie prześcigając się z innymi w wymyślaniu sposobów na przechytrzenie systemu. Nie było to wcale trudne dla kogoś inteligentnego, kto posiadał chociaż trochę przydatnych kontaktów. Jeśli miało się szczęście i należało się do ludzi wykształconych, bardzo łatwo było zrobić złoty interes. Serial dokumentalny Canal+, „ART-B. Made in Poland”, doskonale do tego nawiązuje.

Koszmar bankiera, czyli oscylator finansowy

Założyciele firmy Art-B, Bogusław Bagsik i Andrzej Gąsiorowski, znaleźli lukę w prawie, która pozwoliła im na wykorzystanie niedoskonałości polskiego systemu prawnego i finansowego wczesnych lat 90. na swoją korzyść. W zawrotnym tempie dorobili się fortuny, która na tamte czasy była wręcz niewyobrażalna. Bagsik i Gąsiorowski wykazali się nie tylko dużym sprytem, ale także odwagą graniczącą wręcz z bezczelnością. Stworzyli i wykorzystali tzw. oscylator ekonomiczny, który dał im możliwość stworzenia swojego potężnego kapitału finansowego, wynoszącego w pewnym momencie nawet 300 miliardów złotych (dzisiaj to ok. trzydzieści milionów).

Zasada działania oscylatora była bardzo prosta i na pierwszy rzut oka wydaje się całkiem legalnym procesem. W jednym banku zakładano konto, na którym posiadano jakiś kapitał i pobierano czek „potwierdzony” na określoną kwotę. Z tym czekiem szybko udawano się do kolejnego banku, gdzie zakładano kolejne konto i wpłacano na nie środki. W ten sposób na pierwszym i drugim koncie widniała taka sama kwota, jednak fizycznie pieniądze istniały jedynie na pierwszym z kont. Wszystkie lokaty były oprocentowane, dzięki czemu zysk czerpano podwójnie. Możliwość działania w ten sposób dała właścicielom Art-B wyjątkowo nieefektywna wymiana informacji pomiędzy bankami. W tamtych latach w Polsce nie istniało coś takiego jak elektroniczny przesył danych. Korespondencja pomiędzy bankami opierała się na poczcie i kurierach, przez co jedna informacja potrafiła dotrzeć z jednego banku do drugiego nawet i po tygodniu. Przez cały ten czas na dwóch kontach jednocześnie widniały te same pieniądze, które na oprocentowanych lokatach tworzyły kolejne pieniądze. Bagsik i Gąsiorowski założyli konta w kilku różnych bankach, dzięki czemu cały proceder mógł zostać zwielokrotniony; w pewnym momencie mieli konta w 70 bankach jednocześnie.

Art-B Made in Poland, canal +, Art-B, recenzja

Pokłosie

Pierwszy odcinek serialu wyprodukowanego przez Canal+ to przede wszystkim próba zmierzenia się z przeszłością. Minęło niemalże 30 lat od tzw. afery Art-B, która była pierwszym poważnym przekrętem w wolnej Polsce, a do dziś tak naprawdę nie wiadomo, co się dokładnie stało. Wiele osób stoi po stronie właścicieli Art-B, którzy nadal czują się pokrzywdzeni przez państwo, uparcie twierdząc, że nie złamali w żadnym miejscu prawa.

Sprawa ma się natomiast zupełnie inaczej, kiedy posłuchamy osób, które były odpowiedzialne za rozpracowanie sprawy spółki. Wśród nich przeważają zdecydowanie komentarze potępiające działalność Bagsika i Gąsiorowskiego, graniczące wręcz z przekonaniem o ich winie. „ART-B. Made in Poland” postanowił pójść niecodzienną drogą w tym sporze, przeznaczając pierwsze dwa odcinki swojej serii na dopuszczenie do głosu każdej ze stron. Najpierw mamy możliwość wysłuchania zarzutów, dochodzą także próby analizy problemu w szerszym kontekście przez osoby bezpośrednio zaangażowane w sprawę, a które reprezentowały interesy państwa i banków. Głównym zarzutem kierowanym w stronę właścicieli Art-B było narażenie skarbu państwa na znaczne straty spowodowane wytransferowaniem pokaźnych sum pieniędzy za granicę. Jest to w zasadzie jedyny zarzut, na którym mogli oprzeć się prokuratorzy z racji tego, że nie dało się oskarżyć Bagsika i Gąsiorowskiego o oszustwa finansowe. Z prawnego punktu widzenia działanie oscylatora finansowego było w pełni legalne, co więcej, niejednokrotnie same banki korzystały z tego typu działalności podczas wymiany pieniędzy pomiędzy sobą.  

Art-B Made in Poland, canal +, Art-B, afera, recenzja

Ludzka strona

W drugim odcinku do głosu dochodzą główni „bohaterowie”. Tutaj trzeba zaznaczyć, że odcinek ten jest niemałym zaskoczeniem dla widza, który spodziewał się próby wyjaśnienia, jak cała sprawa wyglądała ze strony właścicieli Art-B. Twórcy serialu postanowili jednak dokonać czegoś innego i postawili na spojrzenie na Bagsika i Gąsiorowskiego z zupełnie innej, bardziej ludzkiej strony. Zamiast dosyć chaotycznego podejścia do sprawy i skakania pomiędzy opiniami różnych osób, jak to miało miejsce w pierwszym odcinku, tutaj cała opowieść toczy się powoli, można by powiedzieć, że wręcz ospale. Bagsik i Gąsiorowski snują opowieść o swoim życiu, nie spiesząc się z puentą w postaci powstania Art-B. Każdy z nich dostał czas, który postanowili wykorzystać na przedstawienie się widzom. Dziwi to mocno, bo na początku nie bardzo można zrozumieć, czemu ma służyć taki zamiar.

Próba uczłowieczenia głównych bohaterów daje poczucie, że ktoś próbuje tutaj na siłę stworzyć wokół nich aurę niewinności i zupełnej normalności. Najbardziej zadziwiające jest jednak to, że twórcom serialu zabieg ten udał się wręcz doskonale. Już po krótkiej chwili widz zostaje zupełnie pochłonięty melancholijną opowieścią o dwóch chłopcach z małych miasteczek, którzy od początku szukali swojego miejsca w świecie, a od którego mieli zamiar czerpać pełnymi garściami. Dopiero w momencie, kiedy Bagsik albo Gąsiorowski wplatują w swoją opowieść wątek Art-B, widz może na sekundę się otrząsnąć i zdać sobie sprawę, że ogląda serial o ogromnej aferze, a swoistymi hipnotyzerami zostali jej główni bohaterowie. Bardzo łatwo dać się porwać atmosferze drugiego odcinka, przez co nietrudno zapomnieć, czego serial dotyczy.

Art-B Made in Poland, canal +, Art-B, afera

Rozliczanie przeszłości

Canal+ postanowiło zrealizować serial o wydarzeniach, które dzisiaj są już niemal historią. Postawiło to przed nimi wyzwania często spotykane przy tego typu produkcjach, czyli zestawienia obrazu nagrywanego przestarzałą już technologią z obrazem realizowanym nowoczesnymi technikami. W oczywisty sposób słaba jakość nagrań mogła wpłynąć na odbiór wizualny serialu, tutaj jednak zastosowano bardzo sprytny zabieg, dający widzowi poczucie zaglądania w przeszłość przy użyciu znanych mu mechanizmów. Każde nagranie z przeszłości, wykorzystane w serialu, zostało sprytnie umieszczone w obudowie telewizora starej daty, i to nie byle jakiego, ale produkowanego przez firmę, z którą Bagsik i Gąsiorowski prowadzili interesy. Efekt jest naprawdę dobry, widz ma wrażenie, ze zagląda w przeszłość przez magiczny portal.

Kolejną istotną cechą „ART-B Made in Poland” jest sposób przedstawiania wypowiadających się osób. Kamera przez cały czas skupiona jest jedynie na twarzach, tak jakby twórcy serialu chcieli, aby widz mógł spojrzeć prosto w oczy tych osób i samemu ocenić, czy widzi w nich prawdę lub kłamstwo. Nie pomogą w tym żadne niewerbalne gesty, jak ruchy dłoni, tak jakby celowo pozbawiono widza tej możliwości analizy.

Świetnym uzupełnieniem jest muzyka, która przez cały czas stara się wyzwalać w widzu odpowiednie emocje. Przywodzi to na myśl wyważony reportaż telewizyjny; nie zabrakło tutaj wywierania wpływu na widzu właśnie poprzez podkład muzyczny, tworzący odpowiednie tło. Wszystkie te elementy razem pokazują, jak istotnym dla twórców serialu jest pokazanie, że ich opowieść ma być zwykłym reportażem, opowiedzianym z punktu widzenia wielu osób i trzeba przyznać, że wyszło to naprawdę dobrze

art-b, afera, canal+, art-b made in poland, recenzja, serial

Ślepa sprawiedliwość

Przez prawie 30 lat nie udało się wyjaśnić wszystkich wątków w sprawie Art-B. Każda ze stron ma swoje argumenty. Według jednej wina leży zdecydowanie po stronie Bagsika i Gąsiorowskiego, podkreślając w tym miejscu koronny dowód w całej sprawie, jakim była ucieczka z kraju właścicieli spółki – niewinny przecież nie ucieka. Zdaniem wielu osób, które miały możliwość wypowiedzenia się w serialu, za całą sprawą stali zupełnie inni ludzie, niż opinii publicznej się wydaje. Sam Bagsik i Gąsiorowski mówią o całej sprawie w wyjątkowo wyważony i przemyślany sposób. Każde słowo dobierają bardzo ostrożnie, ale widać w ich sposobie mówienia, że są bardzo pewni swoich racji. Żaden z nich nie ukrywa, że ma ogromny żal nie tylko do państwa, ale także do ludzi związanych z ich spółką i całą sprawą. Pomimo upływu czasu nie zamierzają rezygnować z walki o swoje, licząc, że pewnego dnia zostaną w pełni zrehabilitowani.

„ART-B. Made in Poland” swoimi pierwszymi dwoma odcinkami pokazało, że w żaden sposób nie zamierza stać się telewizyjnym sądem nad całą sprawą. Trzeźwe i rzeczowe podejście do tematu nie ma na celu osądzania kogokolwiek, to spojrzenie z dystansu i przez pryzmat czasu. Według wypowiedzi, które padły w pierwszym odcinku, zapewne już nigdy nie dowiemy się, jaka prawda kryje się w całej tej sprawie.

Premiera serialu już dziś o 20:10 na Canal+.

Gra aktorska
7
Zdjęcia
8
Muzyka
8
Scenariusz
7
Historię spółki Art-B naprawdę warto poznać, szczególnie kiedy opowiadają o niej osoby bezpośrednio zaangażowane w całą sprawę. Temat ten jest intrygujący, ponieważ wciąż skrywa w sobie wiele tajemnic.
Ocena czytelników
7

Plusy

  • przedstawienie opinii obu stron
  • unikanie spekulacji
  • materiały źródłowe

Minusy

  • w pierwszym odcinku serial zbyt szybko przeskakuje od jednej osoby do drugiej, co wprowadza mały chaos informacyjny
  • wpływanie na emocje widza

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane