Recenzja do: Animals (2016 )
Recenzje

Co by było, gdyby ludzi zabrakło, a wszystkie zwierzęta ponownie dostałyby we władanie naszą planetę? Odpowiedź jest dosyć prosta – nie stałoby się nic szczególnego poza tym, że cały ekosystem szybko wróciłby do zdrowia. Twórcy serialu „Animals” postanowili jednak pofantazjować i pobawić się tym pytaniem w nieco bardziej ekscentryczny sposób. Różnym przedstawicielom fauny nadali rozum i cechy ludzkie, dzięki czemu każde ze zwierząt stało się w pewien magiczny sposób odzwierciedleniem nas samych. Wszystkie nasze przywary, jak też atuty zostały wzięte na warsztat i ukazane z perspektywy braci mniejszych. Nie mogło się przy tym obyć bez użycia stereotypów, które w tej kreskówce są po prostu kwintesencją całego humoru. Zadziwiające, jak taki prosty schemat zaowocował dobrym serialem, który z powodzeniem może konkurować z największymi animacjami dla dorosłych obecnymi na rynku.

Wielkie Jabłko

Niemal cała akcja serialu ma miejsce na terenie Nowego Jorku, jednego z największych miast w Stanach Zjednoczonych i wybór ten nie wydaje się przypadkowy. Tak duże skupisko ludzi jest zewsząd otoczone zwierzętami. Nie są to tylko domowe pupile, jak koty czy psy, ale także cała masa szczurów, gołębi, gadów, a nawet koni, które służyły do ciągnięcia karocy po Central Parku w celu romantycznych wycieczek Każde z tych stworzeń ma swoje zadanie i cel, lecz, oczywiście, nie zawsze jest to umilanie ludziom czasu, ale najczęściej wprowadzanie małego chaosu do ich egzystencji. Codzienna walka z gryzoniami czy ptakami, które zapaskudzają nasze auta, w „Animals” minęła bezpowrotnie po tym, jak ludzie zostali gatunkiem praktycznie wymarłym. Pewnego dnia nad miastem pojawiła się zielona chmura, która bardzo szybko pozbawiła niemal wszystkich życia, ale na jej temat nie wiemy zbyt wiele. Występuje ona jedynie we wspomnieniach zwierząt, a te, nie mając zbyt dużej wiedzy naukowej, opisują ją jak coś magicznego. Dzień, w którym ludzie odeszli, nazywany jest Green Day i tak wielokrotnie w serialu pojawiają się przy tej okazji żarty na temat zespołu punkowego o tej samej nazwie. Oblicze miast poznajemy na długo po apokalipsie. Zwierzęta już dawno zdołały podzielić się według gatunków i założyć na Manhattanie swoje własne miasteczka. Nadal nie rozumieją, co właściwie się stało z ludźmi, ale nie przeszkadza im to w prowadzeniu całkiem normalnego życia, przynajmniej na pierwszy rzut oka.

Nadzorcy

Zanim widzom będzie dane poznać same zwierzęta, już w pierwszym odcinku zostają wprowadzeni w ten dziwny świat przez ludzi. Okazuje się, że gdzieś w New Jersey istnieje podziemny bunkier wojskowy, w którym żołnierze nadzorują rozwój wydarzeń w Nowym Jorku. Wygląda na to, że cała apokalipsa miała zasięg lokalny, przynajmniej z punktu widzenia homo sapiens. Dla zwierząt tak naprawdę nie ma to większego znaczenia, bo z ich perspektywy świat, jaki znały, upadł i nie ma już ludzi. Z akcji serialu dziejącej się wewnątrz tego bunkru możemy dowiedzieć się kilku szczegółów więcej na temat sytuacji na świecie i tego, co stało się w Nowym Jorku. Informacje te są bardzo szczątkowe, ale nadają sens całej fabule, dzięki czemu możemy zrozumieć, czemu właściwie zwierzęta są podglądane. Kilka minut otwierających każdy odcinek zawsze pokazuje dwójkę gapowatych żołnierzy i w pierwszej chwili nie możemy jasno stwierdzić jaki jest cel tego zabiegu. Historia nadzorców jest jakby osobną opowieścią, która ma na celu ubarwienie całego epizodu oraz jest próbą zbudowania pomostu prowadzącego do zrozumienia całej sytuacji przy pomocy czynnika ludzkiego. Nie zapominając o tym, że świat stanął w serialu na krawędzi zagłady, opowieść o dwóch żołnierzach zamkniętych głęboko pod ziemią nabiera większego sensu. Dzięki temu twórcy w bardzo przerysowany sposób starają się pokazać, jaki los może spotkać przypadkowych trepów mających to szczęście (albo pech?), że w momencie apokalipsy znaleźli się w bezpiecznym miejscu. Trauma i brak zrozumienia tego, co się wokół nich dzieje, zdaje się być błogosławieństwem, ale szybko można się zorientować, że obaj zapędzili się w mocne załamanie nerwowe. Ich psychika, przez zamknięcie w czterech ścianach pozbawionych okien, zaczyna wariować.

Zwierzęta

Każdy odcinek serialu „Animals” opowiada zupełnie inną historię, ukazując widzom odmienny gatunek zwierząt. Nowy Jork został podzielony na kilka stref wpływów, a te bez wyjątku zostały zamieszkane przez przedstawicieli tej samej rodziny. Mamy zatem szczury, koty, konie, psy, gołębie, fretki i chomiki. Zaskakujące jest to, że twórcy postanowili nie iść w stronę kosmopolityzmu, obecnego przecież w tym mieście, jak nigdzie indziej na świecie. Wszystkie gatunki niemal natychmiast zgrupowały się w jednorodne masy. Jakby tego było mało, każda z tych grup nie okazuje się zbyt przyjaźnie nastawiona do innych, jak np. szczury i koty. Wydaje się, iż twórcy chcieli w ten sposób pokazać, że postapo potrafi wywołać podstawowe, prymitywne instynkty, przez co rasizm i konserwatyzm stają się głównym motorem napędowym wszystkich żywych istot. Akurat rasizm i używanie stereotypów jest w tym serialu niemal na pierwszym miejscu, dzięki temu zostaje zbudowana całkiem pokaźna część historii, a przede wszystkim charaktery poznawanych postaci. W pierwszym odcinku jeden ze szczurów próbuje komunikować się z pozostałymi gatunkami, ale za każdym razem kończy się to nazwaniem ich słowem na literę „n” w języku angielskim. W serialu seksizm nie jest tematem tabu i niejednokrotnie dochodzi do głosu pokazując, w sposób przerysowany, jak nisko można upaść. Seksualne napaści oraz molestowanie przedstawicieli innej płci zdają się pasować do schematu serialu i trzeba przyznać, że w połączeniu z innymi elementami budowania narracji sprawdzają się bardzo dobrze. Niemal idealnie pasują do obrazu świata pokazanego w serialu. „Animals” jest skrajnie wulgarne, nie tyle w warstwie językowej, co przede wszystkim obyczajowej, a to idealnie przerysowuje nadana mu forma postapo.

Problemy

Pod przykrywką komedii idącej niekiedy w stronę absurdu, każdy odcinek stara się odwzorować jakiś problem istniejący w życiu ludzi. Nie ma co ukrywać, że cały serial jest sprytnie zakamuflowaną satyrą na nasze własne społeczeństwo, ale jednak patrząc na to w wykonaniu zwierząt nabieramy do tego większego dystansu. Niestety, przez to może też umykać nam kilka istotnych elementów, które starają się pokazać autorzy. Zapewne znajdzie się spora grupa ludzi niepotrafiąca przejrzeć forteli zastosowanych w serialu i niedostrzegająca licznych przytyków w stronę gatunku ludzkiego. Warto zatem spojrzeć na całość z większej perspektywy i nawet jeśli widzimy na ekranie zachowanie typowo zwierzęce, musimy pamiętać o tym, że niemal zawsze jest to próba wyśmiania homo sapiens. Pomysłowość twórców w tej kwestii jest ogromna i dzięki temu choćby w odcinku drugim możemy zobaczyć historię psa uzależnionego od bycia psem domowym. Narkotyzuje się poprzez wąchanie ludzkich ubrań, zakłada obroże i udaje się do szemranych klubów, gdzie przy pomocy manekinów imitujących ludzi oddaje się przyjemności „miziania”. Jeśli macie w domu psa, spójrzcie teraz na niego i zastanówcie się: czy brakowałoby mu was tak bardzo, że po waszym odejściu tęskniłby za uczuciem bycia pupilem? „Animals” oczywiście starało się w ten sposób pokazać typowo ludzkie uzależnienie od narkotyków, ale zrobiło to w tak doskonale przerysowany sposób, że trudno nie poczuć naprawdę dużego respektu do talentu osób odpowiedzialnych za scenariusz.

Popkultura

Mnogość nawiązań do popkultury jest w tym serialu po prostu przytłaczająca. Niemalże wszystkie epizody zaczynają się od nawiązania do jakiegoś dzieła filmowego lub wydarzenia kulturowego. Pierwszy odcinek przez prawie cały czas swojego trwania jest pastiszem filmu „Dude, Where’s My Car?”. Kolejne opowieści także są w mniejszym lub większym stopniu inspirowane filmami albo klasycznymi dziełami literatury. Nie brak w każdym odcinku również miejsca na easter eggi, które najczęściej odnoszą się do realnych postaci ze świata show biznesu. Zaskakujący wydaje się natomiast fakt, że „Animals” niemal zupełnie nie dotyka tematu polityki. Odcinki, które widziałem, są nakierowane na wyśmiewanie świata kultury, jaki stworzyli ludzie. Czasami – jak w przypadku pierwszego odcinka – trwa to cały czas, niekiedy pojawia się jako kilkusekundowa migawka. Warto tego wypatrywać, szczególnie, że nie są to easter eggi byłe jakiej jakości. Czujne oko z łatwością wyłapie nawiązania do takich wytworów kulturowych jak: „Forrest Gump”, „Animal Farm”, „Jackass” lub klasycznych romansów książkowych epoki wiktoriańskiej. Nawet dialogi pomiędzy bohaterami są tak poprowadzone, żeby wpleść w nie kilka słów mających o wiele większy sens, jeśli wyłapiemy, do czego się one odnoszą. Jeśli ktoś lubi tego typu smaczki, oglądając sezon trzeci poczuje się jak ryba w wodzie.

„Animals” bije na głowę inne produkcje tego typu dostępne na rynku pod wieloma, wyżej wspomnianymi, względami. Serial jest idealnym „odmóżdżaczem” i doskonale sprawdza się, jeśli szukamy odrobiny relaksu, ale w formie lepszej niż większość prostych opowieści pokazanych u konkurencji. Nie jest to prosta opowieść, gdyż zawiera w sobie złożoną fabułę i jeszcze bardziej skomplikowane tło popkulturowe, ale jeśli właśnie to was kręci, oglądajcie „Animals”.

 

Serial „Animals” można oglądać na platformie HBO GO. Do tej pory zostały wyemitowane trzy odcinki trzeciego sezonu.

Gra aktorska
8
Zdjęcia
8
Muzyka
7
Scenariusz
9
"Animals" doskonale nadaje się na niezobowiązujący wieczór przed ekranem, ale także jako rozrywka wyższej klasy. Jest głupio, ale nie idiotycznie, a do tego naprawdę nowatorsko, co rzadko zdarza się przy którymś z kolei sezonie.
Ocena czytelników
8.5

Plusy

  • kreska
  • minimalizm wizualny
  • easter eggi
  • nawiązania do popkultury
  • przerysowane cechy ludzkie nadane zwierzętom
  • pomysł na nadzorców

Minusy

  • za krótkie odcinki

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

Animals

Historia opowiada o zwierzętach takich jak pingwiny, konie i szczury, które próbują przeżyć na ulicach niezwykle zatłoczonego Nowego Jorku.


Aktualności