1
Recenzja do: Anne with an E (2017 )
Recenzje

Pierwszy sezon „Anne with an E” jednocześnie bardzo mnie ucieszył i zasmucił. Zmiany w stosunku do oryginału poszły w złym kierunku, czasami stanowczo odbierając kontekst historyczno-obyczajowy, a także urok i wydźwięk opowieści. Z niepokojem wyglądałam sezonu drugiego.

A ten zaczyna się od kontynuacji wątków z końcówki poprzedniego. Nowi lokatorzy, poza pomaganiem Cuthbertom na farmie, mają również swoje ciemne sprawki – uknuli sprytny plan, by wykorzystać naiwność mieszkańców Avonlea. Podobno pod miejscowością mogą znajdować się pokłady złota, a ci wszyscy, którzy je znajdą na swojej ziemi, będą bogaci. Wystarczy tylko nieco zainwestować. W tę całą sytuację ze złotem wtrąca się pan Barry, który chce nieco dorobić na sąsiedzkich pożyczkach. Tymczasem osierocony Gilbert Blythe pracuje jako palacz na parowcu i nawiązuje ciekawą przyjaźń, która skutkuje wizytą na Trynidadzie i poznaniem postniewolniczej społeczności.

Wątki na siłę?

Wątków jest o wiele, wiele więcej i obawiam się, że gdybym omawiała każdy z nich, recenzja rozrosłaby się do jakichś ogromnych rozmiarów. Warto jednak zauważyć parę ważnych kwestii. O ile wątki wzięte wprost z powieści są realizowane bardzo dobrze i przede wszystkim z dużym sensem, ze sporą konsekwencją, tak wszystkie elementy dodane przez scenarzystów mocno odstają, nie pasują, a czasami po prostu reprezentują tzw. leniwe pisarstwo.

Bardzo dobrze widać to na przykładzie wątku francuskiego parobka Cuthbertów. Twórcy wykorzystują go trochę niczym taki wytrych fabularny w jednym z ważniejszych wątków tego sezonu, ale również po to, by pokazać dobre wykształcenie Diany (jest w stanie rozmawiać z nim po francusku) i w pewien sposób społeczne zaangażowanie Ani (nauka alfabetu, którą finalizuje kartka świąteczna wypisana własnoręcznie przez Jerry’ego). Jak bardzo to nieistotna postać pokazuje za to druga połowa sezonu, gdzie widać, że został on przesunięty z drugiego planu do tła.

Nowe wątki są czasami kompletnie oderwane od realiów historyczno-społecznych kanadyjskiej prowincji drugiej połowy XIX wieku. Jedna z ważniejszych historii drugiego sezonu obraca się wokół czarnoskórego przyjaciela Gilberta Blythe’a, Sebastiana, zwanego pieszczotliwie Bashem. Sam pomysł wprowadzenia postaci czarnoskórej do zaściankowego Avonlea nie jest dużym problemem – rzekłabym, że jest to zagranie miało spory potencjał... ale nagle okazało się, że pobliskie Charlottetown posiada slums, oczywiście zamieszkiwany przez czarnoskórych. Jest to zabieg zupełnie niepotrzebny, bo raz, że ujmuje egzotyczności Basha, a dwa – tak naprawdę rozciąga problem, jaki mieli czarnoskórzy w USA również na Kanadę (i to prowincjonalną Kanadę!).

Dalmar Abuzeid, Sebastian, Anne with an E

Bohaterowie niekonsekwentni?

Inny problem stanowią dla mnie bohaterowie tego serialu, zwłaszcza bohaterowie dziecięcy. Polega on na tym, że Ania, Gilbert i reszta są szalenie niekonsekwentni i ich charaktery zmieniają się w zależności od potrzeb scenariuszowych. Kiedy twórcy potrzebują, by panna Shirley (a właściwie tutaj Shirley-Cuthbert) była ostoją społeczności uczniowskiej, podporą dla słabszych od siebie i chodzącą empatią – Ania taka jest. Kiedy potrzebują, by nagle o tym zapomniała i przed całą klasą ciętymi komentarzami wprowadzała nową nauczycielkę w sekrety uczniów – piszą jej właśnie taką scenę.

Podobnie rzecz się ma z Gilbertem – w większości wypadków ten chłopak jest naprawdę sympatyczny, ujmujący i wspierający, a przede wszystkim działa jak prawdziwy altruista. Jednak za moment przeistacza się w skupionego na sobie i swoich celach egoistę, który nie zważą na to, że złożył pewną obietnicę. Brakuje tym postaciom dziecięcym wyważenia i konsekwencji, brakuje jakichś stałych nienaruszalnych cech. Jedynie Josie Pye jest zawsze tak samo złośliwa, choć mam wrażenie, że jej złośliwość również jest dość „ograniczona”, głównie do nazywania Ani „sierotą” i „dziwadłem”.

W tym sezonie pojawiło się na bliższym planie kilka postaci dorosłych, które w poprzednim tylko były tłem. Ważną osobistością w kilku pierwszych odcinkach jest pan Barry, ojciec Diany, którego twórcy kreują na okropnego, skupionego na chęci zysku człowieka. Zresztą... państwo Barry chyba są najgorzej przedstawianymi dorosłymi w całym tym serialu – scenarzyści tak ich prowadzą, by cała niechęć widzów skupiła się w głównej mierze na nich.

Amybeth McNulty, Anne Shirley, Anne with an E

W otchłani rozpaczy

To serial wielu problemów – niektóre wątki właściwie rozwiązane są bez pomysłu, niektóre do niczego na razie nie prowadzą, zaś część z nich zostaje niepotrzebnie udziwniona. Najlepiej wyglądają motywy wyjęte wprost z kart powieści Lucy Maud Montgomery.

Bardziej boli fakt, że brakuje w kreacji konsekwencji. Postaci niby rozwijają się, wykazują jakiś postęp, by potem cofnąć się w rozwoju lub wykonać nagły charakterologiczny zwrot o 180 stopni. W kreacji świata Avonlea brak też logiki czasami, co pokazuje mocno wątek Basha. Pojawiają się paskudne anachronizmy (motorower!), a część sytuacji obyczajowych w sumie nie miałaby prawa zaistnieć.

Mam wrażenie, ze twórcy chcieli złapać w tym sezonie kilka srok za ogon – pokazać sporo dorosłych problemów z perspektywy XIX-wiecznej młodzieży, pokazać problemy szkolne, w tym ten bardzo ważny: gnębienie. Tylko że za dużo tego wciśnięto do środka, przez co nic tak naprawdę nie pokazano niczego tak porządnie. 

Gra aktorska
8
Zdjęcia
8
Muzyka
7
Scenariusz
4
Sporo wątków jest niepotrzebnych, część z nich można byłoby spokojnie pominąć lub zmienić. Czasami twórcom brakuje pomysłu, jak pociągnąć dany motyw, i rozwiązują to zupełnie bez polotu. Jeszcze dużo muszą się nauczyć, by serial był więcej niż tylko "poprawny".
Ocena czytelników
8.5

Plusy

  • gra aktorska na najwyższym poziomie
  • częśc wątków wzięta z powieściowego oryginału
  • kostiumy

Minusy

  • wątki oryginalne
  • niekonsekwencja w budowaniu postaci
  • anachronizmy
  • „leniwe” scenopisarstwo
  • za duże nagromadzenie wątków

Komentarze

(1)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.