2
Recenzja do: Altered Carbon (2018 )
Recenzje

„Altered Carbon” to historia na podstawie książki o tym samym tytule autorstwa Richarda Morgana. Wysoki budżet (ok. 7 mln na odcinek), potężny hype, świetne zwiastuny. Zapowiadało się dobrze, jednak są rzeczy, których przeskoczyć nie sposób.

Akcja serialu ma miejsce w cyberpunkowym świecie, gdzie można przenosić świadomość z ciała do ciała za pomocą tak zwanego „modyfikowanego węgla” (stając się nieśmiertelnym). Jest to rzecz droga, więc taką możliwość mają jedynie ludzie z wyższych sfer, dysponujący ogromnymi pieniędzmi. Klonowanie to chleb powszedni, technologia jest na najwyższym z możliwych poziomów, a to prowadzi do drastycznego podziału społeczeństwa. Głównym bohaterem „Altered Carbon” jest Takeshi Kovacs (w tej roli Joel Kinnaman, znany na przykład z „RoboCopa” czy „House of Cards”), który – po walce o lepszy świat – 250 lat później zostaje przywrócony do życia przez Laurensa Bancrofta (w tej roli James Purefoy). W nowej skórze Kovacs dostaje polecenie, by wyjaśnić tajemnicze morderstwo Bancrofta – tak, tego samego, który go „obudził”.

Zapowiadało się tak dobrze

Już podczas intra czułam ciarki ciekawości na całym ciele, potem nastąpiła pierwsza scena, która była bardzo przyjemnym „mordobiciem”. Pierwsze dwa odcinki obejrzałam jednym tchem, później było coraz gorzej, chociaż zdarzały się momenty w środku serialu wywołujące zaciekawienie. Podstawowym problemem serialu jest rozkrok, w którym stoi. Sam do końca nie wie, czy ma być retrospekcją Kovacsa, przygotowującego się do rewolucji i mającego romans z dowódczynią, czy kryminałem science fiction z dużą dawką przemocy, czy może romansem. To w połączeniu ze średnim scenariuszem prowadzi do sytuacji, w której widz jest bardzo zagubiony i przytłoczony, a finalnie – znudzony.

Altered Carbon, Netflix, serial, recenzja, 1 sezon

Sceny akcji, bo chyba to jest główny element tego typu produkcji, są w porządku. Sporo przyjemnego obijania twarzy, choć momentami żenującego – ale to już brzmi jak czepianie się, więc napiszę po szkolnemu, że było dostatecznie dobrze. Nie wiem, ile razy Takeshi umierał lub był o krok od zgonu, ale na szczęście [UWAGA, SPOILER] przeżył do końca. Zdjęcia również są poprawne, na początku dosłownie zapierają dech w piersi (może to z powodu idealistycznego patrzenia na długo wyczekiwany serial), jednak im dalej, tym chyba bardziej reżyserom i twórcom się nie chciało, przez co efekty specjalne tracą na jakości i są tylko niezłe, a w tym przypadku powinny być przynajmniej bardzo dobre.

Scenariusz, scenariusz, scenariusz.. 

Wcześniej napomknęłam, że serial stoi w rozkroku pomiędzy kryminałem, romansem i jedną wielką retrospekcją. To bardzo płynnie prowadzi do scenariusza, który nie powala. Jest tu dużo nieuzasadnionego i niepotrzebnego seksu, scen, które nie mają najmniejszego wpływu na fabułę (myślę tu w większości o retrospekcjach), i nagości. Chyba Netflix uznał, że jeśli da dużo gołych babek i wszechobecnych genitaliów, to przyciągnie widownię. To dobry chwyt marketingowy, okej, ale nie dla produkcji z tak dużym budżetem i promowanej od samego początku jako twór na poziomie „Blade Runnera”. Do tego podział społeczeństwa jest tak dyskretny, jak rzucenie komuś w głowę kamieniem.

Aktorzy próbowali. To jest najlepsze określenie dla warstwy aktorskiej w „Altered Carbon”. Joel Kinnaman robił, co mógł, by postawić serial na nogi i wychodziło mu to dobrze. Nie można powiedzieć, że aktorzy byli tragiczni. Czasami można było wyczuć sztuczność, jednak było to odczuwalne głównie na drugim planie. Ostatecznie zawinił słaby scenariusz, a aktorzy jedynie próbowali się dostosować.

 

Nie mogę wybitnie nisko ocenić „Altered Carbon”, bo nie czytałam książki, chociaż z tego, co słyszałam, pierwowzór był bardziej inspiracją niż podstawą scenariusza, co bardzo doskwiera czytelnikom. Nie dam również bardzo wysokiej noty, bo to serial mierny. Promocja, oczekiwania, wszechobecne porównania do doskonałych cyberpunkowych produkcji – coś tu Netflixowi nie wyszło. Zbyt wiele obiecywał i właśnie dlatego tyle osób będzie zawiedzionych. Chcieliśmy nieba, dostaliśmy krecie kanały w podziemiach kopalni węgla. Czy polecam? Z pewnością nie odradzam. Nie twierdzę, że ta produkcja nie może się podobać, bo jak najbardziej może. Mnie bardzo zawiodła, a szkoda; liczyłam na coś dużo lepszego.

Premiera serialu na platformie Netflix 2 lutego.

Gra aktorska
5
Zdjęcia
5
Muzyka
3
Scenariusz
2
„Altered Carbon” nie powala. Można obejrzeć, by wyrobić sobie własną opinię, ale jak na tak głośną promocję, serial okazał się rozczarowaniem.
Ocena czytelników
4

Plusy

  • gra aktorska, mimo kiepskiego scenariusza
  • początkowe zdjęcia i sceny akcji

Minusy

  • scenariusz
  • efekty specjalne
  • późniejsze sceny akcji
  • ogólna mierność bardzo promowanej produkcji

Komentarze

(2)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

  • magnum33
    magnum33

    Serial klimatem nie dorównuje Battlestar Galactica ale już można by go porównać do The Expanse. Dobrze zagrany, efekty specjalne też są na poziomie a już na pewno wyprzedzają produkcje europejskie. Po obejrzeniu trzech odcinków jestem zaskoczony na plus. Sceny nagości mają pewną zaletę, nie koniecznie estetyczną. Po prostu nie jest to produkcja dla dzieci a w serialach nic tak mnie nie wnerwia jak tzw: szeroka widownia, co sprowadza się do błachej fabuły, naiwnych przesłań i kompletnie bezsensownych scenariuszy rodem z kreskówek dla 7 latków. Akcja serialu rozwija się dość wolno i to może być wada, brakuje mi też aktorów charakterystycznych, uosabiających konkretne cechy. Serial oceniam raczej na plus ale podszedłem do tematu z neutralnym nastawiniem, nie oglądałem trailerów - z reguły ich nie oglądam bo zdradzają zbyt dużo.

  • Łukasz Janik
    Łukasz Janik
    @lukjan

    tak obejrze :)

Powiązane

Seriale

Altered Carbon

"Altered Carbon" to serial, który powstał na podstawie klasycznej cyberpunkowej powieści autorstwa Richarda K. Morgana. to intrygująca opowieść o przyszłości, którą …


Aktualności