Recenzja do: After Life (2019 )
Recenzje

Kiedy dotarła do mnie informacja, że serial Ricky’ego Gervaisa, „After Life”, otrzymał zamówienie na drugi sezon, moją reakcją był głównie sceptycyzm. Wydawać by się mogło, że wieść o kontynuacji produkcji, którą uznałam za jedną z najciekawszych w 2019 roku, powinna mnie ucieszyć. Tyle że pierwszy sezon stanowił tak doskonałą całość, że nie wiedziałam, czy jest sens dodawać tutaj coś jeszcze. Kilka dni temu na platformie Netflix pojawiło się jednak sześć nowych odcinków – i już wiem, że tego sensu było aż nadto.

Analiza smutku

Przypomnijmy: „After Life” koncentruje się na Tonym, mężczyźnie pracującym w lokalnej gazecie, którego żona zmarła na raka. Tony nie potrafi pogodzić się z utratą ukochanej i żyje w myśl zasady „skoro ja jestem nieszczęśliwy, to inni też powinni”. Właściwie powiedzenie, że Tony „żyje”, jest nieco na wyrost – bohater raczej egzystuje, do tego nieustannie głośno wyraża chęć samobójstwa i nie są to wcale słowa rzucane na wiatr. Jednocześnie potrafi być niezwykle złośliwy dla osób z najbliższego otoczenia, ponieważ bucowatość to jego mechanizm obronny i zarazem sposób na to, by uprzykrzyć innym życie. Żeby nie było, że cierpi tylko on.

Serial w naprawdę głęboki i poruszający sposób pokazuje, jak skomplikowanym procesem jest żałoba. Nie polega ona na kilku wylanych łzach, wspominaniu i refleksjach, które mijają po zaledwie kilku tygodniach. Uczucia po śmierci kogoś, kogo się kochało, są dużo bardziej złożone – do tego stopnia, że wymykają się z zasięgu zdolności poznawczych człowieka, zarówno tego pogrążonego w żałobie, jak i tego, który obserwuje to wszystko z boku. Żeby jednak widz nie wpadł w zupełny emocjonalny dołek, fabuła jest naszpikowana czarnym humorem, który rzeczywiście całkiem nieźle potrafi rozładować napięcie.

Sezon drugi After Life – recenzja

Choć od premiery pierwszego sezonu minął rok, to już po kilku minutach nowego epizodu poczułam się, jakbym nigdy nie rozstawała się z bohaterami. Gervaisowi udało się stworzyć wyjątkowo intymną perspektywę, do tego stopnia, że utożsamiamy się z Tonym pod wieloma względami i również tęsknimy za jego żoną, mimo że znamy ją jedynie z retrospekcji. To nieprawdopodobne, że mającym niespełna pół godziny odcinkom – których na dodatek jest niewiele – udało się zrobić coś, czego seriale nie potrafią osiągnąć na przestrzeni wielu sezonów. Czyli zbudowanie tak dużej więzi z głównym bohaterem, że nie jest on już tylko fikcyjną postacią, ale człowiekiem, który w jakiś sposób zagościł w naszym życiu.

Tak samo, ale jednak inaczej

Oczywiście moje odczucia względem „After Life” z pewnością są w dużej mierze podyktowane osobistymi przeżyciami, jednak sądzę, że wielu widzów ma podobnie. Tony jest niezwykle autentyczny, naturalny i nawet pomimo tego, że czasem zachowuje się paskudnie, czujemy do niego sympatię. Jest to w dużej mierze zasługa Ricky’ego Gervaisa, który nie tylko serial stworzył, ale także zagrał główną rolę. Pokazywane przez niego emocje są niemalże namacalne i właśnie to sprawia, że tak łatwo identyfikować się z jego postacią

Jasne jest, że bohaterów jest więcej, a wątek żałoby Tony’ego nie jest jedyny. Bardzo mi się podoba, że mimo stosunkowo krótkiego czasu antenowego udało się poświęcić chwilę lub dwie na problemy Matta z żoną czy też na relacje Tony’ego z ojcem oraz zajmującą się nim pielęgniarką. Świat przedstawiony jest pełen bardzo barwnych postaci, które choć czasem pojawiają się na ekranie tylko na kilka minut, to i tak wzbudzają w odbiorcy sporo emocji. Drugi sezon fantastycznie poprowadził wątki poboczne z listonoszem Patem (niestety bez kota) oraz z Roxy, pracownicą seksualną. Nie zabrakło też oczywiście rozmów Tony’ego z przeuroczą Anne.

Sezon drugi After Life – recenzja

Mimo tego łatwo da się wyczuć zmianę w nowych odcinkach. Dzieje się tak głównie dlatego, że Tony na naszych oczach przechodzi ogromną, choć stopniową metamorfozę. Widzimy, jak obronny mur wokół niego coraz bardziej pęka, a wraz z nim przeobraża się też jego żałoba. Jedno nie ulega zmianie: tęsknota. Bo nawet jeśli człowiek po pewnym czasie jest w stanie pogodzić się z utratą kogoś, ten element jest absolutnie nie do ruszenia. Serial znakomicie prezentuje przekrój różnych emocji, ich ewolucję i kolejne etapy.

Zachwianie równowagi

Czy to wszystko oznacza, że drugi sezon „After Life” jest równie dobry co pierwszy? Nie do końca. Przede wszystkim produkcja wyraźnie straciła wcześniejszy balans między elementami komediowymi a dramatycznymi. Kontynuacja jest zdecydowanie poważniejsza i miejscami stawała się już właściwie pełnoprawnym dramatem. Same żarty zaś, mimo iż zostały utrzymane w tej samej stylistyce, to jednak aż tak nie bawią, a czasem mogą się wydawać wręcz niesmaczne. Chyba najlepiej z tego wszystkiego wypadło odkrywanie historii najciekawszych ludzi w miasteczku, które Tony i jego kumpel z pracy opisywali później w gazecie.

Pod względem realizacji jest dobrze: świetna muzyka, sprawna praca kamery, płynny montaż. Do tego nie mogę się doczepić, podobnie jak do poziomu gry aktorskiej, który jest rewelacyjny. Mimo to zdarzało się, że moje zaangażowanie w wydarzenia prezentowane na ekranie malało, co z kolei nie miało miejsca podczas sezonu pierwszego.

Sezon drugi After Life – recenzja

Nie da się jednak ukryć, że „After Life” wciąż jest widowiskiem kolosalnie emocjonalnym i prawdziwym w swojej prostocie. Szczególnie odcinek finałowy zrobił na mnie przeogromne wrażenie (nawiasem mówiąc, gdyby psom wręczano serialowe nagrody, Brandy zdobyłaby pierwsze miejsce!). Dużo w tym serialu uroku, ale też i żalu, który zapada w pamięć. Odpowiadając więc na pytanie zawarte w tytule tej recenzji: tak, wbrew pozorom ten drugi sezon był potrzebny, by jeszcze lepiej przedstawić sylwetkę głównego bohatera i przekrój towarzyszących mu uczuć. Ale oby Ricky Gervais powiedział już ostatnie słowo, bo „After Life” zostało zakończone świetnie i szkoda byłoby to psuć.

Serial dostępny na platformie Netflix.

Gra aktorska
8
Zdjęcia
7
Muzyka
8
Scenariusz
7
Kontynuacja, do której podchodziłam z dużą rezerwą, okazała się bardzo przemyślana i konieczna. „After Life” wciąż wzrusza, wciąż łapie za serce, a czasem – choć rzadziej – bawi. Ricky Gervais stworzył dzieło pod wieloma względami kompletne.
Ocena czytelników
7

Plusy

  • świetnie ukazana metamorfoza głównego bohatera
  • znakomita gra aktorska
  • emocjonalność
  • ostatni odcinek
  • Brandy

Minusy

  • znacznie mniej żartów, a te, które były, nie zawsze śmieszą, a mogą wręcz żenować
  • drugi sezon nieco słabiej angażuje widza (za wyjątkiem finałowego odcinka)

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

After Life

Tony po stracie swojej żony zmienia się w zupełnie innego człowieka, którego nawet znajomi nie poznają. Stracił zupełnie siły do życia, a na dodatek z przyjaznego …