Recenzja do: A Discovery of Witches (2018 )
Recenzje

Wampiry od dobrych paru lat nie mają zbyt dobrej passy literackiej i filmowej – niegdyś budzące nieopisany strach, będące przedmiotem mrocznych fantazji i pożądania oraz głównym tematem przestróg, dziś wywołują co najwyżej kpiący uśmieszek. Wampir-nastolatek? Wampir-licealista, chodzący do szkoły jak zwykły człowiek? Raczycie sobie żartować. Kiedy więc usłyszałam o premierze „A Discovery of Witches”, miałam nie lada zagwozdkę: czy przezornie, dla spokoju sumienia i nerwów, trzymać się z daleka, czy może zaszaleć (w końcu raz się żyje) i poświęcić premierze choć tę niepozorną godzinkę? Wybór był trudny – wierzcie mi, walczyłam dzielnie i z całych sił, ale ta podstępna kobieca ciekawość wzięła górę nad obawami... I tak oto zaczęłam, jak się później okazało cotygodniową, przygodę z wampirami, czarownicami i demonami, których świat wbrew pozorom wcale tak wiele od ludzkiego się nie różni (niby człowiek to wie, ale zawsze gdzieś w środku drzemie taka mała nadzieja, że może jednak choć raz będzie inaczej).

a discovery of witches, księga czarownic, recenzja serialu

Wampirze guilty pleasure

Oto mamy klany, które w obliczu prześladowań ze strony ludzi wiele lat temu zmuszone zostały do ukrycia się i zawarcia między sobą swoistego paktu o nieagresji. Ale i wampiry, i demony, i czarownice niegdyś były ludźmi, i jak ludzie ulegają swoim słabościom; długowieczność zaś mocno sprzyja nudzie i powolnemu rozkładowi moralnemu, a od tego prosta droga do małostkowego knucia i spiskowania. Gdzieś między tradycją i wiekowymi, skostniałymi regułami (zakaz krzyżowania się między gatunkami) mamy jednocześnie XXI wiek, technologię, wynalazki i... zwykłą miłosną chemię. Bo że nasi główni bohaterowie – wypierająca się swego dziedzictwa i mocy czarownica i wampir będą razem, jesteśmy pewni już od pierwszego odcinka; w międzyczasie, jak w każdej dobrej opowieści, nasi kochankowie będą zmuszeni pokonać mnóstwo przeszkód, spisków i przeciwności losu, a wszystko to w przepięknych – trzeba to podkreślić – okolicznościach przyrody: Oksfordu (ach, ta Biblioteka Bodlejańska, wzdychałam do niej za każdym razem, gdy pojawiała się na ekranie), Walii (przepiękne ruiny Carew Castle, Aberglasney House, Insole Court, Llyn y Fan Fach) i Wenecji.

a discovery of witches, księga czarownic, recenzja serialu

Po pierwszym odcinku w głowie rozbrzmiewało mi jedno słowo: „odmóżdżadełko”, swojska wersja „guilty pleasure”. Bo takiż właśnie jest ten serial: miły oku, z dość lekką fabułą, prowokującą czasem do nieuwagi, idealnie nadający się i do prasowania, i na seans z rodzicami, bo choć sceny seksu są, to są tak śmiesznie pokazane, że nie zgorszy się raczej nikt, za to scena seksu w spodniach na pewno długo zapewni wam uciechę i pretekst do kpin.

Miłe złego początki

O ile jednak pierwsza połowa sezonu trzymała w napięciu, tak od drugiej połowy powolutku wkrada się mały chaos, widoczny spadek jakości serialu i leciuteńka nuda – być może to wina literackiego pierwowzoru, być może to wina scenariusza i montażu, ale po pewnym czasie zaczęły nużyć ucięte w najważniejszym momencie sceny, przez co miało się wrażenie pewnego niedokończenia czy zawieszenia i co ostatecznie sprawiło, że pierwszy sezon wygląda jak szkic, pewien rodzaj wstępu do dalszej opowieści, kontynuowanej w sezonie drugim. Niby nie jest to nic nowego w serialowym świecie – ale dla mnie to duży minus, bo wolałabym jednak bardziej rozwinięte wątki głównych bohaterów, ich przeszłości, wspólnych zaszłości i historii samego paktu oraz tajemniczej książki, zwłaszcza że wiadomość o drugim sezonie pojawiła się dopiero po jakimś czasie od premiery.

a discovery of witches, księga czarownic, recenzja serialu

Kto spotyka w lesie wampirka, niech na drzewo szybko zmyka?

„A Discovery of Witches” to serialowa adaptacja literackiego cyklu „Księga wszystkich dusz” autorstwa Deborah Harkness. Nie słyszałam o niej wcześniej, ale choć serial jest całkiem fajny, to raczej podziękuję literackiemu pierwowzorowi. Nie mogę też powiedzieć, bym z niecierpliwością i drżeniem rąk czekała na drugi sezon, choć zapewne gdy się pojawi, to z ciekawości sprawdzę, co stało się z Matthew i dokąd powędrowała Diana. Wy zaś, jeśli szukacie całkiem miłego serialu na jesienno-zimowe wieczory, koniecznie zapoznajcie się z serialową historią wampira i czarownicy. I bez obaw –  czosnek, srebro i osinowy kołek nie będą wam potrzebne. Trochę szkoda, bo jednak liczyłam na coś bardziej pełnokrwistego.

Gra aktorska
7
Zdjęcia
9
Muzyka
7
Scenariusz
6
Guilty pleasure na jesienno-zimowe wieczory. Liczyłam na coś bardziej pełnokrwistego, więc nie będę czekać na drugi sezon – choć obejrzeć można.
Ocena czytelników
8

Plusy

  • Matthew Goode, zwłaszcza scena z końca pierwszego odcinka
  • Bodleian Library
  • naprawdę przecudne lokalizacje (Oksford!!!!)
  • muzyka
  • mimo wszystko historia, która ma potencjał, ale której zaszkodziło rozwleczenie na tyle odcinków

Minusy

  • drewniana gra Teresy Palmer
  • scena seksu
  • skąpe informacje na temat bohaterów
  • ucinanie scen w najważniejszym momencie
  • lekkie dłużyzny fabularne (choć wtedy mamy miłe oku ujęcia przyrody)

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Aktualności