Recenzja do: White Lines (2020 )
Recenzje

Co prawda o „White Lines” dowiedziałem się dopiero w zeszłym miesiącu, jednak od tamtej pory liczyłem na to, że serial pozytywnie mnie zaskoczy. Moja nadzieja wynikała głównie z faktu, że za serial odpowiada Alex Pina, który współtworzy wciąż zachwycające „La casa de papel”. Czy serial pełen kadrów ze słonecznej Ibizy zachwyci nas tak, jak zrobiła to historia o zuchwałych złodziejach?

Netflix prawdopodobnie z premedytacją zdecydował się opublikować serial „White Lines” wtedy ,kiedy niewielu z nas liczy jeszcze na słoneczne wakacje za granicą. Trwający około dziesięć godzin serial szybko jednak uświadamia nam, że ani słoneczne plaże, ani malownicze klify nie będą tu głównymi bohaterami. 

Na Ibizę trafiamy wraz z Zoe, która po 20 latach dowiaduje się, że jej zaginiony przed laty brat Axel został zamordowany. Pomimo odnalezienia zwłok hiszpańska policja nie podejmuje żadnych działań, gdyż doszło do przedawnienia. Nieznająca lokalnego języka dziewczyna postanawia działać na własną rękę, a jej prywatne śledztwo doprowadza ją do świata nocnych klubów, przestępczości i panoszącego się w sposób uporczywy seksu.

Problem z bohaterami

Powiem szczerze, serial „White Lines” nie przypadł mi do gustu. Mój największy zarzut wobec „White Lines” to nijakie postacie. Problem polega zarówno na głównych bohaterach, jak i na tych pobocznych. Zoe – siostra zabitego przed 20 laty Axela – jest postacią w zasadzie bez charakteru, podejmującą bezsensowne decyzje, których konsekwencje ponoszą z reguły inne osoby. Gra aktorska Laury Haddock absolutnie nie ratuje sytuacji, a jest wręcz odwrotnie. Postać Zoe nie irytuje jedynie nas, ale także bohaterów, z którymi została ona zestawiona, przez co przez pewien czas serial wygląda jak produkcja o przeprowadzkach i w pewnym momencie mamy już wątpliwości, czy znajdzie się jeszcze na całej Ibizie ktoś chętny, aby ją przyjąć pod swój dach. 

White lines zoe

Podobne zarzuty można wystosować wobec innych postaci. Najlepszym przykładem będzie tu postać Boxera, ochroniarza rodziny. Mam wrażenie, że Alex Pina chciał w tej postaci zawrzeć cechy Berlina z „La casa de papel”, jednak z bardzo mizernym skutkiem. Serial nawet przez moment nie zatrzymuje się by jakkolwiek osądzić popełniane przez niego zbrodnie, jednocześnie kreując go na namiastkę postaci dobrodusznego starszego brata, którego Zoe od 20 lat nie ma. Sama Zoe nie ma żadnego problemu z zaprzyjaźnianiem się z mordercą. Jest w tym zresztą tak samo naiwna jak Marcus – inny DJ, którego Boxer w pierwszym odcinku stara się utopić, a który dwa odcinki później nie ma problemu z zadzwonieniem do morderczego ochroniarza z prośbą o uratowanie jego córek.

Monotonia

Gdy opisuję wam te zachowania Boxera, możecie mieć wrażenie, że jest to dynamiczny serial, pełen zwrotów akcji. Nic bardziej mylnego. Akcja co prawda prze do przodu, ale nie dzieje się w niej nic zaskakującego. Poza sceną torturowania pod wielkimi wzmacniaczami ciężko tu o coś odkrywczego.  Manchester, DJ, Ibiza czy depresja to słowa, które bardzo często padają w tym serialu, jednak po pewnym czasie nie niosą ze sobą już żadnej wartości.

O czym jest serial?

Wydaje mi się, że twórcy z Alexem Piną na czele nie wiedzą de facto czym miał być ich serial. Spróbujmy się zastanowić do jakiego odbiorcy miał trafić. Czy jest to komedia? Tylko wtedy, jeśli dla twórców zabawna jest obrzydliwa relacja właściciela kasyna i jego matki, albo pozbawianie zmysłów totalnie anonimowej postaci innego DJa. Czy jest to thriller? Raczej nie, bo nie boimy się żadnej postaci. Obojętnie czy mówimy tu o ochroniarzu, o kartelu narkotykowym czy o jakimkolwiek innym bohaterze. Może więc jest to serial muzyczny, skoro historia skupia się na zaginionym DJu, który przyjechał na Ibizę w poszukiwaniu siebie i lepszego życia? Zdecydowanie nie, gdyż muzyka jest tu bardzo przeciętna i w zasadzie nie można jej uznać nawet za tło tej opowieści, a jedynie za szmer z głośników. 

Obraz wyspy

white lines alex kiki

Tak jak zaznaczyłem na początku, serial miał prawdopodobnie zrobić na nas wrażenie swoją egzotyką w momencie kiedy z uwagi na pandemię nikt z nas nie myśli na poważnie o odwiedzeniu Ibizy w te wakacje. Inną sprawą jest to, czy po obejrzeniu tego serialu ktoś chciałby odwiedzić tę wyspę. Niestety zdjęcia z wyspy są mało ciekawe i jedynie szmaragdowy kolor morza jakkolwiek wpływa pozytywnie na widza. Twórcy jednak nie dają nam zbyt wielu okazji by przyjrzeć się falom, zdecydowanie częściej przenosząc akcję do zatłoczonych klubów pełnych negliżu i narkotyków, pustych przestrzeni i okazjonalnie do przydomowych basenów w których albo pływa półprzytomny pies albo podtapia się innych bohaterów. Czy po zakończeniu epidemii macie ochotę na wakacje w takich okolicach? 

Podsumowanie

Czy jest to serial, który spodoba się fanom „La casa de papel”? Niestety marne są na to szanse. Brakuje tu przede wszystkim logiki, bardziej skrupulatnego pchania fabuły do przodu, jak i charyzmatycznych bohaterów, którzy zyskają naszą sympatię. Takich niestety nie znalazłem w „White Lines”. Zamiast tego obejrzałem serial nie będący ani serialem akcji ani komedią, pełnym wulgarnych scen i nic nie wnoszących scen orgii, które zdawały się wypełniać jedynie czas antenowy. 
 

Gra aktorska
2
Zdjęcia
4
Muzyka
1
Scenariusz
2
Zdecydowanie liczyłem na więcej i mam nadzieję, że wynika to jedynie z tego, że Alex Pina zajmuje się przygotowaniem kolejnego sezonu "La casa de papel" i pozwolił sobie teraz na wypuszczenie bubla. "White Lines" nie przekonało mnie niczym, ani bohaterami, ani muzyką ani samym wizerunkiem wyspy.
Ocena czytelników
2

Plusy

  • sporadycznie udane zdjęcia

Minusy

  • irytujący i odrealnieni bohaterowie,
  • serial o DJach bez muzyki,
  • brak logiki,
  • przegadany,
  • w zasadzie o niczym,
  • drewniana gra aktorska głównej bohaterki,
  • niewykorzystany potencjał Ibizy

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Aktualności