Artykuły

Od dawna serial „The Walking Dead” nie zaliczał aż tak spektakularnych spadków oglądalności. Do obejrzenia premierowego odcinka sezonu ósmego zasiadło o 33% mniej widzów niż przed rokiem. A każdy kolejny odcinek wcale nie poprawiał statystyk. Pod każdym niemal artykułem na temat serialu możemy przeczytać setki komentarzy od wkurzonych lub znudzonych widzów. Jak to się stało, że serial, który uwielbiał cały świat, nagle stał się obiektem powszechnego hejtu?

Scottcie Gimple – co ty wyprawiasz?!

Przeciąganie scen, chaotyczny montaż, brak naturalnych dialogów, a zamiast nich długie i niezbyt wyszukane monologi, absurdalna fabuła z mnóstwem dziur i niedopowiedzeń  – oto lista grzechów głównych tego sezonu  „The Walking Dead”. Serial, który koncentruje się na przetrwaniu, każe bohaterom cały czas walczyć, podejmować trudne decyzje, testować granice moralności i człowieczeństwa nie może być nudny, prawda? A jednak, jakimś sposobem twórcy zaprzepaszczają potencjał historii Ricka i jego grupy.

Każda dobra historia, zarówno ta serialowa, jak i filmowa (książkowa także!) opiera się na pewnych stałych założeniach. Autorzy od wieków kreowali bohaterów i wyprawiali ich w podróże pełne niebezpieczeństw, aby w końcu doprowadzić ich do wewnętrznej przemiany, a także rozwiązania problemu, który trapił świat przedstawiony. Scott Gimple, showrunner „The Walking Dead”,  zdaje się zapominać o tych podstawach, serwując nam sceny, w których bohaterowie postępują według planu, którego szczegółów nie znamy, bo niewiele się o nim mówi. Wszystkie trudności, z jakimi zmagała się Alexandria oraz inne osady zagrożone bezwzględną dyktaturą Negana, nagle przestały być problemem. Od gorączkowego poszukiwania broni z siódmego sezonu, przeszliśmy od razu do regularnej wojny, prowadzonej za pomocą niekończącej się amunicji oraz materiałów wybuchowych i wielkich ciężarówek burzących ściany. Trudno uwierzyć, że w krótkim czasie Rick i spółka zdołali zgromadzić tyle zasobów i przygotować tak szeroko zakrojoną akcję (upływ czasu, a raczej jego brak, widać po nadal płaskim brzuchu ciężarnej Maggie).

The Walking Dead sezon 8 Serialomaniak

Co w takim razie powinien zrobić scenarzysta, by przekonać widzów do tego, że to, co dzieje się na ekranie, to logiczna konsekwencja działań bohaterów? Idealnie byłoby napisać im jakieś porządne dialogi. Niestety z jakiegoś powodu twórcy częściej stawiali na dziwaczne zbliżenia umęczonych twarzy bohaterów (ten motyw przewija się od początku sezonu), niż na pokazywaniu naturalnie wyrażanych emocji. Oczywiście, motyw zbrojnego odwetu na Zbawcach to główny wątek tego sezonu, ale w całej tej strzelaninie i hordzie przechadzających się w tle szwendaczy zupełnie zgubiono to, co w „The Walking Dead” zawsze było najważniejsze. Ludzi.

Rozkład charakterów – zombie to oni!

Ci, którzy śledzą serial od początku, na pewno zdążyli emocjonalnie przywiązać się do pewnych postaci. W końcu dobry serial jest wart tyle, co jego bohaterowie. W pewnym momencie jednak twórcy zupełnie zapomnieli o rozwijaniu relacji międzyludzkich w coraz większej społeczności skupionej wokół Ricka. Zapomnieli także, że bohaterowie powinni ewoluować, zmierzać w jakimś kierunku, a nie tylko szwendać się po planie jak grupa zombie. Dobitnym przykładem tych zaniedbań jest to, co dzieje się z Darylem – niegdyś ulubioną postacią wszystkich fanów „The Walking Dead”.  Dixon zupełnie niespodziewanie porzucił swoją charakterystyczną cechę – lojalność wobec Ricka i zaczął działać wbrew wspólnym ustaleniom. Dlaczego? Co się takiego stało, że ku osłupieniu widzów Daryl rzuca się z pięściami na Ricka? Nie wiadomo, bo od jakiegoś czasu bohaterowie mają problem z artykułowaniem swoich odczuć, planów, emocji – właściwie czegokolwiek, co nie jest patetycznym i pełnym banalnych sformułowań przemówieniem.

Konsekwencje takiego (nie)prowadzenia bohaterów są łatwe do przewidzenia: w pewnym momencie widzowie po prostu przestają się przejmować losem głównych postaci. A nawet jeśli ktoś w końcu wzbudza w nas cieplejsze uczucia – jak na przykład Carl, który w ostatnim odcinku wykazuje się dojrzałością (wskazując swojemu ojcu inne rozwiązania konfliktu), to i tak nie ma sensu się przywiązywać. Jasne, widzowie serialu już od dawna wiedzą, że żaden z bohaterów nie jest bezpieczny, ale decyzja Scotta Gimple’a o pozbyciu syna Ricka jest dla mnie (i zapewne dla wielu fanów) zupełnie niezrozumiała.    

Kontrowersje dotyczące odejścia Chandlera Riggsa (Carla Grimesa) to temat na zupełnie osobny materiał. Wystarczy wspomnieć, że zaraz po premierze półfinałowego odcinka ojciec młodego aktora – William Riggs, na Facebooku wyraził swoją frustrację z powodu nieoczekiwanego zwolnienia Chandlera przez Gimple’a dwa tygodnie po jego 18 urodzinach i mimo wcześniejszych zapewnień, że historia Carla jeszcze długo się nie skończy. Dodajmy do tego frustrację fanów, którzy sądzili, że Carl stanie się kiedyś centralną postacią serialu i mamy gotowy przepis, jak w ośmiu epizodach dobić resztki potencjału tkwiącego w „The Walking Dead”.

Czy da się reanimować trupa?

Czy widzowie wrócą przed telewizory, kiedy na ekranach zagości druga połowa sezonu? Pewnie tak, ale nie mam wątpliwości, że trudno będzie serialowi znów wzbić się na wyżyny popularności. Odejście Carla, którego możliwości wpływania na fabułę w zasadzie się jeszcze nie rozkręciły, to decyzja głupia i, sądząc po tym, co widzieliśmy do tej pory, nieprzemyślana. Chyba nikt już mnie nie przekona, że twórcy zastanawiają się głębiej nad tym, co nam serwują.

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

The Walking Dead

Serial opowiadający o świecie po wybuchu apokalipsy zombie. Głównym bohaterem „Żywych trupów” jest Rick Grimes, policjant, który staje na czele grupy ocalałych …