Artykuły

Nie ma chyba ludzi wychowanych we wczesnych latach 90., którzy nie otarli się o złoty okres telewizji, jakim był tamten czas w Polsce. Powstawały nowe stacje telewizyjne z nastawieniem na komercyjny tryb pracy. Znacząco różniły się od znanych jak do tamtej pory programów Telewizji Polskiej, ponieważ stały za nimi prywatne kapitały. W bardzo szybkim tempie osiągnęły pozycję liderów na rynku i główna w tym zasługa programów, jakie oferowały swoim widzom. Model działania został zaczerpnięty z zachodu i skutkiem tego był prawdziwy zalew seriali, głównie amerykańskich. Młode pokolenie telewidzów, które miało wtedy pierwszą w życiu możliwość doświadczenia popkultury bazującej na hollywoodzkim stylu, pokochało większość z tego, co im pokazywano. Wśród wielu znaczących seriali szczególnie wyróżniał się jeden – „Knight Rider”, który stał się chyba jednym z największych fenomenów telewizyjnych tamtego okresu.

Knight Rider, Wehikuł czasu serialomaniaka, David Hasselhoff

Z teatru do telewizji

Fabuła serialu została bardzo dobrze przemyślana i wbrew pozorom całkiem nieźle broni się przed upływem czasu. Jest to zasługa głównie uniwersalnych wartości, które zostały przestawione w tej produkcji. Odwieczna walka dobra ze złem ukazana jako zmagania antybohatera z trudną przeszłością, który dopiero poprzez swoiste katharsis może odnaleźć swoje prawdziwe powołanie oraz, co najważniejsze, czerpać z tego przyjemność. Wszyscy widzieliśmy takie schematy setki razy przed „Knight Riderem” i setki razy po nim. Taki sposób pokazania historii jest jednym z fundamentów nie tylko produkcji telewizyjnych, można go odszukać nawet w czasach poprzedzających wizualną formę sztuki, czyli w spektaklach teatralnych. Widzowie naprawdę zaczynają się angażować w to, co widzą na ekranie i nawiązują bardzo silną więź z głównym bohaterem, właśnie poprzez pokazanie jak trudną i bolesną drogę musiał przebyć, aby znaleźć się w miejscu, w którym możemy go oglądać. Oczywistym jest także, że taka postać musi być niesamowicie krystaliczna, a wszystkie jego działania powodowane są tylko i wyłącznie czystą empatią. Nie przeszkadza mu to w żadnym razie lać równo przestępców.

Knight Rider, Wehikuł czasu serialomaniaka, David Hasselhoff

Upadek

Michael Long to policjant pracujący pod przykrywką, przez co jest o wiele bardziej narażony na niebezpieczeństwo. Jego oddanie sprawie jest zawsze godne podziwu, o czym możemy przekonać się już w pierwszym odcinku serialu. Dwugodzinna opowieść otwierająca została zrealizowana w bardzo specyficzny sposób, budząc po latach bardziej politowanie i nerwowy śmiech, niż uznanie i podziw. W pierwszym odcinku główny bohater, Michael, nie jest jeszcze grany przez Hasselhoffa – jego głos został podłożony pod innego aktora. Pomysł bardzo dobry, jednak nawet jak na lata 80., w których serial powstawał, wykonanie było co najmniej mizerne. Wraz z rozwojem fabuły główny bohater, prowadząc śledztwo, zostaje postrzelony w twarz. Leżąc w szpitalu, spotyka pewnego ekscentrycznego milionera, pana Knighta, który oferuje mu pomoc w zamian za „drobną przysługę”. Schemat równie stary, jak wszystkie użyte w serialu, ale wtedy był skuteczny, więc nie ma co narzekać. Główny bohater w tego typu produkcjach musi przejść drogę przez piekło, sprzedać własną duszę, żeby narodzić się na nowo. Michael oczywiście nie jest inny i zgadza się na propozycję milionera, nie do końca nawet wiedząc, na co tak naprawdę przystał.

Knight Rider, Wehikuł czasu serialomaniaka, David Hasselhoff

Feniks z popiołów

Michael, za sprawą wyjątkowo zaawansowanej technologii, przechodzi serię operacji plastycznych, które mają przywrócić mu normalny wygląd. Jednym z punktów umowy, zawartej pomiędzy nim a milionerem, jest pozbycie się swojej przeszłości, absolutnie wszystkiego, co mogłoby go łączyć z dawnym życiem. Skutkiem tego jest zupełnie nowa tożsamość, ukryta za równie nową twarzą. Kiedy bandaże opadają, widz może wreszcie zobaczyć aktora, który stanie się wizualizacją twardziela lat 80, czyli Hasselhoffa. Jego bohater przestał być Michaelem Longiem, a stał się Michaelem Knightem. Motyw zmiany tożsamości poprzez radykalne operacje plastyczne był w tamtych latach bardzo modny, można było się na niego natknąć w niemal każdym filmie i serialu. Jak się później okazało, temat bardzo szybko został wyczerpany i już pod koniec następnej dekady niemal porzucono ten schemat. Szczęściem dla Hasselhoffa trafił w idealny moment, dzięki czemu jego postać wciąż odbierana była jako coś nowatorskiego i na swój sposób widzów pociągało fantazjowanie na temat zupełnie nowej tożsamości. Porzucenie dawnego życia i rozpoczęcie zupełnie nowego, na nowych zasadach, a do tego stając się kimś na wzór samego Jamesa Bonda, to było to, czego przeciętny odbiorca wówczas potrzebował.

Knight Rider, Wehikuł czasu serialomaniaka, David Hasselhoff

Pierwszy prawdziwy android

Idealnym dopełnieniem tak wyrazistej postaci, jaką był Knight, stał się samochód, którym przyszło mu się poruszać. Dla twórców serialu musiało być oczywiste, że główny bohater nie może działać w komitywie z inną postacią, bo zrobiliby z tego serial sensacyjny o podłożu policyjnym, jakich było mnóstwo. Zamiast tego postanowili jeszcze bardziej pokreślić wyjątkowość Michaela i stworzyli dla niego samochód przyszłości, przynajmniej w fikcyjnym świecie. Jasne było, że Knight potrzebuje postaci, z którą będzie mógł wchodzić w interakcje, ale nie może to być kobieta, bo dla niej nie było wtedy jeszcze miejsca w telewizji na niebezpiecznych misjach. Lata 80. obfitowały w różne produkcje z gatunku sci-fi i jakimś cudem ktoś wpadł na pomysł, aby stworzyć samochód ze sztuczną inteligencją i niesamowitymi możliwościami technicznymi, które mogłyby śmiało konkurować z gadżeciarskim Bondem i jego Astonem Martinem. Trzeba przyznać, że ten samochód to było najlepsze, co mogło przytrafić się całemu serialowi „Knight Rider”. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że gdyby nie K.I.T.T. (Knight Industries Two Thousand), serial poniósłby porażkę na rynku telewizyjnym i nawet charyzmatyczny Hasselhoff nie byłby w stanie nic z tym zrobić. K.I.T.T. był wyjątkowo rozwiniętą sztuczną inteligencją, która jednak miała typowe dla siebie problemy, czyli brak zrozumienia ludzkich emocji. Pod wpływem Knighta powoli zaczął się tego uczyć, co pozwoliło wpleść do serialu wątek humorystyczny. Samochód ten stał się protoplastą wielu późniejszych robotów w świecie kina i telewizji. Sposób, w jaki wchodził w interakcje z innymi ludźmi i jego proces myślowy, stał się wyznacznikiem tego, jak widzowie chcieliby postrzegać sztuczną inteligencję, czyli zdolną do niesamowicie skomplikowanych zadań matematycznych, przy czym cała reszta przypominać musiała zachowanie dziecka.

Knight Rider, Wehikuł czasu serialomaniaka, David Hasselhoff

Kicz rysowany eyelinerem

„Knight Rider” z perspektywy czasu okazuje się straszliwie kiczowaty i przerysowany, ale nadal historia w tym serialu potrafi zachwycić. Jest w nim tak wiele elementów i schematów, które funkcjonują po dziś dzień w produkcjach telewizyjnych, że trudno nie przyznać racji temu, jak rewolucyjnym dziełem się stał. Przygody Michaela i jego samochodu odcisnęły się nie tylko na samej telewizji, ale na całej popkulturze lat 80. oraz 90. Tandetne efekty specjalne, elementy kaskaderskie rodem z podrzędnego cyrku i niezapomniany eyeliner Hasselhoffa. Właśnie to zwykle najbardziej zapadło w pamięć widzom, którzy oglądali ten serial, będąc jeszcze dziećmi. Każdy marzył o aucie jak K.I.T.T., każdy chciał być jak Michael i dzielnie stawiać czoła złu i każdy pamięta melodię otwierającą każdy odcinek, podczas słuchania której na ciele pojawiała się gęsia skórka.

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale