2
Artykuły

Z pewnością każdy z was ma choć jeden ulubiony, stary serial, do którego raz na jakiś czas lubi wracać i o którym zawsze myśli z tą przyjemną nutką nostalgii i tęsknoty. W poprzednich odsłonach cyklu Adrianna pisała o nadpobudliwej, dość ekscentrycznej Fran z „Pomocy domowej”, a Monika odwiedziła „Przystanek Alaska”. Natomiast serialem, który w moim sercu zajmuje szczególne miejsce, są „Różowe lata 70.” („That '70s Show”). Znacie? Pewnie tak, bo – choćby nie wiem jak dziwacznie to zabrzmiało – jestem niemal pewny, że wielu z was uwielbiało wieczorami przesiadywać w piwnicy Erica Formana…

Gdy myślę o nostalgicznym serialu, pierwsze do głowy przychodzą mi akurat „Różowe lata 70.” – dlaczego? Odpowiedź jest bardzo prosta i ukrywa się w samym tytule. Nostalgia jest przecież fundamentem konceptu, na którym został zbudowany ten ośmiosezonowy sitcom z 1998 roku. „Różowe lata 70.” są jak wehikuł, którym twórcy zabierają nas do czasów, gdy George Lucas dał światu „New Hope”, półki w sklepach muzycznych uginały się pod ciężarem winylów Led Zeppelin, a ludzie nosili te śmieszne, kiczowate dzwony, dzięki którym dziś możemy z nieskrywaną przyjemnością ponabijać się ze swoich rodziców przeglądając rodzinne fotografie. Oglądasz i jednocześnie zastanawiasz się, jakby to było urodzić się w tych dziwnych, ale i niezwykle kolorowych czasach. Jednak nic, ale to absolutnie nic by z tego nie wyszło, gdyby całego show nie oparto na historii grupki zwariowanych przyjaciół, którzy w każdym odcinku zapewniają nam prawdziwy maraton sarkazmu, szydery i absurdu.

Krąg

Podobnie jak w wielu innych sitcomach, tak i w „Różowych latach 70.” materiału do wszelkiej maści gagów, dowcipów dostarczają relacje między przyjaciółmi, których grupa składa się, rzecz jasna, z dość stereotypowych osobników. Bohaterami serialu są Eric, Michael, Steven, Fez, Jackie i Donna – mający po naście lat i mieszkający w mroźnym Wisconsin. Każdy z nich jest odwzorowaniem innego rodzaju osobowości. Eric, będący przez większą część serialu umownym głównym bohaterem, jest typowym geekem. Gość kocha „Star Wars”, na co dzień posługuje się cytatami z „Star Wars”, a gdy marzy, wyobraża sobie, że jest jedną z postaci z „Star Wars”. Typowy maniak. Nie ukrywam, że to ten bohater, z którym na początku najłatwiej było mi się utożsamić. Sympatią i jednocześnie najbliższą sąsiadką Erica jest Donna. Donna to silna, rudowłosa, dość postawna przyszła feministka, której perypetie miłosne z naszym fanboyem science fiction są trzonem fabuły całego serialu. Grany przez Asthona Kutchera Michael jest przystojnym, sympatycznym przygłupem. Jackie, w którą wciela się Mila Kunis – jego żeńską odpowiedniczką, a Fez to mówiący śmiesznym akcentem student z wymiany, który do grupki dołączył najpóźniej. Ten ostatni prowadzi chyba najbardziej żałosne i smutne życie miłosne – co oczywiście stanowi znakomity obiekt żartów ze strony pozostałych bohaterów.

Jednak najciekawszą i najbardziej niejednoznaczną postacią ze wszystkich jest Steven Hyde. To posiadający pokaźną kolekcję rockowych t-shirtów buntownik, który nie uznaje autorytetów, nawet w najmroźniejszy dzień nie rozstaje się okularami przeciwsłonecznymi, jest twardy, rzadko okazuje emocje i nienawidzi rządu. Warto odnotować, że każdy z bohaterów rozwija się na przestrzeni serialu – nie tracąc jednak pierwotnego uroku.

W „Różowych latach 70.” nie ma słabych postaci. A jeśli znacie serial, to wiecie, że przecież nie wymieniłem znakomicie zagranych i napisanych rodziców Erica, pantofla nad pantoflami, czyli ojca Donny, czy wiecznie odurzonego Leo, którego każde pojawienie się na ekranie naznaczone jest jeszcze bardziej kuriozalnym dialogiem.

American dream w krzywym zwierciadle…

W „Różowych latach” nie brakuje niezobowiązującego humoru, ale potrafią one przy tym sprawnie opowiadać o poważniejszych sprawach. Redefiniowanie roli kobiety, seksualna rewolucja, ruchy feministyczne czy obalenie toposu amerykańskiego snu – to tematy, które często pojawiają się w serialu. Kontekst społeczny, polityczny i obyczajowy objawia się tu na przeróżne sposoby i czyni z odcinków jeszcze ciekawsze spojrzenie na czasy, w których się rozgrywają. Szkoda tylko, że po pewnym czasie twórcy serialu odchodzą od tego ujęcia na rzecz tych lżejszych, komediowych motywów.

 

„Star Wars”, weed, shakes and rock&roll

Akcja „Różowych lat” rozgrywa się w czasach bez komórek i Internetu, więc bohaterowie większość czasu spędzają na przesiadywaniu, paleniu marihuany i urządzaniu sobie zadymionych, filozoficznych debat w piwnicy Erica. Siła „Różowych lat” tkwi więc w chemii, jaka niewątpliwie między nimi panuje. Dzięki temu wierzymy w ich relacje, perypetie, zawody miłosne i codzienne problemy. Obserwujemy ich rozwój, to, jak dojrzewają i powoli zmieniają postrzeganie świata. Każdy widz może odnaleźć wśród nich kogoś, z kim chce się utożsamić i za kim chce podążać. Wielka frajda tkwi też w wyłapywaniu całej masy popkulturowych nawiązań i smaczków – takich jak odwołania do kosmicznej sagi Lucasa lub tytuły odcinków nawiązujące do popularnych piosenek lat 70. Jest epizod zatytułowany „Whole Lotta Love", jest „Immigrant song” czy też „Angie”. Mała rzecz, a cieszy. Prawda?

Sporo jest też typowych dla sitcomów one-linerów („Burn!” w wykonaniu Michaela Kelso albo „I said good day!” Feza) i powtarzających się elementów charakterystycznych – jak odjechane niczym jazda po LSD sekwencje snów, wielokrotnie już przywoływany krąg alchemicznej trawy, motyw wieży ciśnień, z której ciągle ktoś spada, czy „The Stupid Helmet”, który zgodnie z nazwą miał zdobić głowę osoby mającej na sumieniu jakieś mniejsze czy większe głupstwo.

Choć „Różowe lata 70.” cierpią na tę samą dolegliwość, co większość innych sitcomów – dalsze sezony obniżają loty – to  zdecydowanie warto zainwestować w ten serial swój czas. Teraz będzie to o wiele wygodniejsze, ponieważ Netflix niedawno udostępnił go w całości na polskiej wersji platformy. Tak że wiecie, ja lecę binge-watchować, a wy zastanówcie się, czy „Friends” to faktycznie najlepsi przyjaciele, jacy pojawili się w historii telewizji.

Komentarze

(2)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

  • Monika Talaga-Michalska
    Monika Talaga-Michalska
    @MonikaTalaga

    Bardzo trafne ostatnie zdanie! Chyba wolę paczkę "z piwnicy" :)

  • Adriana Musielak
    Adriana Musielak
    @thortilla

    Niby oglądałam te parenaście lat temu, ale jak teraz dodali na Netflix i robię powtórkę to okazuje się, że zupełnie nic nie pamiętam :D Ale z takim małych elementów, które cieszą to jednak gościnny występ Rogera Dartleya z The Who jako nauczyciela muzyki wygrywa wszystko.

Powiązane

Seriale

That '70s Show

Serial "That '70s Show" opowiada o życiu i losach kilku nastolatków z Point Place w Wisconsin od roku 1976 do 1979. Liderem grupy jest Eric Forman (Topher Grace), …