1
Artykuły

Kto choć raz próbował namówić znajomego na wspólne oglądanie serialu – ręka w górę! Ja jakiś czasu temu zrezygnowałam z tej praktyki i moimi jedynymi towarzyszami seansów są termofor i czekolada. Pomyślmy: ciepła kołdra, kubek z herbatą, laptop i wasza dwójka. Co może pójść nie tak? Przecież takie okoliczności sprzyjają głównie zacieśnianiu więzi. Na pierwszy rzut oka piękna scena, jest jednak bardzo istotny szczegół, na który warto uważać – wybór odpowiedniej produkcji telewizyjnej.

Jeśli nie dojdzie do konfliktu w fazie układania się pod kocem, może dojść do niego później, po seansie lub w jego trakcie. Niektóre seriale są tykającymi zapalnikami bomb. Przekonałam się o tym wiele razy i jako że lepiej uczyć się na czyichś błędach niż samemu je popełniać, podzielę się swoimi doświadczeniami w tej kwestii. Na wstępie uprzedzam, że opisane przeze mnie seriale nie muszą zawierać kontrowersyjnych scen. Są tu też z innych powodów –  pozornie mniej znaczących i nieszkodliwych, ale na dłuższą metę irytujących, takich, przez które oglądanie z kimś niektórych serii może okazać się uciążliwe.

„Game of Thrones”

Wiadomo, że sztandarowym przykładem w takim zestawieniu musi być  „Game of Thrones”, klasyk, jeśli chodzi o ostrożność w dobieraniu  „współoglądających”. Właśnie ze względu na swoją popularność wylądował na ostatnim, siódmym miejscu mojego prywatnego rankingu „seriali, których nie wolno oglądać w towarzystwie”. Nie każdemu sceny brutalne, miłosne i w ogólnej ocenie uznawane za kontrowersyjnie przypadają do gustu. Osobiście nie polecam oglądać tego serialu z rodzicami, dziadkami i znajomymi o słabych nerwach lub żołądkach. To ostatnie dotyczy głównie 7. sezonu i słynnych ujęć przenoszących nas bezpośrednio ze skóry chorego Joraha do smakowitej zupy, ale i we wcześniejszych nie brakuje scen, które mogą niejednego słabszego zawodnika przyprawić o mdłości lub zawroty głowy. Sama w życiu nie włączyłabym nawet pięciu minut z „Game of Thrones” przy rodzicach. Zapewne już po chwili rozlew krwi przeniósłby się prosto z ekranu do realnego świata naszego domu, a tego lepiej unikać. Znam jednak przypadek, kiedy to przedstawiciele starszego pokolenia sami nalegali, żeby obejrzeć jeszcze jeden odcinek „Game of Thrones” ze swoimi dziećmi. Uznaję to za abstrakcyjny objaw cudownej tolerancji.

„The Young Pope”

Kolejną pozycją na liście jest „The Young Pope”. Zajmuje on szóste miejsce, ponieważ to ja jestem osobą, z którą nie powinno się go oglądać. Ten miniserial Paolo Sorrentino opowiada o wnętrzu Watykanu w sposób, do którego chyba żaden z widzów nie jest przyzwyczajony. Moja starsza siostra, która jest wielką fanką tej produkcji, poleciła mi ją, bo liczyła, że zachwyci i mnie. Niestety, tak się nie stało i nie podzieliłam jej entuzjazmu. Owszem, dobrze się bawiłam, ale nie w takim stopniu jak ona. Nie potrafiłam docenić „ukrytych odniesień do sztuki”, których jest tam pełno, przynajmniej taką diagnozę postawiła moja siostra. Prawda jest taka, że nie jestem typem człowieka, który odwołania artystyczne ceni sobie najbardziej, nie studiowałam dokładnie literatury i sztuki. Pewnie dlatego „The Young Pope” nie wywarł na mnie większego wrażenia.

„Hannibal”

Mówiąc o rodzeństwie, nie mogę nie wspomnieć o „Hannibalu”, którego kilka lat temu obejrzałam z młodszą siostrą. Serial o seryjnym mordercy kanibalu (przy okazji mistrzu kulinarnym), który jest psychoterapeutą manipulującym swoimi pacjentami i ich wspomnieniami, zdecydowanie nie był dla osób z jej przedziału wiekowego. Przedstawię wam pewną historię związaną z „Hannibalem”. Uroczysty rodzinny obiad, siedzieliśmy wszyscy przy stole, a mama wniosła tacę z różnymi rodzajami mięsa. Kiedy zapytała, na jakie mam ochotę, moja siostra zapewne uznała, że wybierze za mnie, i wypaliła: „Ala najbardziej lubi ludzinę, ale tego chyba nie ma u nas w menu…”. Nastała grobowa cisza. Moje mordercze spojrzenie posłane przez stół sprawiło, że siostra opanowała swój zbyt długi język i nie kontynuowała wypowiedzi, ale ten incydent przekonał mnie, że już nigdy nie warto oglądać przy niej „Hannibala”.

„Harley and the Davidsons”

„Harley and the Davidsons” to miniserial opowiadający o genezie powstania jednej z najpopularniejszych firm motocyklowych i całym procesie tworzenia tych potężnych maszyn, które wówczas były absolutną nowością. Nie lada gratka tematyczna dla fanów motoryzacji, do tego wspaniała obsada i estetyczne zdjęcia. To wszystko składa się w trzyodcinkową poezję, chyba że… obok siedzi twój chłopak, nieomylny znawca tematu, który co rusz komentuje jakąś scenę. A tu niezgodne z prawdą, a tam znów jakieś rozwiązanie jest bez sensu, a jeszcze później, że gdyby żył w tamtych czasach, to byłby gotowy wydać na taki projekt wszystkie pieniądze. Solidne skupienie się na fabule graniczy z cudem, więc konieczny jest późniejszy rewatch, żeby wynieść cokolwiek z seansu.

„Sherlock”

Czy jest ktoś, kto po obejrzeniu „Sherlocka” nie chciał wieść życia jak tytułowy genialny detektyw lub chociaż jak jego asystent John Watson? Ten świetny serial nie znalazłby się na trzecim miejscu mojej listy, gdyby nie znajoma, która kiedyś stwierdziła, że w jej przypadku nie skończy się na „chceniu”, ale faktycznie będzie zachowywać się jak główny bohater opowieści. Zostanie socjopatą i pójdzie w jego ślady – nie był to raczej najlepszy pomysł. Nie wspominając już nawet o pieniądzach włożonych we wszystkie możliwe gadżety związane z serialem i zawaleniu nimi (gadżetami, nie pieniędzmi) całego pokoju. Niestety, pewien drobny szczegół nie mógł się udać: nie posiadała ponadprzeciętnych zdolności detektywistycznych, co było powodem jej ciągłego niezadowolenia i pretensji. Na szczęście jej przeszło i tego ciemnego jak lasy hrabstwa Devon etapu życia nie chce teraz wspominać. Warto więc uważać, z kim ogląda się seriale o detektywach, bo niektórym ludziom mogą one przewrócić w głowie.

„Vinyl”

„Vinyl”, czyli życie producenta muzycznego ratującego upadającą firmę. Dlaczego akurat ten serial znalazł się na drugim miejscu listy? Perfekcyjna ścieżka dźwiękowa to uczta dla każdego fana rock and rolla, sama zakochałam się w produkcji od pierwszego wejrzenia i usłyszenia. Niezbyt estetyczne kadry tworzą specyficzny klimat, który znakomicie pasuje do opowiadanej historii. Oto czynniki, które skłoniły mnie do polecenia tego serialu mojemu znajomemu – wielkiemu fanowi tego gatunku muzycznego, z którym wówczas codziennie wracałam pieszo do domu ze szkoły. Później żałowałam tej decyzji każdego dnia, kiedy przez kilka tygodni musiałam słuchać utworów z serialu w jego wykonaniu (szkoda, że był osobą o wątpliwych zdolnościach wokalnych). Po takim czasie każda, nawet ulubiona piosenka może stać się najgorszym koszmarem.

„The Big Bang Theory”

Na samym szczycie rankingu tragicznej siódemki znajduje się „The Big Bang Theory”. Wkręciłyśmy się w ten serial razem z moją przyjaciółką, bo co może być ciekawszego niż oglądanie zagubionej grupki nerdów, którzy zostają nagle wyrwani z bezpiecznego świata laboratoriów i gier i zamotani w miłosne intrygi wielkiego podrywu? Jim Parsons już od 1. odcinka stał się celebrity crushem przyjaciółki. Co to oznacza w praktyce? Obserwowanie go na wszystkich możliwych portalach społecznościowych, jego zdjęcia na tapecie komputera i wiele innych zupełnie absurdalnych rzeczy. Moja przyjaciółka spędziła wiele samotnych, bezsennych nocy pod kołdrą z pudełkiem lodów i po raz kolejny oglądanymi odcinkami. Z kolei ja przez ponad miesiąc pocieszałam ją, że kiedyś znajdzie innego idealnego mężczyznę (później faktycznie odkryła Benedicta Cumberbatcha).

Komentarze

(1)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

  • Ewa Zielińska
    Ewa Zielińska
    @Hander

    Ja chyba nigdy nie miałam takiego problemu, że oglądałam z kimś coś, czego nie powinna. 7 sezon GoT oglądałam z mamą i z ciocią. ;) Za to ze mną nie należy oglądać Stranger Things - siostrze się niesamowicie podobało i czekała na mój entuzjazm, a moją reakcją było: "meh". :D

    Problem mam inny - oglądanie samodzielnie seriali, kiedy mąż siedzi obok. Cały serial może być całkowicie normalny i poprawny. Kiedy mąż siedzi obok, nagle pojawiają się najdziwniejsze, najbardziej szokujące albo kontrowersyjne sceny. :D ZA KAŻDYM RAZEM. Klątwa jakaś. ;)

Powiązane

Seriale

Game of Thrones

Adaptacja sagi George'a R.R. Martina. Kilka rodzin szlacheckich walczy o panowanie nad ziemiami krainy Westeros. Spiski oraz zbrodnie są na porządku dziennym.


The Big Bang Theory

Życie dwóch geniuszy, doktorów Leonarda Hofstadera i Sheldona Coopera, zmienia się na zawsze, kiedy poznają swoją nową sąsiadkę. Jest nią aktorka Penny, która pracuje …


Sherlock

Dr Watson (Martin Freeman) jest lekarzem i weteranem wojennym. Pewnego dnia poznaje Sherlocka Holmesa (Benedict Cumberbatch), który rozwiązuje zagadki kryminalne …


Hannibal

Konsultant FBI zmaga się z umiejętnością analizy umysłów seryjnych morderców. Trafia pod opiekę dr. Hannibala Lectera, który pomaga mu poradzić sobie z przekleństwem, …


Vinyl

Nowy Jork, lata 70. XX wieku. Szef upadającej wytwórni płytowej stara się zrobić karierę na rozkwitającej scenie muzycznej. 



The Young Pope

Serial opowiadający historię Piusa XIII, pierwszego amerykańskiego papieża w historii Kościoła.