Artykuły

Co, jeśli kosmici są wśród nas? Może ukrywają się pod postacią dziwnego sąsiada z naprzeciwka albo ekscentrycznej nauczycielki matematyki, która wie za dużo jak na zwykły, ludzki umysł? Oglądane po kryjomu, w zdecydowanie zbyt młodym wieku, żeby zrozumieć wszystkie żarty, „3rd Rock from the Sun” („Trzecia planeta od słońca”) zmusiło mnie do kwestionowania istnienia życia pozaziemskiego, śmiejąc się przy tym do łez.

Dick Solomon razem ze swoimi podwładnymi zostają zesłani na Ziemię, żeby badać nasze zachowania i technologie. Przybierają ludzkie postacie i udają rodzinę, a jako pomoc przy wpasowaniu się używają instrukcji obsługi człowieka. Oczywiście nie zawiera ona wszystkiego, co powinni wiedzieć, więc bezwiednie wplątują się w niezręczne sytuacje i zachowują się co najmniej nieodpowiednio, żeby nie powiedzieć – dziwnie. 

Sally Solomon to szef ochrony, która w ramach przegranego zakładu musiała zostać kobietą na Ziemi. Tommy w rzeczywistości jest najstarszy z całej czwórki i do tego na swojej planecie był agentem wywiadu, a tutaj przydzielono mu ciało zwyczajnego nastolatka. Harry to… no cóż, telefon. Niezbyt inteligentny, na obu planetach, przydaje się rodzinie Solomon jako komunikator z ich szefem – Wielką Gigantyczną Głową. Daleko od grona dziwności nie odstają postacie ludzkie, obejmując właścicielkę mieszkania – nimfomankę, Panią Dubcek, miłość Dicka i nauczycielkę antropologii – Mary Albright oraz sarkastyczną, czarnoskórą sekretarkę, Ninę, której bezbłędne reakcje na specyficzność Solomonów tylko udoskonaliły humor.

Przyjaźni kosmici

Z czasem misja przestaje być ich priorytetem i zostają tak wciągnięci w ludzkie życie, że samo przeżywanie każdego dnia jest wystarczająco ekscytujące, by zapomnieć o obowiązkach. Właśnie to było tak niesamowite w tym serialu. Tam nie ma dynamicznej, wciągającej akcji ani wątków poruszających problemów społecznych – to po prostu czwórka kosmitów, którzy próbują żyć jak normalni ludzie. Poruszają się po świecie jak noworodki, nie znając granic ani podstawowych zasad wychowania, ale każdego dnia uczą się czegoś nowego o niezwykle fascynującym gatunku ludzkim. 

Okazuje się, że codzienne sytuacje mogą dostarczyć nieskończonej ilości żartów, kiedy wezmą się za nie osoby z innej planety. Przez sześć sezonów rodzina Solomonów kwestionowała najdrobniejsze szczegóły i sprzeczności ludzkiego życia, które normalnie nie zaprzątają nam głowy. Jak na przykład papierosy, od których Dick nieświadomie się uzależnił. Skoro szkodzą naszemu zdrowiu, to czemu można je kupić w każdym sklepie?

Kiedy kłócił się z Sally, że może je rzucić w każdej chwili, mechanicznie odpalił kolejnego papierosa, potem już tylko palił dwa naraz i rozkoszował się każdą minutą. Pierwsze przeziębienie Solomonów było również na wagę złota, kiedy nienauczeni, że mogą cierpieć w ciszy, uzewnętrzniali każdą chorobową dolegliwość w bardzo przesadzony sposób. Chociaż jakby się nad tym zastanowić, oni tylko wypowiadali na głos to, co czujemy i myślimy, kiedy jesteśmy chorzy. Sally przecież nie płacze, tylko przecieka.

Jest to zdecydowanie serial ponadczasowy. Większość sitcomów po latach przestaje być dla ludzi tak bliska, jak była kiedyś, bo zazwyczaj poruszają problemy aktualne w danych czasach. „Trzecia planeta od słońca” była zabawna 20 lat temu, jest zabawna nadal i pewnie oglądając ją za kolejne 20 lat, będę tak samo płakać ze śmiechu. Właśnie dzięki prostym i ludzkim kwestiom, które nie wyjdą z obiegu przez bardzo długi czas, bo nie dotykają polityki ani nie poruszają społecznych problemów. 

Twórcy mogli sobie pozwolić na znacznie więcej dzięki bohaterom kosmitom. Niektórych rzeczy po prostu nie wypada mówić; nieistotne, czy dwie dekady temu, czy teraz. W tym serialu takie ograniczenia zniknęły, bo przecież nie możemy się dziwić osobom z obcej planety, że nie rozumieją, dlaczego kolor skóry albo religia mają takie znaczenie. Nadało to swobody do poruszania problemów w sposób bardzo bezpośredni, który normalnie zostałby skrytykowany, ale dzięki otoczeniu, w jakim się znajdują, dostajemy zarówno humor, jak i twardą rzeczywistość. 

Kreator gwiazd

„3rd Rock from the Sun” wychowało też kilka gwiazd, które teraz są szerzej znane właśnie dzięki temu serialowi. Najbardziej rozpoznawalny jest zdecydowanie młody Joseph Gordon-Levitt w roli nastolatka Tommy’ego, który poza wyglądem licealisty dostał również jego emocje i wszystkie trudności związane z dojrzewaniem. Joseph przewinął się przez sporą ilość sitcomów w latach 90., ale nigdzie nie zostawał na dłużej, a dzięki tej produkcji miał prawdziwą szansę, by się wybić. Tommy nie jest też postacią, która ma tylko zapchać humorystyczną dziurę. Jego problemy poruszane są na takim samym poziomie jak dorosłych Solomonów, co nawet dla widza, który okres dojrzewania ma dawno za sobą, jest bliskie sercu. 

John Lithgow, grający Dicka, to teraz Churchill w „The Crown”, a kiedyś grał też w „Dexterze”. To jeden z tych aktorów, których się po prostu kojarzy, więc zawsze warto zobaczyć jego wystąpienie w tym serialu, które zasługuje na każdą możliwą nagrodę. Kristen Johnston jako Sally została głównie przy sitcomach i komediach romantycznych, ale w „3rd Rock” jest niesamowita – jako pewna siebie, wygadana i do przesady głośna kobieta.

Do obsady dołączył też Wayne Knight w roli policjanta i miłości Sally, którego albo się uwielbia, albo nienawidzi. W sumie rola nawet nie ma znaczenia, bo to jeden z tych aktorów, który zawsze gra ten sam typ postaci.

wehikuł czasu serialomaniaka, 3rd rock from the sun, trzecia planeta od słońca, sitcom, joseph gordon-levitt,

Do „Trzeciej planety od słońca” będę powracać przy każdej okazji, bo mimo już kilkakrotnych seansów całość bawi mnie dokładnie tak samo, jak wtedy, kiedy oglądałam po raz pierwszy. Biorąc pod uwagę ilość seksualnych podtekstów, których zdecydowanie nie rozumiałam w tak młodym wieku, teraz śmieszy mnie wszystko jeszcze bardziej, a dodatkowa znajomość angielskiego jest tego esencją, bo niestety nie wszystkie żarty można dobrze przetłumaczyć. Już same gry słowne związane z tytułami odcinków i imieniem „Dick”, które dla przeciętnego polskiego widza nie mają znaczenia, robią różnicę. 

Kosmici werbalizujący wszystko to, czego ludzie nie chcą mówić, byli najprostszym, a jednocześnie najlepszym i najtrafniejszym pomysłem na serial.

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane