Artykuły

Wakacje i sezon urlopowy trwają w najlepsze, a jak wiadomo, nic tak nie odpręża, jak wygodna kanapa i odpalony na komputerze Netflix. Przygotowujesz zimne napoje, jakąś przekąskę i odpalasz aplikację serwisu. Ach, no tak, wczoraj skończyłeś ostatni odcinek „La casa del papel”, a „Stranger Things”, „Friends” i „Daredevil” obejrzane po trzy razy. „Orange Is The New Black” został pochłonięty w jeden wieczór, „Black Mirror” i „Narcos” dawno już zaliczone. No po prostu nie ma co oglądać. Ale zaraz, co to za podkategoria? Anime? To w ogóle Netflix ma w swojej bibliotece japońską animację? Hmm, nawet tego sporo, ale nie mam pojęcia, od czego zacząć. Które anime byłoby najlepsze?

Jeśli choć raz zadałeś sobie powyższe pytanie, to ta lista jest właśnie dla ciebie. Netflix pozwala użytkownikom w Polsce oglądać ponad 50 serii anime, a do tego dochodzi jeszcze spora gromadka filmów. A że kategoria ma w sobie wiele zróżnicowanych pozycji, to widz może przebierać w gatunkach i rodzajach. Oto moje subiektywne TOP 10 najlepszych produkcji z platformy!

10. „AJIN: Demi-Human”

TOP, anime, Netflix, AJIN Demi Human

Uczeń Kei Nagai ukrywa się przed rządowymi agentami, którzy chcą przeprowadzić na nim eksperymenty. Chłopak jest jednym z Ajinów, nieśmiertelnych stworów, które żyją wespół z ludźmi na planecie. Jego życie komplikuje się jeszcze bardziej, gdy inne demony zaczynają zabijać ludzi – Kai będzie musiał zdecydować, czy pomóc swoim oprawcom, walczyć z nimi czy nadal uciekać. „Ajin” to bardzo fajna propozycja z gatunku horror science-fiction. Dwadzieścia sześć odcinków zapewnia solidną dawkę adrenaliny, a i muzyka otwierająca odcinki jest także świetna. Dlaczego więc propozycja nie znalazła się wyżej? Cóż, anime to zostało w całości wykonane techniką komputerową, przez co, w mojej opinii, kuleje ona w warstwie wizualnej. Jeśli jednak Wam to nie przeszkadza, śmiało sięgnijcie po ten horror.

9. „Charlotte”

TOP, anime, Netflix, Charlotte

„Charlotte” to taki japoński odpowiednik „X-Menów”. Mamy tutaj świat, w którym młodzi ludzie wykształcają w sobie różnorakie moce – niektórzy przejmują kontrolę nad innymi osobami, inni są superszybcy lub potrafią latać. Młodych „mutantów” chce dopaść rządowa agencja, by, oczywiście, prowadzić na nich eksperymenty, dlatego też młodzież zorganizowała się sama i operując z placówki dydaktycznej, stara się pomóc jak największej liczbie podobnych sobie superludzi. Ciekawe anime, niestroniące od poważnych tematów śmierci i depresji, a jednocześnie potrafiące zaskoczyć komediowym popisem. Jedynym minusem, jaki w niej znalazłem, to przegadanie niektórych odcinków. Mimo to warto kiedyś zajrzeć do świata „Charlotte”.

8. „Devilman Crybaby”

TOP, aniem, Netflix, Devilman Crybaby

Demony powracają na Ziemię i zaczynają opętywać ludzkość. Powstrzymać ich może jedynie Devilman – istota z diabelskimi mocami, ale czystym sercem człowieka. Czy tytułowy „mazgaj”, Akira Fudō, zdoła ocalić ludzkość przed demonami? Ta króciutka, dziesięcioodcinkowa seria stworzona dla Netflixa, to świetny horror fantasy z zapadającymi w pamięć bohaterami i scenami akcji. Odrzucać trochę może duża brutalność produkcji, dlatego seans poleciłbym jedynie dojrzałemu widzowi.

7. „Nanatsu no Taizai”

TOP, anime, Netflix, Nanatsu no Taizai

Och, stare dobre Grzechy. Akcja serii toczy się w fantastycznym królestwie Britannii, na straży którego stoi Siedem Grzechów Głównych – grupka niesamowicie potężnych magicznych rycerzy. Zostają oni jednak podstępem uznani za zdrajców, wygnani i rozproszeni po świecie. Gdy młoda księżniczka królestwa, Elizabeth, chcąc powstrzymać tyrana, który zakulisowo rządzi jej krajem, i wyrusza w podróż w poszukiwaniu Grzechów, nie podejrzewa, że zmieni to jej życie. „Nanatsu no Taizai” to jedno z moich wielu ulubionych anime. Ma wszystko to, co lubię w tym gatunku: widowiskowe sceny walk, komediowe i poważne momenty oraz bohaterów, których po prostu nie da się nie lubić. Dlaczego więc Grzechy wylądowały na siódmej pozycji? To wina samego Netflixa – na platformie nie jest jeszcze dostępny drugi sezon, który był emitowany od stycznia do czerwca tego roku. Dlatego jeśli jeszcze nie zaczęliście swojej przygody z Grzechami, wstrzymajcie się do czasu, aż platforma wrzuci drugi sezon. A wtedy gwarantuję, że obejrzycie maratonem całą serię!

6. „B: The Beginning”

TOP, anime, Netflix, B The Begining

O tej produkcji pisałem już przy okazji premiery, więc jedynie szybko przypomnę zarys fabuły. W fikcyjnym państwie, gdzieś na Morzu Śródziemnym, grasuje nieuchwytny zabójca. Bezradna policja zwraca się o pomoc do detektywa Keitha Flicka, któremu przed laty zabito siostrę. Trop prowadzi do tajemniczego chłopaka imieniem Koku, ale wewnętrzne niesnaski i, prawdopodobnie, zdrajca w szeregach policji nie ułatwiają zadania ujęcia mordercy. „B: The Beginning” zapamiętałem głównie dzięki niesamowitej muzyce, pięknej kresce i efektownym scenom akcji (mamy tu wszystko, od pościgów samochodowych po walkę na miecze). Czekam w nadziei na drugi sezon, a jeżeli wy jeszcze nie zobaczyliście tej serii, polecam ją obejrzeć w wolnej chwili!

5. „Death Note”

TOP, anime, Netflix, Death Note

Anime, które dorobiło się już statusu kultowego. Młody uczeń, Light Yagami, znajduje tajemniczy notes i wchodzi w posiadanie niemal boskiej mocy – każdy, którego imię chłopak zapisze w notatniku, umiera. Pod pseudonimem Kira zaczyna on mordować przestępców na całym świecie, wmawiając sobie, że czyni ludzkości przysługę. Jednak taka władza absolutna zdeprawuje każdego i w końcu do walki z Kirą policja zatrudnia genialnego detektywa znanego jako L. Rozpoczyna się zabawa w kotka i myszkę między dwójką geniuszy. „Death Note” to doskonała propozycja na rozpoczęcie swojej przygody z anime – produkcja pełna jest zwrotów akcji i zawirowań, do tego porusza głębokie tematy, nie popadając jednocześnie w patos. To trochę thriller, trochę kryminał, a trochę horror science fiction. Przez natłok konkurencji propozycja nie znalazła się wyżej, ale to wcale nie umniejsza jej prestiżu.

4. „Erased”

TOP, anime, Netflix, Erased

Kolejna produkcja, o której już wspominałem w swoich tekstach przy okazji premiery wersji aktorskiej. Tak jak wtedy wciąż obstaję przy swoim stanowisku – wersja anime jest dużo lepsza. Główny bohater posiada niezwykłą zdolność – potrafi cofnąć się w czasie o kilka minut, by zapobiec jakiejś tragedii, np. wypadkowi samochodowemu. Trauma związana z zabójstwem jego matki sprawia, że nieoczekiwanie przenosi się w przeszłość o dwadzieścia lat. Jako dziesięciolatek dostaje szansę rozwikłania kryminalnej historii sprzed lat i uratowania kilku przyjaciół z klasy. Wersja aktorska mocno ingerowała w zakończenie, zmieniając je i wydłużając moment kulminacyjny. Moim zdaniem było to niepotrzebne. Anime ma wszystko to, co powinna mieć dobra produkcja: wpadającą w ucho muzykę, pełne napięcia zwroty fabularne, ale też momenty pełne ciepła i miłości, które można skomentować jedynie długim „awwww...”. Naprawdę, jeżeli jeszcze nie widzieliście tej produkcji, koniecznie nadróbcie zaległości. W końcu to jeden z najlepszych seriali anime 2016 roku!

3. „One Punch Man”

TOP, anime, Netflix, One Punch Man

Ach, w ranking miejsc na podium wchodzimy z przytupem. Przed wami pełna akcji komedia o superbohaterze. Główny bohater, Saitama, jest tak potężny, że wszystkich wrogów powala jednym ciosem. Nieważne, czy mówimy tutaj o ogromnym gigancie, czy superszybkiej zmutowanej komarzycy. Jeden cios i wszyscy giną. Dlatego też wszystkie walki nużą Saitamę, nie może on wykrzesać z siebie żadnych emocji. Jego życie zmienia się jednak, gdy poznaje młodego androida Genosa, który chce zostać jego uczniem. „One Punch Man” to przede wszystkim parodia. Parodia wszystkich pompatycznych filmów i hollywoodzkich seriali o superbohaterach ratujących Ziemię w ostatniej sekundzie. To naprawdę jedna z niewielu produkcji, podczas której oglądania szczerze się śmiałem. Mimika głównego bohatera, jego zachowanie i relacje z innymi postaciami to rdzeń śmieszności tej produkcji. Bardzo, bardzo czekam na drugi sezon (który, podobno, miał zadebiutować w tym roku, ale coś się popsuło i jednak nie). W każdym razie, jeśli obejrzeliście już wszystkie komediowe propozycje od Netflixa, dajcie szansę łysemu w pelerynie, a gwarantuję, że nie pożałujecie.

2. „Puella Magi Madoka Magica”

TOP, anime, Netflix, Puella Magi Madoka Magica

„Oooo, zobaczcie, toż to małe dziewczynki w sukieneczkach, które walczą ze złem. Tak bardzo „kjut” i „kawaiii”. Och, i biegają razem z pluszowym liskiem o długich uszach! To na pewno produkcja pełna różowości, słodkości i w ogóle, zaraz puszczę mojej małej siostrze te czarodziejeczki!” Jeśli takie myśli przeszły ci przez głowę, drogi Czytelniku, to wiedz, że w życiu nie byłeś w większym błędzie. Naprawdę, nie żartuję. Główną bohaterką jest Madoka, do której klasy dołącza nowa uczennica, Homura. Przebieg wydarzeń sprawia, że dziewczynka dowiaduje się o istnieniu czarodziejek, które walczą ze złymi wiedźmami. Seria zostaje pozbawiona swojej infantylności i niewinności w trzecim odcinku (spoiler!), a widz nagle, zupełnie bez ostrzeżenia, dostaje mroczną, pełną goryczy opowieść o poświęceniu, miłości i rozpaczy. Bardzo, bardzo głębokiej rozpaczy. Sam nadrobiłem ten serial dopiero jakiś miesiąc temu i aż byłem zdziwiony, jak dobra się okazała. Bezsprzecznie, „Madoka” to jedna z najlepszych produkcji, dostępnych w tej chwili na polskim Netflixie. I nie mam tu na myśli tylko kategorii anime. Jeśli zachęciłem was swoim opisem, to pamiętajcie, że historia z serialu nie jest całkowicie kompletna – żeby dostać cały obraz wizji wykreowanej przez autora, musicie w jakimś innym źródle obejrzeć trzeci film z serii o Madoce. A wtedy nie pozostanie wam nic innego, jak odegrać scenkę z popularnego mema: „Lay Down/Try Not To Cry/Cry A Lot”.

1. „Fullmetal Alchemist: Brotherhood”

TOP, anime, Netflix, Fullmetal Alchemist Brotherhood

A koronę najlepszej produkcji anime na Netflixie bezsprzecznie zgarnia „Stalowy Alchemik”. To historia dwóch młodych braci w świecie pełnej magicznej alchemii. Ich cel to odnalezienie kamienia filozoficznego, który pozwoli odzyskać utracone kończyny jednemu z braci, a ciało drugiemu. „Brotherhood”, w przeciwieństwie do serii z 2003 roku, jest wierną adaptacją mangi autorki. Dostajemy więc zaskakująco dojrzałą opowieść, która nie boi się stawiać trudnych pytań. Czy można wymordować część społeczeństwa w imię bezpieczeństwa i wyższego dobra? Czy człowiek może stać się Bogiem? Do czego jesteś w stanie się posunąć, aby zemścić się na mordercach twoich bliskich? Czy poświęcisz życie własnej córki, by móc dalej rozwijać swoją karierę? To tylko kilka z pytań, jakie możemy wysnuć z seansu „Stalowego Alchemika”. Niesamowita muzyka, wciąż oszałamiająca kreska i głęboka fabuła (ale nie stroniąca od dynamicznej akcji) sprawiają, że to anime wciąż uważane jest za wzór gatunku i ciągle dzierży tytuł jednej z najlepszych produkcji pochodzących z Kraju Kwitnącej Wiśni. Jeśli jeszcze nie widzieliście „Fullmetal Alchemist: Brotherhood”, a macie Netflixa – no to ja naprawdę nie wiem, na co wy czekacie?!

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale


B: The Beginning

W tym pełnym technologii świecie rozpościera się archipelag Cremona. Głównymi bohaterami są Koku i Keith, będący śledczym monarchijnych sił zbrojnych RIS. Będą …



ERASED

Satoru Fujinuma, mangaka mający problem z wyrażaniem swych myśli, posiada dar, umożliwiający mu zapobieganie śmierci oraz wypadkom przez cofnięcie się w czasie …



Death Note

Light Yagami, genialny licealista, znajduje Notatnik śmierci, który pozwala uśmiercić dowolną osobę.