Artykuły

W roku 1991 grupa 113 uchodźców z Ziemi, uciekając na pokładzie statku międzygwiezdnego Pielgrzym Jeden, rozbija się na jałowej planecie. Podczas nieudanego lądowania pojazd ulega uszkodzeniu i rozbitkowie zmuszeni są pozostać na tym niegościnnym i surowym świecie przez kolejne 30 lat. Pod wodzą charyzmatycznego kapitana Benteena (James Whitmore) udaje im się jednak przetrwać, a dzięki jego wsparciu i protekcji nie porzucić nadziei na to, iż któregoś dnia zostaną uratowani i powrócą na piękną, zieloną Ziemię, o której niektórzy z nich – urodzeni na jałowej asteroidzie – słyszeli tylko z opowieści. Nieustannie czuwają przy radarze, nie odbierając niczego poza kosmicznym szumem. Pewnego dnia ich wciąż tląca się wiara w nadciągający ratunek zostaje nagrodzona. 

The Twilight Zone, Strefa mroku, sezon 4, odcinek 16, recenzja
Seria czwarta, odcinek 16. – „On Thursday We Leave for Home”

Po 30 latach spędzonych w trudzie i znoju, rozbitkowie mają zostać uratowani. Niektórzy z nich urodzili się tutaj i nie zaznali życia innego niż to. U innych, którzy przybyli tu jako dzieci, rodzima planeta jawi się jedynie w postaci mglistych wspomnień, niczym wyobrażenie Raju. Nie dziwi przeto fakt, iż pojawienie się pułkownika Sloane'a (Tim O'Connor) i jego załogi traktują niczym zejście Mesjasza. Benteen, który dotąd otaczał ojcowską opieką wszystkich rozbitków, zaczyna dostrzegać, iż więź, jaka do tej chwili spajała społeczeństwo, które w istocie stworzył i zorganizował, zaczyna pękać. 

The Twilight Zone, Strefa mroku, sezon 4, odcinek 16, recenzja
„Isn't living tough enough here we shouldn't have to go by the book? Isn't it hot enough and miserable enough there shouldn't be rules? We shouldn't have to suffer by the numbers? Will somebody please make the simple comment there's more happiness going into that grave? More peace of mind than all the mourners put together. Nothing but anguish here. Captain Benteen, let us live with it our own way. Or let us die from it – in our own way!”

Sloane nieświadomie naraża się Benteenowi, którego zamiarem jest przewodzić grupie, nawet wtedy, kiedy wrócą na Ziemię. Dowódca wyprawy ratunkowej pragnie bowiem, aby każdy z rozbitków sam zdecydował o swoim losie. Benteen nie przyjmuje tego do wiadomości. Twierdzi, iż rozbitkowie to jego dzieci, które pozbawione jego orędownictwa będą zagubione w nowej dla wielu z nich rzeczywistości. Sloane broni jednak ich niezależności, wymuszając na Benteenie zapytanie ich samych o to, jak postrzegają swoje życie po przybyciu na Ziemię. Ku zgrozie Benteena, niemal każdy z chce udać się w inny zakątek świata, część z nich realizując pielęgnowane od lat marzenia, inni w poszukiwaniu bliskich, pozostawionych 30 lat wcześniej na błękitnym globie.

Kapitan Benteen nie zamierza odpuścić, i idąc za sugestią Sloane’a, postanawia postawić sprawę na krawędzi noża. Poddaje sprawę głosowaniu. Ci, którzy pragną powrotu na Ziemię, mogą to uczynić, ale muszą wiedzieć to, o czym dotąd im nie mówił, rozwijając jedynie wspaniałe wizje ziemskiego Raju. Ziemia to także niebezpieczne miejsce, pełne zła i występku, zagrożone wojną nuklearną i zagładą. Sloane jednak peroruje, że owszem, może Ziemia nie jest najlepszym z możliwych światów, ale z całą pewnością miejscem po stokroć lepszym, niż ta jałowa półmartwa skała, na której spędzili ostatnie 30 lat życia. Głosowanie rozstrzyga sprawę –wszyscy decydują się na powrót.

The Twilight Zone, Strefa mroku, sezon 4, odcinek 16, recenzja
„The ninth in the last six months, the ninth! This woman and the others took their lives because living became intolerable. And I say that dying was their right”

Benteen nie przyjmuje porażki. Oszalały pędzi do statku z zamiarem uszkodzenia go, ale zostaje powstrzymany przez ludzi Sloane'a. Ten informuje go, że czy tego chce, czy nie, czas władzy kapitana nad rozbitkami się skończył i jeśli pragnie pozostać na miejscu, będzie musiał pogodzić się z samotnością. Pokonany i załamany Benteen ukrywa się w jaskiniach, w których, na przestrzeni minionych dekad, w trudnych chwilach zawsze znajdowali schronienie on i jego „dzieci”. W godzinie odlotu Sloane i jeden z rozbitków, Al (James Broderick), próbują przemówić mu po raz ostatni do rozsądku, ale odpowiada im tylko echo. Statek odlatuje bez Benteena na pokładzie. 

Ten jednak w ostatniej chwili wybiega przed jaskinię, uświadamiając sobie wagę błędnej decyzji, jaką podjął. Jednak pojazd kosmiczny z „dziećmi” Benteena na zawsze opuścił umierający świat. Uzmysłowiwszy sobie to, iż sam skazał się na potępienie, kapitan Benteen płacze i daremnie wzywa pomocy. Jest już jednak za późno.

The Twilight Zone, Strefa mroku, sezon 4, odcinek 16, recenzja
„Young Mr. Baines would have us lie down in the sun. Young Mr. Baines would have us give in to death, while there is still life. He'd end the rules. Throw away the regulations. No more standing in line for water. We'll let the strong take away from the weak. And no more food rationing. Let the young steal from the old. And when that ship does arrive, it won't find a society. Just a pack. Not one human being left alive. Only animals. And there is a ship coming! It's winging its way now! It's on its way! There's a ship coming! Let me hear you say it! Say it out loud! There's a ship coming! There's a ship coming! There's a ship coming!”

„On Thursday We Leave for Home” to z całą pewnością najlepszy wkład Roda Serlinga w „The Twilight Zone” w czwartym sezonie. Wszystkie dialogi i postaci zostały rozpisane tak perfekcyjnie, iż sympatia i antypatia widza lawiruje pomiędzy lubianymi na początku bohaterami – kapitan Benteen, pułkownik Sloane – i vice versa (Al, który na samym początku sprawia wrażenie głównego antagonisty w tym epizodzie, szybko jednak schodząc na margines i ustępując pola w konflikcie Sloane'owi).

Postać kapitana Benteena to jeden z najlepiej napisanych bohaterów Serlinga. Surowy i wymagający, ale troszczący się o swoich ludzi do samego końca. Naprawdę trudno tu uwierzyć, że cała gra toczy się o zaspokojenie pewnych wypaczonych ambicji tego bohatera. Osobiście przez cały odcinek – niezależnie od tego, jaką postawę prezentował Benteen – wierzyłem w to, iż faktycznie martwi się o los swoich „dzieci”. I warto zwrócić uwagę, że skrajnie pesymistyczny obraz przyszłości, jaka czeka ich na Ziemi, i roztaczane przed rozbitkami mroczne wizje, mogą mieć solidne podłoże w czekającej ich rzeczywistości. Los, jaki może ich spotkać bez opieki i wsparcia Benteena – na którym nauczyli się polegać i zwracać o pomoc w trudnych chwilach – rzeczywiście może wyglądać tak, jak przedstawił to kapitan w swym czarnym scenariuszu.

The Twilight Zone, Strefa mroku, sezon 4, odcinek 16, recenzja
„There's color on the Earth, Jo-Jo. The change of the seasons. The wind. The wind brings with it the – the smell of the ground. The plants, the seeds, the roots, the flower petals, the sap from the trees. The wind brings with it the smell of the weather. The rain, the mist, the – park...”

Oczywiście perfekcyjnie napisany skrypt to jedna strona medalu, ale gros słów pochwały należy się fenomenalnej roli Jamesa Whitmore’a. Jego Benteen to postać, która autentycznie mogłaby porwać i oczarować tłumy, choć równie szczerze i przejmująco wypadają te momenty, kiedy kapitan traci przychylność i posłuch wśród swoich podopiecznych. Mimika jego twarzy i wypowiadane z emfazą kwestie, kiedy osamotniony przemawia do pustej jaskini, kierując swą opowieść do nieobecnych postaci, to jedne z najbardziej dojmujących chwil w historii tego serialu.

Nie dziwi fakt, że Serling wskazywał w swych wypowiedziach właśnie rolę Whitmore'a za najwybitniejszy popis aktorski w czwartym sezonie „The Twilight Zone”, nieskromnie, acz zasłużenie, dodając, że „On Thursday We Leave for Home” jest najlepszym epizodem tej – budzącej w nim dość chłodne uczucia – serii. Nie on jeden tak sądził; listy od fanów i recenzentów (z których jeden, niejaki Mel Bloom z Kumin-Olenick Agency, stwierdził, iż czwartkowy wieczór, w którym został wyemitowany, był „jednym z najwspanialszych momentów w historii telewizji”), potwierdziły tę opinię. 

The Twilight Zone, Strefa mroku, sezon 4, odcinek 16, recenzja
„Now listen to me. I want to tell you some things about the Earth that you haven't heard before. Things that are ugly. Things that are wrong. Things – that cannot be lived with. There is violence on Earth. There are hatreds! And jealousy! Now listen to me, listen to me and listen carefully. The Earth is a place we do not know. The Earth is a place we have never lived in. It is a society we do not belong in. If we leave here, we will die. We will die! We'll be committing suicide, if we go back to Earth. We will die of a misery we have never experienced before. Loneliness. Loneliness like animals in a zoo. We do not belong there”

Pełen detali plan zdjęciowy, wykorzystany w trakcie kręcenia wszystkich scen dziejących się na zewnątrz gorącej planetoidy, został zbudowany od podstaw na potrzeby tego odcinka. Chaty, które miały służyć za prowizoryczne mieszkania rozbitków, wrak Pielgrzyma, i wykonany specjalnie do tego epizodu matte painting wizualizujący surowy krajobraz, zostały zachowane po skończeniu zdjęć i wykorzystywane były przy kręceniu innych produkcji filmowych (tym samym „The Twilight Zone” odpłaciło się za wielokrotne pożyczanie od innych). Pewną trudność nastręczyło ostatnie ujęcie, w którym widzimy, jak oko kamery oddala się od malejącej sylwetki lamentującego kapitana Benteena. Pojawiające się w kadrze rudery zostały wykonane bez pokryw dachowych i na potrzeby tej jednej sceny musiano zamontować w nich dachy, co spowodowało powstanie dodatkowych kosztów w – i tak przyprawiającym o ból głowy decydentów z MGM – bilansie odcinka. 

The Twilight Zone, Strefa roku, sezon 4, odcinek 16, recenzja
„We're leaving now, Benteen. We have to take off in five minutes or we'll lose our orbital position. It'll be too late for us. Benteen, it has to be now. Captain, please. Please come out. If we leave without you, there'll be no ships returning here. This is where you'll live from this moment on. And this is where you'll die”

Oczywiście, jak zwykle w „The Twilight Zone”, nie obyło się od recyklingu rekwizytów i planów zdjęciowych, które podziwiać mogliśmy zarówno we wcześniejszych odcinkach serialu, jak i – po raz kolejny – w filmie „The Time Machine” z 1960 roku. Z tego ostatniego zapożyczono set zdjęciowy prezentujący jaskinię, w której rozbitkowie chronili się przed deszczem meteorytów, natomiast część ujęć – lądujący statek (sekwencja pożyczona z odcinka „Death Ship”) – przedmiotów i kostiumów, tradycyjnie już, wynajęto z magazynu z rekwizytami z filmu „Forbidden Planet”. Jako ciekawostkę potraktować można fakt, iż w odcinku tym, w jednej ze scen, pojawia się niedostrzeżony podczas montażu fragment mikrofonu. Tego typu wpadki rzadko zdarzały się w „Strefie mroku”, która była serialem, gdzie bardzo pieczołowicie dbano o ich unikanie. Mikrofon możemy dostrzec w jednej z wczesnych scen kręconych w jaskiniach, w trakcie rozmowy kapitana Benteena z Georgem (Paul Langton, który pojawił się wcześniej w roli Doktora w pilocie „The Twilight Zone” – „Where is Everybody?”).

The Twilight Zone, Strefa mroku, sezon 4, odcinek 16, recenzja
„Don't leave me here! Don't leave me behind! Don't leave me here! Please please, I... I... want to go home!”

Data emisji odcinka: 2 maja 1963

Ocena: 9/10

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane