Artykuły

Od premiery bożonarodzeniowego klasyka, jakim jest film „It's a Wonderful Life” (1946) wiadomo, że święta są czasem szczególnym nie tylko dla ludzi z tego padołu, ale także i dla istot mieszkających w niebiesiech. To okres, w którym każdy szeregowy anioł ma szansę dowieść tego, iż godzien jest, by otrzymać przywilej posiadania skrzydeł. Niejaki Harmon Cavender (Jesse White), któremu daleko do kompetentnego anioła Clarence'a z „Tego wspaniałego życia”; jest o krok od popadnięcia w totalną niełaskę swoich przełożonych i degradację do najniższej – jak na warunki niebiańskie – formy bezcielesnej egzystencji. Nic tylko włóczyłby się bezcelowo po zaświatach i palił ukradkiem cygara. Zniesmaczone gnuśnym postępowaniem Cavendera szefostwo postanawia dać mu ostatnią szansę i możliwość zasłużenia na prestiżowe skrzydełka. Jest tylko jeden sposób, by Harmon mógł dowieść swojej, obecnie wątpliwej, rzetelności – musi przez 24 godziny stać się Aniołem Stróżem kogoś, kto wpadł w tarapaty. I tak się składa, że na Ziemi jest przemiła osóbka, której ostatnio nie najlepiej się w życiu wiedzie.

The Twilight Zone, Strefa mroku, sezon 3, odcinek 36, Cavender Is Coming, recenzja
Seria trzecia, odcinek 36. – „Cavender Is Coming”

Agnes Grep (Carol Burnett) nie radzi sobie w życiu zawodowym. Praca bilterki w teatrze, której właśnie się podjęła, okazała się kompletnym fiaskiem. Nie żeby Agnes się nie starała! Robiła wszystko, by zrozumieć enigmatyczne sygnały dawane jej przez przełożonego, ale zawsze jakoś tak wychodziło, że intepretowała je kompletnie na opak. Jakkolwiek by nie było, to prawdopodobnie moment, w którym wywinęła koziołka i wpadła przez lustro weneckie do gabinetu szefa, okazał się kroplą, która przepełniła czarę. Agnes po prostu prześladuje zwykły pech. Jej niezdarność też może mieć pewne, acz niewielkie znaczenie. Czy może być jeszcze gorzej? Cóż... Cavender nadchodzi z pomocą!

The Twilight Zone, Strefa mroku, sezon 3, odcinek 36, Cavender Is Coming, recenzja
„Positions for inspection!”

Agnes początkowo nie wierzyła w słowa mężczyzny, który pojawił się znienacka na siedzeniu obok w autobusie, którym wracała do domu. Gość twierdził, że przez najbliższą dobę będzie jej Aniołem Stróżem, który zrobi wszystko, by poprawić jej humor i sytuację życiową. Jednak kiedy autobus zmienia się – ku przerażeniu jego szofera – najpierw w powóz zaprzeżony w konia, a następnie w luksusowy kabriolet, Agnes zaczyna traktować słowa Cavendera nieco poważniej. Kierowca autobusu – kiedy pojazd przyjmuje swoją wyjściową formę –rezygnuje z pracy, podkreślając swoją decyzję efektownym skokiem przez okno.

Cavender podąża za Agnes do kamienicy, w której mieszka. Okazuje się, iż mimo faktu, że jest ona osobą nieco... cóż... bardzo niezdarną, to całkiem nieźle radzi sobie w życiu prywatnym. Sąsiedzi ją szanują i radzą się jej w różnych kwestiach, a okoliczne dzieciaki po prostu uwielbiają. Anioł Stróż jednak nie dostrzega tego, że dziewczynie całkiem wygodnie w miejscu, w jakim się znalazła i postanawia obdarować ją górą pieniędzy, luksusowym apartamentem i rzeszą nowych „przyjaciół” należących do beau monde.

The Twilight Zone, Strefa mroku, sezon 3, odcinek 36, Cavender Is Coming, recenzja
„Whoops! I think I goofed”

Agnes jednak czuje się zagubiona i tęskni za swoimi dawnymi znajomymi. Za przytulnym gniazdkiem, jakie uwiła sobie w starej kamienicy i za prostymi rozrywkami, takimi jak sobotnia partyjka kręgli w gronie przyjaciół. Prosi więc Cavendera, by ten oddał jej stare życie. Może nie było ono idealne i szczególnie dostatnie, ale sprawiało, że czuła się na swoim miejscu i była szczęśliwa. Harmon, wiedząc że w ten sposób nie zarobi na skrzydła i z dużą dozą prawdopodobieństwa po powrocie do Nieba czeka go tęga bura, spełnia prośbę dziewczyny. Agnes wraca na stare śmieci, możliwe że o wiele bardziej szczęśliwa niż do tej pory. Czyż nie jest tak, że zazwyczaj docenia się to, co się posiada dopiero wtedy, gdy tego zabraknie?

Cavender wraca do Nieba i – zgodnie z oczekiwaniem – dostaje reprymendę od swojego przełożonego. Już ma zostać zdegradowany, gdy jego szef spostrzega, iż panna Grep ma się wcale nieźle. Z dołu dobiegają odgłosy gry w kręgle i beztroskiego śmiechu. Oraz – jak z zaskoczeniem stwierdza wyższy rangą anioł – dziewczyna zaiste wydaje się tak szczęśliwa, jak nigdy wcześniej. Cóż, nie pozostaje nic innego, jak awansować Harmona, oraz... przydzielić mu stałą posadę Anioła Stróża, którego będzie się wysyłać na dół zawsze wtedy, kiedy jakaś zagubiona duszyczka będzie w potrzebie. Prawdopodobnie w tym samym momencie, gdzieś na Ziemi, zabrzęczał dzwoneczek…

The Twilight Zone, Strefa mroku, sezon 3, odcinek 36, Cavender Is Coming, recenzja
„When the supervisor comes to claim the bus, tell him I've resigned”

„Cavender Is Coming” – choć kojarzy się w sposób oczywisty z wzmiankowanym na samym wstępie gwiazdkowych evergreenem – nie był epizodem świątecznym. Był jednakowoż kolejnym, tym razem niezwykle wyraźnym, echem zarzuconego przez Roda Serlinga serialu o aniele, który nosi (dobrze znajome wszystkim fanom „The Twilight Zone”) miano Bevis. Tak, chodzi o tego samego pana Bevisa, po którym odziedziczyli swoje nazwiska bohaterowie epizodów „Time Enough at Last” (Burgess Meredith, który nawiasem mówiąc był brany pod uwagę do roli Cavendera) oraz tytułowa postać odcinka „Mr. Bevis”. Serling – trzeba przyznać, że z uporem wartym lepszej sprawy – nie porzucił jednak całkowicie idei serialu o pełnym dobrych chęci, choć niekoniecznie kompetentnym aniele. „Cavender is Coming” zdaje się być wszakże łabędzim śpiewem twórcy „The Twilight Zone”, jeśli chodzi o ten konkretny pomysł.

The Twilight Zone, Strefa mroku, sezon 3, odcinek 36, Cavender Is Coming, recenzja
„You look ravishing, dear. Absolutely ravishing”

Ciekawym – zdecydowanie bardziej interesującym, niż sam odcinek – aspektem niniejszego epizodu jest fakt, że był on bardzo poważnie rozważany jako pilot serialu komediowego, który stałby się niejako spin-offem „Strefy mroku”. Postać Cavendera, po debiucie w trzeciej serii flagowego serialu Roda Serlinga, doczekać się miała kolejnych przygód – oto anioł miał każdego tygodnia przeżywać masę zabawnych przypadków, pomagając przy tym wszystkim, którym los rzucał kłody pod nogi. Doszło nawet do tego, że do „Cavender is Coming” dograno charakterystyczną dla seriali komediowych ścieżkę z, tak zwanym, śmiechem z puszki. Tej wersji nigdy jednak nie wyemitowano (choć dołączona została jako opcjonalna na wydaniu Blu-Ray).

Trzeba dodać, że pomysł serialu o aniele zstępującym na Ziemię i pomagającym ludziom, których dotknęła nieprzygoda, był jak na owe czasy całkiem nowatorski. Mówimy tu o okresie sprzed „Highway to Heaven” („Autostrada do Nieba”, 1984-1989) z niezapomnianym Michaelem Landonem w roli głównej czy „Touched by an Angel” („Dotyk anioła”, 1994-2003). Mało brakowało, a byłby pierwszym tego rodzaju serialem –miał już nawet przydzielone przez CBS fundusze i roboczy tytuł, „The Side of Angels” – ale pech (lub być może szczęście?) zrządził, że po obejrzeniu „Cavender is Coming” prawa do identycznego pomysłu zaczął sobie rościć niejaki Ray Williford, który podobno od roku 1954 planował wcielić w życie podobny koncept pod tytułem „Guardian Angels, Inc.”. Roszczenia Williforda – choć po prawdzie spełniły rolę piórka, które załamało wielbłąda – sprawiły, że CBS i Serling całkowicie stracili zapał do kontynuacji przygód Cavendera. Co ciekawe, „Guardian Angels, Inc.” również nie doczekał się realizacji.

The Twilight Zone, Strefa mroku, sezon 3, odcinek 36, Cavender Is Coming, recenzja
You know something, Miss Grep? You are the richest woman I know. You have an abundance of wealth. And it seems that I've had to travel a very long distance to find out that cash and contentment aren't necessarily synonymous. Well good-bye, Miss Grep”

Rod Serling nie był zadowolony z tego epizodu. W liście do Carol Burnett – którą uwielbiał zarówno na stopie przyjacielskiej, jak i zawodowej, będąc pod ogromnym wrażeniem jej talentu komediowego – sypał głowę popiołem, przyznając że scenariusz, który dostarczył – i, notabene, który napisał z myślą o rzeczonej aktorce, wplatając weń wątki z jej wczesnych doświadczeń zawodowych jako bileterki w teatrze – nie należał, delikatnie rzecz ujmując, do jego najlepszych dokonań. Narzekał ponadto na dość toporną reżyserię. Zobaczywszy gotowy odcinek jeszcze przed jego premierą w telewizji, wyraził pragnienie, by w czasie, kiedy „Cavender is Coming” będzie emitowany, znaleźć się gdzieś z dala od cywilizacji, by nie musieć go ponownie oglądać. 

Wydaje się jednak, że tym razem Rod Serling był odrobinkę nazbyt surowy. Prawdą jest, że „Cavender is Coming” jest epizodem, którego skrypt poprowadzono grubą kreską, a humor bywa momentami bardzo czerstwy, ale dwójka głównych bohaterów dość łatwo zaskarbia sobie sympatię widza. Stary dobry slapstick w niektórych scenach sprawia, że trudno się nie uśmiechnąć, a odcinek wybrzmiewa w tak mocno pozytywnych tonach, że aż żal byłoby go stawiać obok wcześniejszych kuriozów pokroju „Mr. Bevis” (który jest najgorszym komediowym odcinkiem „The Twilight Zone” i tego lauru z pewnością „Cavender is Coming” mu nie odbierze). Epizod ten warto obejrzeć choćby dla samej Carol Burnett, która jest fenomenalna (zabawna i urocza, w tej kwestii trudno nie zgodzić się z Rodem Serlingiem). Jakkolwiek, w ogólnym rozrachunku, potencjału na serial z Cavenderem dostrzec tutaj nie potrafię.

The Twilight Zone, Strefa mroku, sezon 3, odcinek 36, Cavender Is Coming, recenzja
„Why, she's six times happier than the way I found her. She's deliriously and totally happy. Well, I don't see how that could be. But she is. Just-just look at her”

Data emisji odcinka: 25 maja 1962
Gdzie obejrzeć: Hulu (tylko na terenie USA)

Ocena odcinka: 5/10

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane