Artykuły

Wpadki przy pracy twórczej zdarzają się nawet najlepszym. Na ostateczny – powiedzmy to otwarcie – mizerny efekt, jakim okazał się epizod „The Lateness of the Hour”, złożyło się kilka czynników. Czysto technicznym, choć niezwykle istotnym z perspektywy współczesnego widza problemem jest fakt, iż odcinek, w celu zmniejszenia kosztów produkcji, jak i ułatwienia montażu spotów reklamowych oraz późniejszej dystrybucji, zarejestrowano w całości na taśmie wideo, zamiast na wykorzystywanej dotychczas profesjonalnej taśmie filmowej. Czas zweryfikował to posunięcie jako błąd – w zestawieniu z cudownie wyczyszczonymi, publikowanymi obecnie na nośnikach Blu-Ray wcześniejszymi epizodami, „The Lateness of the Hour” wypada jak brzydkie kaczątko – lata, które upłynęły od momentu jego zarejestrowania odcisnęły się trwale i, najwyraźniej, nieodwracalnie na materiale źródłowym. Co gorsze, niska jakość produkcyjna to najmniejsza bolączka niniejszego odcinka.

The Twilight Zone, Strefa mroku, sezon 2, odcinek 8, recenzja
Oto rezydencja doktora Williama Lorena... a właściwie panoptikum maszyn. Już za chwilę przekonamy się, że dzieło ludzkiego geniuszu zdolne jest egzystować między ludźmi, nietknięte przez wichry czasu. Oto roboty doktora Lorena, połączenie praktyczności z perfekcją. Jednak już za chwilę doktor William Loren, jego żona i córka przekonają się, że perfekcja jest pojęciem względnym i że nawet robotom należy się zapłata. Lada moment dowiemy się, jaką cenę przyjdzie zapłacić

Doktor William Loren (John Hoyt), genialny wynalazca i nieprzeciętny snob, od lat tkwi odcięty od świata wraz ze swoją żoną (Irene Tedrow) oraz młodą córką Janą (Inger Stevens). Aby kompletnie uniezależnić siebie i swoich bliskich od trosk, które niesie ze sobą konieczność kontaktu ze światem zewnętrznym, zaprojektował w pełni samowystarczalny budynek, który dostarcza wszystkiego, co konieczne do wygodnej egzystencji. Ponadto nad bezpieczeństwem i komfortem rodziny czuwa służba, składająca się z wyspecjalizowanych, idealnie przypominających ludzi androidów. 

Każdy dzień w domostwie państwa Loren wygląda identycznie. Mieszkańcy i służba żyją według tego samego schematu, bez jakiegokolwiek kontaktu ze światem i innymi ludźmi. Taki stan rzeczy doprowadza do szału młodą Janę, która coraz bardziej otwarcie buntuje się przeciwko życiu w zamknięciu. Dom będący azylem – jak nazywa go jej ojciec – od wszystkich okropieństw, jakie przetaczają się przez świat, od wojen i chorób, dla młodej kobiety jest po prostu zwykłym więzieniem. Jana traci cierpliwość, staje się coraz bardziej napastliwa w stosunku do służby – androidy natomiast, kierowane nadrzędną dyrektywą nakazującą chronienie zdrowia i życia Jany, „osaczają” ją, próbując powstrzymać jej nieracjonalne wybryki.

Jana tłumaczy ojcu, że on i matka za bardzo uzależnili się od robotów. I że ich wygodne życie w niczym nie przypomina prawdziwej egzystencji, a jest jedynie wegetacją. Naciska, by doktor pozbył się ich, bo w przeciwnym razie staną się ich niewolnikami, niezdolnymi żyć bez ich pomocy. Pan Loren odmawia, więc Jana stawia sprawę na ostrzu noża – albo doktor dezaktywuje roboty, albo ona opuści dom. Nie mając wyboru, pan Loren spełnia życzenie córki. Ta jednak nadal czuje się przytłoczona i stłamszona życiem, którego przestrzeń ogranicza się do jednego budynku. Zamierza opuścić dom, poznać mężczyznę i urodzić mu dzieci. Grymasy na twarzach państwa Loren po usłyszeniu tej deklaracji budzą niejasny niepokój w Janie. Pewne fakty zaczynają wydostawać się powoli na powierzchnię świadomości dziewczyny –  zadaje sobie i rodzicom coraz więcej pytań o dzieciństwo i o brak zdjęć z jej wczesnych lat.

Wychodzi na jaw szokująca prawda – Jana jest robotem, idealną córką, zaprojektowaną ku uciesze rodziców! Dziewczyna zaczyna histeryzować i miotać się, krzycząc i próbując zrobić sobie krzywdę, stwierdzając przy tym, że nie czuje już nic – ani radości, ani smutku, ani miłości, ani bólu. I odtąd, skoro już poznała prawdę, nic już nie będzie takie samo. Państwo Loren ze smutkiem zdają sobie sprawę z tego, że nie mają innego wyjścia i wymazują pamięć Jany, programując ją na nowo, tym razem do roli... pokojówki. Odcinek kończy ujęcie bliźniacze do sceny otwierającej, w której nowa pokojówka – zajmując miejsce i przyjmując imię wcześniejszej, Neldy – masuje ramiona pani Loren.

The Twilight Zone, Strefa mroku, sezon 2, odcinek 8, recenzja
„That’s how we live… By shutting off the world, turning our backs on it, while you soundless, fleshless things glide around here and, with your efficient ministrations, turn my father and my mother into jelly”

Krótko o pozytywach tego odcinka, a w zasadzie o jedynym pozytywnym jego aspekcie – cudownie było ponownie zobaczyć Inger Stevens w „The Twilight Zone”. Nawet jeśli jej postać napisana została w sposób urągający wręcz jej aktorskim zdolnościom – Jana jest bohaterką strasznie niespójną wewnętrznie, a wymuszona przez skrypt nadekspresja sprawia, że Inger Stevens gra przez większość czasu niemal na jednej –co piszę z przykrością – irytująco histerycznej nucie. Nie mówiąc o tym, że finałowa rewelacja kłóci się ze wszystkim, co oglądaliśmy na ekranie wcześniej – android nie czujący emocji jest cały czas podekscytowany i zdenerwowany. Tym razem próba zwiedzenia widza na manowce, czyli podtrzymywanie go w świadomości, iż Jana jest zbyt emocjonalną istotą, by móc okazać się robotem, okazało się ostatecznie nieudanym oraz mało subtelnym i pełnym rozdźwięków zabiegiem.

Scenariusz – oprócz tego, że stanowi nieudany autoplagiat „The After Hours” – jest kompletnie pozbawiony logiki. U podstaw historii mamy genialnego wynalazcę, który jest w stanie zaprojektować roboty do złudzenia przypominające ludzi, i zaimplementować im wspomnienia i wiedzę, niezbędną do wykonywania określonej funkcji. W finale, kiedy Jana dowiaduje się o tym, że jest androidem, zamiast wymazać jej tę informację z pamięci, państwo Loren postanawiają z córki, do której miłość wielokrotnie deklarowali – w zakrawającym o ponure okrucieństwo ruchu – zrobić pokojówkę. Ostatnia scena to, pozbawiony sensu, tani chwyt, mający zwyczajnie szokować. I jest to ostatnia kropla, która przelała szalę goryczy – „The Lateness of the Hour” to najgorszy z dotychczasowych odcinków „The Twilight Zone”.

Zaskakującym, w związku z powyższym, znajduję fakt, że w scenariusz do słuchowiska o tym samym tytule, z roku 2002, w którym w rolę doktora Lorena wcielił się James Keach, a głosu Janie udzieliła Jane Seymour, naprawiono tyle błędów, ile to możliwe. W tej formie „The Lateness of the Hour” okazało się dziełem o wiele bardziej strawnym niż w przypadku oryginału. W słuchowisku Jana jest postacią o dużo większej empatii i zdecydowanie lepiej umotywowaną bohaterką. Nie jest nieustannie napastliwa i agresywna w stosunku do służby, ba, stara się nawet bronić ich i nawiązać z nimi kontakt na płaszczyźnie emocjonalnej – czym, niestety, sprowadza na androidy zgubę. Rola dziewczyny rzeczywiście jest bardziej czytelna, a charakter bohaterki nieco bardziej skomplikowany. Ponadto Jane Seymour wystąpiła znakomicie, mając szersze spektrum emocji do odegrania i, ponownie – mając w pamięci popis Inger Stevens w „The Hitch-Hiker” – żałuję, że nie dane było jej zagrać na podstawie rozszerzonego skryptu radiowego.

Słuchowisko ma też kilka naprawdę przejmujących momentów, które poszerzają wiedzę o samych androidach, ich z wolna budzącej się samoświadomości i pragnieniu egzystencji. Niesamowicie emocjonalne są sceny, kiedy doktor Loren wyłącza kolejno roboty – jedne protestują, ale zostają zwiedzione przez twórcę. Inne, jak kucharka Gretchen, dobrowolnie poddają się „operacji”, stwierdzając, że to najlepsze, dla dobra Jany, rozwiązanie. Odsuwając na bok idiotyzm końcowego rozstrzygnięcia problemu Jany w oryginale, w słuchowisku złagodzono też wydźwięk postępku państwa Loren względem „córki” – podobnie jak w filmie wymazano jej pamięć i sprowadzono do roli pokojówki, ale pozwolono zachować jej imię, a czyn umotywowano tym, że był to jedyny sposób na to, by Jana pozostała blisko swoich „rodziców”. Wiem, to nadal głupiutkie zakończenie, ale nieco bardziej delikatne niż w oryginale.

The Twilight Zone, Strefa mroku, sezon 2, odcinek 8, recenzja
I can't be your daughter. I'm a thing. I'm a machine. A machine! No pain at all! No pain. No pain. No love. I can't even feel love!”

Data emisji odcinka: 2 grudnia 1960
Gdzie obejrzeć: Hulu (tylko na terenie USA)

Ocena odcinka: 1/10

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane