Artykuły

Nieco bardziej wnikliwym widzom z pewnością nie umknął fakt, że motyw lustra jako istotnego elementu narracji oraz środka stylistycznego, mającego pogłębić rys psychologiczny postaci, był wykorzystywany nader często w odcinkach pierwszej serii „The Twilight Zone”. W pilotażowym odcinku serialu, „Where is Everybody?”, pozbawiona wspomnień postać, grana przez Mike'a Ferrisa, prowadzi jednostronny dialog ze swoim lustrzanym odbiciem. Bohaterowi epizodu „The Purple Testament” dostrzeżona w zwierciadle poświata, okalająca jego twarz, zwiastuje rychłe nadejście śmierci. Opętany gorączką hazardu pan Gibbs z epizodu „The Fever” w zwierciadle dostrzega nadchodzącego morderczego jednorękiego bandytę, a panna Millicent Barnes w lustrze wiszącym w damskiej toalecie widzi swojego złowrogiego doppelgängera, w epizodzie zatytułowanym – nomen-omen – „Mirror Image”. To tylko kilka bardziej jaskrawych przypadków, albowiem motyw lustra, mający większy lub mniejszy wpływ na opowiadaną historię bądź rozwój postaci, pojawiał się w większości epizodów pierwszej serii „The Twilight Zone”. Jakkolwiek w żadnym z poprzedzających „Nervous Man in a Four Dollar Room” odcinków serialu, lustro – a raczej lustrzane odbicie, które zyskało osobowość – nie pełniło tak istotnej roli, jak w niniejszym epizodzie.

The Twilight Zone, Strefa mroku, sezon 2, odcinek 3, recenzja
Oto Pan Jackie Rhoades, lat 34. Gdy większość ludzi na świecie pozostawia trwały ślad swej ziemskiej egzystencji, po nim zostanie jedynie niewyraźna bruzda. Brudna i bezbarwna smuga, dokumentująca jego marny byt pośród lepszych od niego istot. Już niebawem będziecie świadkami niesamowitej, śmiertelnej potyczki człowieka z... samym sobą. Za moment pan Jackie Rhoades, który dotąd unikał potyczek, stanie do walki z nadzwyczajnym przeciwnikiem. Tu, w hotelowym pokoju znajdującym się na peryferiach... strefy mroku

Jackie Rhoades (Joe Mantell), parający się wykonywaniem drobnych „przysług” dla niejakiego George'a (William D. Gordon), odstręczającego typa wyżej postawionego w bandyckiej hierarchii, jest oślizgłym, miałkim indywiduum. Poznajemy go w momencie, kiedy w trakcie jednej z wielu nocy spędzonych w podłym, zapuszczonym hoteliku, czeka na kolejne zlecenie od swojego pracodawcy. Jackie jest typem, któremu nie podalibyście ręki bez uczucia obrzydzenia. Mały, łasicowaty, fałszywie przymilny i wiecznie spocony gość, którego umysł jest równie podły jak miejsce, w którym się znalazł. Okazuje się jednak, że ten pozbawiony kręgosłupa moralnego człowiek nie jest w stanie posunąć się – być może tylko ze strachu przed byciem złapanym? – do zabójstwa człowieka. Albowiem kiedy jego zleceniodawca nakazuje mu zamordowanie ociągającego się z płaceniem haraczu starszego właściciela sklepiku, coś w umyśle Rhoadesa pęka.

Objawem tego wewnętrznego rozłamu jest manifestujący się w zwierciadle sobowtór Jackiego, który wydaje się być jego całkowitym przeciwieństwem. Pewny siebie, rozważny i powołujący się na dobre cechy – które Rhoades najwyraźniej posiada, ukryte gdzieś w głębi jego, wydawałoby się, doszczętnie podłej natury – „dobry bliźniak” próbuje odwieść prawdziwego Jackiego od popełnienia czynu, który ostatecznie przekreśli jakąkolwiek możliwość powrotu na właściwą drogę. Jackie kłóci się ze swoim sobowtórem, twierdząc, że jest już za późno na poprawę, że wszystkie mosty, które łączyły go z innym, lepszym i prawym życiem, dawno już zostały spalone. Postać z lustra przywołuje jednak przypadki z przeszłości, które pokazują, że efekty ongiś popełnionych decyzji nie przekreślają całkowicie możliwości zmiany na lepsze.

Rhoades stoi przed niełatwym wyborem – poddać się woli George'a, czy pozwolić przejąć ster dobrej części swojej natury pod postacią lustrzanej zjawy? Niemal do samego końca nie jest wiadomo, która część osobowości Jackiego przeważy i kiedy – po efektownej serii ujęć lustra, w którym widzimy zbliżającego się do jego tafli sobowtóra – następuje przeskok czasowy, po którym ponownie do pokoju zachodzi wkurzony George, nie mamy pewności, czy skrywający twarz w dłoniach Jackie to ów pewny siebie, porządny gość z drugiej strony zwierciadła, czy kompletnie załamany Rhoades, którego poznaliśmy na samym początku. Jednak gdy Jackie odkrywa twarz, zanim jeszcze wypowie pierwsze słowa, staje się oczywistym, kogo mamy przed oczami. Kilkoma ciętymi słowami i szybką serią ciosów nowy Jackie rozprawia się z przerażonym Georgem, odsyłając go do wszystkich diabłów. I chociaż wiemy, że to dopiero początek nowego, trudnego rozdziału w życiu Rhoadesa, to nie mamy wątpliwości, że ten jest w stanie stawić czoło kolejnym wyzwaniom. Ostateczny rozrachunek z przeszłością następuje, gdy w odbiciu lustrzanym widzimy „starego” Jackiego, który pyta: „Co dalej?”. „Najpierw przestań obgryzać paznokcie” – radzi mu nowy Jackie, a raczej John Rhoades, pewnym krokiem opuszczając – tym razem na dobre – zapyziały hotelowy pokój. 

The Twilight Zone, Strefa mroku, sezon 2, odcinek 3, recenzja
„Tonight I'm going to let you be a man. I'm going to let you show some muscle for a change. No shakedowns, no deliveries to a fence – nothing little, Jackie. Not tonight. Tonight, Jackie, you're getting up in the world”

Wraz z „Nervous Man in a Four Dollar Room”, „The Twilight Zone” ponownie wzbija się na wyżyny, prezentując solidny epizod, w którym wszystko zostało dopięte na ostatni guzik. Fenomenalna, podwójna rola Mantella, niesamowite i wykraczające poza swój czas zabiegi realizacyjne, znakomita ścieżka dźwiękowa – odmienna dla każdego z wcieleń Rhoadesa – i przede wszystkim scenariusz, w którym wywrócono archetypowy motyw sobowtóra, zajmującego miejsce swego oryginału – tym razem dobro zwycięża, a lustrzany „bliźniak” miast rujnować życie bohatera, pomaga mu przezwyciężyć słabości i lęki. Co prawda jeśli przyjmować w sposób dosłowny to, co się dzieje na ekranie, przejęcie inicjatywy przez sobowtóra – nawet jeśli działa on z dobrych pobudek i w słusznej sprawie – nadal pozostaje kwestią podlegającą dyskusji. Jakkolwiek, rozpatrując wydarzenia pod kątem alegorycznym, wydźwięk całości jest jak najbardziej do przyjęcia i finał nastraja wyjątkowo pozytywnie. Możemy bowiem odrzucić całą nadnaturalną otoczkę oglądanych wydarzeń i przyjąć to, co widzimy, jako efekt załamania nerwowego i swoistego przełomu w życiu Rhoadesa, który w efekcie prowadzi do tak radykalnej zmiany. Czy jest to możliwe, patrząc z psychologicznego punktu widzenia? Nie mam zielonego pojęcia, jakkolwiek osobiście przychylam się do tego typu interpretacji. Notabene, bardzo podoba mi się zestawienie plugawego, brudnego umysłu Jackiego z tym niechlujnym, zapuszczonym pokojem –porównanie obu wnętrz (umysłu i pomieszczenia) oraz ostateczne ich porzucenie w finale wydaje mi się jedną z najtrafniejszych wykładni tego epizodu.

O bezbłędnej, dwojakiej roli Mantella już wspomniałem. Dodam tylko, że nieczęsto dane mi było oglądać na ekranie jednego artystę w dwóch tak odmiennych, a jednocześnie – dzięki talentowi aktorskiemu –wiarygodnych rolach. Zarówno pewny siebie, twardy i porządny – nazwijmy go – John, jak i śliski, podły Jackie, w jego wykonaniu są postaciami na równych prawach, w trakcie obserwowania których nie sposób nie odnieść wrażenia, że widzi się kompletnie różnych, choć wyglądających tak samo bohaterów. Warto w tym momencie powiedzieć, że za uwiarygodnieniem słownych utarczek pomiędzy Jackiem a jego sobowtórem stał nie tylko aktorski kunszt Mantella, ale również nietypowe, jak na owe czasy, rozwiązanie techniczne, zastosowane przez reżysera, Douglasa Heyesa. Stwierdził on, że tani i często wykorzystany w tym okresie – w filmach wymagających „podwójnej” obecności tego samego odtwórcy w jednej scenie – montaż przy użyciu podzielonego ekranu, w znacznym stopniu ograniczać będzie ekspresję aktora. Dlatego, w trakcie kręcenia „Nervous Man in a Four Dollar Room”, postanowił podążyć wymagającą dużo większej pracy drogą.

Wszystkie linie dialogowe wypowiadane przez sobowtóra z lustra zostały nagrane wcześniej przy współudziale innego aktora, Briana Huttona, którego kwestie – przypadające finalnie prawdziwemu Jackiemu – następnie wymazano z taśmy. Podczas kolejnej sesji nagraniowej nakręcono właściwe ujęcia, wpisując odwrócony obraz z wcześniej nagranych taśm w ramy lustra. Dzięki temu uzyskano naprawdę imponujący, wiarygodny efekt, a konwersujący praktycznie z samym sobą, Joe Mantell mógł zachowywać się dużo bardziej swobodnie, utrzymując „kontakt wzrokowy” z Johnnym (choć nie udało się w tym względzie uniknąć wyraźnych opóźnień w reakcji, występujących po obu stronach lustra) i w bardziej naturalny sposób reagować na słowa i zachowanie swojego sobowtóra. Innym świetnym pomysłem Heyesa – i bardzo nietypowym wówczas zabiegiem – było robiące spore wrażenie ujęcie „z lotu ptaka”, obejmujące cały hotelowy pokój, zwłaszcza w scenie początkowej, gdy pojawia się w niej Rod Serling, deklamując tradycyjne wprowadzenie do odcinka.

W słuchowisku radiowym z 2002, zastępujący Joego Mantella Adam Baldwin w nieco inny sposób interpretuje postać Rhoadesa, sprawiając, że nadal go nie lubimy, choć z nieco innych pobudek. Rys psychologiczny, przypisany do złej części natury Jackiego, jest tu nieco głębszy – Rhoades Baldwina jest typem, który jest uległy względem swoich przełożonych, natomiast – co zaznaczone zostaje wyraźnie w pierwszych chwilach nagrania, podczas rozmowy z obsługą hotelu – wobec osób postawionych niżej, według jego mniemania, w życiowej hierarchii, zachowuje się w sposób arogancki i bezczelny. Baldwin daje ponadto popis wysokiej gry aktorskiej w scenach, kiedy – ograniczony tylko do operacji emisją głosu – perfekcyjnie odtwarza dwie różne postaci, tak że bez trudu można odróżnić obie wersje Jackiego i nie sposób nie odnieść wrażenia, że mamy do czynienia z dwoma różnymi aktorami.

„Nervous Man in a Four Dollar Room” bez wątpienia zaliczyć należy do kanonu klasyków „The Twilight Zone”, robiących ogromne wrażenie, nawet po tak wielu latach. Znakomity scenariusz Roda Serlinga, pomysłowa reżyseria Douglasa Heyesa i znakomita rola Joego Mantella, sprawiają, że jest to jedna z tych „strefowych” pozycji, do której będę wracał jeszcze niejednokrotnie.

The Twilight Zone, Strefa mroku, sezon 2, odcinek 3, recenzja
„I want you to let me out. I want a chance to live. I want to live with all the guts and goodness you left behind. I want to live the dreams you dreamed and never had the guts to live”

Data emisji odcinka: 14 października 1960
Gdzie obejrzeć: Hulu (tylko na terenie USA)

Ocena odcinka: 10/10

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane