Artykuły

Ostatni odcinek drugiej serii wywołał lawinę kontrowersji. Niektórzy przedstawiciele opinii publicznej – prawdopodobnie po raz pierwszy od czasu rozpoczęcia emisji „The Twilight Zone” – nie szczędzili mu negatywnej krytyki, jednoznacznie interpretując przedstawienie bezwzględnej dyktatury w „The Obsolete Man” jako antyrządową prowokację, za którą z całą pewnością stały wpływy sowieckiej agentury. W listach i komentarzach w prasie bezpośrednio atakowano Serlinga, nazywając go wprost „komunistą”, a sam odcinek „propagandowym śmieciem”. Intencje twórcy „The Twilight Zone” były jednak dużo mniej skomplikowane.

„The Obsolete Man” jest bardzo czytelną i mocno dydaktyczną opowieścią, której jasny przekaz nie powinien budzić wieloznacznych eksplikacji. Sam Rod Serling, postawiony pod pręgieżem, tymi słowami bronił niniejszego epizodu: 

Przesłanie płynące z „The Obsolete Man” jest nad wyraz klarowne. Po prostu nie można pokonać prawdy poprzez zniszczenie słowa pisanego. Nie da się odebrać godności człowieka, zabijając go. Nie można zaprzeczyć istnieniu Boga byle edyktem. Natomiast każda dyktatura, prędzej lub póżniej, musi upaść, ponieważ zawsze istnieć będą myślący ludzie, których odwaga rzuci rząd dyktatu na kolana. 

Ni mniej, ni więcej – prawda płynąca z tego odcinka jest uniwersalna i przejrzysta, być może nawet zbyt przejrzysta. „The Obsolete Man” to bodajże najbardziej czytelny przykład moralizatorstwa, na które wcześniej Rod Serling nie mógł sobie pozwolić. Sukces pierwszego sezonu i wzrastająca popularność serialu w trakcie emisji drugiej serii zmieniły wiele rzeczy. Abstrahując od przesłania plynącego z samego epizodu, jest coś symbolicznego w fakcie, że to właśnie „The Obsolete Man” został wybrany jako odcinek wieńczący drugi rok emisji „The Twilight Zone”. Zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę, że sam skrypt zawiera wiele elementów odrzuconego przez CBS scenariusza do – planowanego jako odcinek pilotażowy – „Happy Place”. 

The Twilight Zone, Strefa mroku, sezon 2, odcinek 29, recenzja, The Obsolete Man
„You walk into this room at your own risk, because it leads to the future, not a future that will be but one that might be. This is not a new world, it is simply an extension of what began in the old one. It has patterned itself after every dictator who has ever planted the ripping imprint of a boot on the pages of history… since the beginning of time. It has refinements, technological advancements, and a more sophisticated approach to the destruction of human freedom. But like every one of the super states that preceded it, it has one iron rule: logic is an enemy and truth is a menace. This is Mr. Romney Wordsworth, in his last forty-eight hours on Earth. He’s a citizen of the state but will soon have to be eliminated, because he’s built out of flesh and because he has a mind. Mr. Romney Wordsworth, who will draw his last breath…in the Twilight Zone”

W przyszłości totalitarny rząd, który decyduje o przydatności każdej jednostki, skazuje Romneya Wordswortha (Burgess Meredith) na śmierć. Kiedy edyktem zakazano czytania, a wszystkie książki zostały spalone, Romney będący bibliotekarzem – co w praktyce polega na nielegalnym rozpowszenianiu prozy i poezji – jest jednostką zbędną. Podobnie jak nieprzydatni są ludzie starsi, zniedołężniali i niepełnosprawni, i on przestał być wartościowym elementem nowego systemu. W nowym ładzie nie ma też miejsca dla anachronizmów w postaci literatury i Boga, którego fakt istnienia został oficjalnie zaprzeczony.

Wordsworth broni swego prawa do indywidualności i otwarcie krytykuje politykę rządu, a swoją postawą budzi odrazę u zebranej na jego procesie, zunifikowanej"publiczności. Będący głową państwa Kanclerz (Fritz Weaver, którego pamiętać powinniście z roli protagonisty w znakomitym „Third from the Sun”) odbiera zachowanie i upór Wordwortha niemal jako osobistą obrazę i oznajmia, że ów zostanie stracony w ciągu 48 godzin. Bibliotekarzowi zostaje jedynie wybór co do tego, kiedy i w jaki sposób życzy sobie zostać zabity.

Romney, którego los został już przesądzony, prosi o to, by o metodzie egzekucji wiedzieć mogły tylko dwie osoby  on sam i jego zabójca. Ponadto nalega, by moment jego śmierci był transmitowany na żywo z jego mieszkania, na co Kanclerz ochoczo przystaje, twierdząc że tego rodzaju demonstracja będzie znakomitym przykładem ku przestrodze wszystkich, którym roi się w głowie nieprzestrzeganie obowiązujących norm. Ostatnim życzeniem Wordswortha jest prośba o osobistą audiencję Kanclerza w miejscu zamieszkania Romneya na godzinę przed momentem egzekucji. Przywódca godzi się i na to ustępstwo, pragnąć pokazać obywatelom, że nie lęka się domniemanej pomsty, jakiej mógłby chcieć dokonać zdesperowany skazaniec.

Gdy nastaje wyznaczony czas, Kanclerz odwiedza Wordswortha w jego mieszkaniu, pełniącym jednocześnie rolę celi śmierci. W wypełnionym książkami pokoju dochodzi do ostatniej konfrontacji idei – Romney, zaskakująco spokojny i pogodzony z losem, broniący indywidualności i praw jednostki do samodzielnego decydowania o tym, w co wierzy i czego pragnie, oraz Kanclerz, stawiający na piedestale postaci takie jak Adolf Hitler i Józef Stalin, wzory do naśladowania, którym nie powiodło się to, co udało się uzyskać obecnemu rządowi – po raz ostatni ścierających się w transmitowanej na cały świat debacie.

Wordsworth decyduje się wyznać, jaki rodzaj egzekucji wybrał. Otóż w jego mieszkaniu umieszczona została bomba, która wybuchnie wraz z wybiciem północy. Informacja ta budzi widoczny niepokój w Kanclerzu, który decyduje się czym prędzej opuścić mieszkanie Romneya. Okazuje się jednak, że skazany zamknął wcześniej drzwi i teraz obaj – on i Kanclerz – poddani zostaną prawdziwej próbie charakteru. Wordsworth ostatnie chwile swojej egzystencji spędza na czytaniu Biblii, głośno deklamując Psalm 23: „Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego...”, kiedy Kanclerz z biegiem czasu popada w coraz większą nerwowość aż do momentu, kiedy otwarcie błaga – w imię Boga! – by Romney otworzył drzwi.

Oczywiście zamierzeniem Wordswortha nie jest zwykła zemsta i zabranie Kanclerza do grobu ze sobą –Romney uwalnia przywódcę w ostatniej chwili. Bomba w mieszkaniu eksploduje, kiedy Kanclerz jest już na klatce schodowej. Cały świat zobaczył słabość wodza, który publicznie okrył się hańbą i gdy ów pojawia się w sali, w której sądzony był uprzednio Romney, okazuje się, że jego miejsce zajął nowy Kanclerz. I po raz kolejny zapada wyrok śmierci – tym razem uznany zbędnym zostaje były przywódca, który zhańbił się i publicznie podważył wartości stojące u podstaw obecnej dyktatury. W ostatniej, niezwykle przejmującej i do cna surrealistyczej scenie, publiczność tudzież ława przysięgłych w niemal zwierzęcym odruchu rzuca się na byłego, zdyskredytowanego Kanclerza.

The Twilight Zone, Strefa mroku, sezon 2, odcinek 29, recenzja, The Obsolete Man
„There is no God! The state has proven that there is no Dod! You cannot erase God with an edict! You are obsolete, mr. Wordsworth”

Przyznam szczerze, że należę do tego – niewielkiego, jak się okazuje – grona osób, których „nachalny” dydaktyzm, którym podszyte są pewne epizody „The Twilight Zone”, szczególnie nie razi. W każdym razie nie w takim stopniu, w jakim robią to komediowe zapędy Roda Serlinga. „The Obsolete Man” to odcinek, w którym Serling, jak chyba w żadnym z dotychczas omówionych przeze mnie epizodów, pozwala sobie na przemycenie swoich poglądów na wszystkie te aspekty otaczającej go rzeczywistości, które go do tej pory w sposób pośredni lub bardziej osobisty dotknęły. We wstępie wspomniałem o „Happy Place”, odrzuconym przez politycznie poprawnych oficjeli stacji, niedoszłym epizodzie premierowym „The Twilight Zone”. Okres, w którym wyemitowany został „The Obsolete Man” był momentem, kiedy to Serling mógł dyktować warunki i powrót do pomysłu, którym przełamywał niezliczoną ilość tabu w roku 1959, z pewnością był jego osobistym sukcesem i dawać musiał mu ogromną satysfakcję. Choćby z tej przyczyny jestem w stanie wybaczyć mu moralizatorstwo, które odgrywa ogromną rolę w tym epizodzie, na szczęście – dzięki znakomitym dialogom i genialnej reżyserii Elliota Silversteina – nie wpływając znacząco na niekorzyść w odbiorze tego epizodu.

Elliot Silverstein, reżyser dotychczas głównie teatralny, nie ukrywał wpływów niemieckiego ekspresjonizmu, którego efekty możemy zauważyć w „The Obsolete Man” już od pierwszego momentu, gdy Romney staje u progu sali sądowej, aż po apogeum, w chwili gdy publika w dzikim odruchu rzuca się na upadłego Kanclerza. Poszczególne ujęcia są nad wyraz interesujące, często niedające się porównać z niczym, co widzieliśmy do tej pory w „The Twilight Zone”. Przeważa surowość inscenizacyjna, która w niczym nie kłóci się z resztą elementów, a nawet wpływa korzystnie na przedstawiene odrzucającego abstrakcyjne myślenie, zdominowanego przez utylitarne wartości społeczeństwa.

Ciekawym jest fakt, że ostatnie sceny – choć nadal odważne jak na ówczesne kino i telewizję (zwłaszcza w kontekście tego, jak pojmowano wówczas to medium) – nie do końca wypadły tak, jak planował Silverstein. Montażysta bowiem odmówił wprowadzenia poprawek, jakich życzył sobie reżyser. Producent stanął wówczas po stronie speca od montażu, z którym wpółpracował przy wielu wcześniejszych odcinkach i którego nie chciał zrazić do dalszej współpracy – rzecz wpółcześnie praktycznie nie do pomyślenia. Ciekawym konceptem, który również wypłynął ze strony Silversteina, jest monotonne brzmienie wypowiedzi sekretarza Kanclerza (Josip Elic), które zainspirowane zostało wypranym z emocji głosem Josepha McCarthy’ego, którego używał w trakcie procesów toczących się Stanach Zjednoczonych w dobie makkartyzmu.

„The Obsolete Man” może nie jest odcinkiem wybitnym i pompatyczność przesłania w pewnym stopniu będzie dziś razić niektórych widzów. Jest to jednak epizod cechujący się znakomitymi dialogami – przy okazji dobrze jest zobaczyć Burgessa Mereditha w odmiennej, dramatycznej roli – oraz nakręcony w sposób po prostu wybitny. Jakkolwiek trudno mi go będzie zaliczyć do grona moich ulubionych odcinków drugiego sezonu, to z pewnością stanowi on znakomite zamknięcie drugiej serii „The Twilight Zone”.

The Twilight Zone, Strefa mroku, sezon 2, odcinek 29, recenzja, The Obsolete Man
„No, no, I... I... please, please. I'm not obsolete, no! I want to serve the state.Please, please! No! I want to serve the state. Please, I'm... I'm not obsolete”

Data emisji odcinka: 2 czerwca 1961
Gdzie obejrzeć: Hulu (tylko na terenie USA)

Ocena odcinka: 7/10

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane