Artykuły

Marsjanin jest psem, względnie pies jest Marsjaninem. A właściwie miał nim się okazać. Takie rozwiązanie zagadki oferował pierwszy scenariusz – datowany na 12 pażdziernika 1958 roku – do odcinka zatytułowanego wówczas „The Night of the Big Rain”. W oryginalnym skrypcie pięcioro pasażerów autobusu – któremu zniszczony wskutek obfitych opadów most, uniemożliwił kontynuowanie podróży – zmuszonych jest skorzystać z gościny przydrożnego baru. Kłopot w tym, że w pobliskim bagnie wylądował latający talerz, co nie uszło uwagi młodego konstabla, który podążając tropem przybysza, dotarł do wzmiankowanego wyżej lokalu. Każdy z klientów jest potencjalnym podejrzanym, każdy ma coś do ukrycia i każdy, by udowodnić swoją ziemską proweniencję, zmuszony jest opowiedzieć własną historię...

Wyobraźcie sobie zawód widzów, którzy dopatrując się podejrzanego w każdym z pasażerów i próbując rozwiązać na właśną rękę zagadkę, w finale otrzymują odpowiedź, którą ujawniłem w pierwszym zdaniu niniejszego tekstu. Na szczęście ostateczny scenariusz „Will the Real Martian Please Stand Up?” prezentuje nieco inną wersję tej historii, finał której nikogo nie rozczaruje i z pewnością zaskoczy. Zaskoczy i rozbawi, albowiem w przypadku tego epizodu mamy do czynienia z prawdziwym ewenementem, jeśli chodzi o „The Twilight Zone” i komediowe wycieczki Roda Serlinga – z odcinkiem o zacięciu humorystycznym, który jest autentycznie dobrym, zabawnym i jednocześnie trzymającym w napięciu spektaklem. Tak więc jeśli lubicie literaturę kryminalną w stylu Agathy Christie, a przy tym uważacie „The Thing” Johna Carpentera za jeden z najlepszych filmów science-fiction – będziecie ukontentowani. A ja, przechodząc do opisu fabuły, zastanowię się, czy w poniższym streszczeniu zdradzić zakończenie „Will the Real Martian Please Stand Up?”, czy pozwolić się wam cieszyć się i zostać zaskoczonym finałem, jako stało się to i moim udziałem. 

The Twilight Zone, Strefa mroku, sezon 2, odcinek 28, recenzja
„Wintry February night, the present. Order of events: a phone call from a frightened woman notating the arrival of an unidentified flying object. And the check-out you've just witnessed with two State Troopers verifying the event but with nothing more enlightening to add beyond evidence of some tracks leading across the highway to a diner. You've heard of trying to find a needle in a haystack? Well, stay with us now and you'll be part of an investigating team whose mission is not to find that proverbial needle. No, their task is even harder. They've got to find a Martian in a diner. And in just a moment you'll search with them because you've just landed in the Twilight Zone”

Pewnej mroźnej lutowej nocy w Hook's Landing, gdy sypiący bez ustanku śnieg grubą warstwą pokrył większość dróg, czyniąc je nieprzejezdnymi, Dan Perry (Morgan Jones) i Bill Padgett (John Archer), dwaj miejscowi policjanci, otrzymują nietypowe zgłoszenie, informujące o zaobserwowaniu lądowania tajemniczego obiektu latającego. Po udaniu się na miejsce zdarzenia stwierdzają, iż obiekt wylądował w niewielkiej sadzawce, a ślady wskazują, że jego pasażer udał się w kierunku znajdującej się nieopodal knajpki.

Przed lokalem stoi zaparkowany autobus. Okazuje się, że jego kierowca, niejaki Olmstead (William Kendis) boi się podjąć ryzyko dalszej podróży w tych warunkach, zwłaszcza przed sprawdzeniem, czy most znajdujący się na jego trasie nadaje się do użytku. Policjanci – oprócz rzeczonego kierowcy i właściciela przybytku – znajdują w barze siódemkę pasażerów. Każdy z nich może być szukanym przez nich przybyszem, tym bardziej, że kierowca zarzeka się, że wraz z nim jechało jedynie sześciu podróżnych.

Kiedy Perry i Padgett wyjaśniają cel swojej wizyty, pośród znajdujących się w barze ludzi zaczyna narastać atmosfera nieufności. Już na wstępnym etapie śledztwa policjanci wykluczają dwie pary – do baru wiodły ślady tylko jednej osoby, a poza tym małżonkowie powinni znać się na tyle dobrze, by z miejsca zauważyć ewentualną podmianę. Oczywiście pomiędzy młodymi państwem Prince (Ron Kipling i Jill Ellis) oraz starszym małżeństwem Kramerów (Bill Erwin, Gertrude Flynn) pojawiają się niewielkie, ale szybko zdławione zarzewia nieufności. Również Olmstead, jako prowadzący autokar, jest wykluczony z kręgu podejrzeń. On sam natomiast eliminuje pannę Ethel McConnell (Jean Willes), „zawodową tancerkę”, która – jako jedyna z pasażerów – przykuła jego uwagę od "pierwszego wejrzenia". 

Pozostała zatem dwójka podejrzanych. Na szczycie tej krótkiej listy, z uwagi na wyjątkowo podejrzane zachowanie, dziwny wygląd i graniczący z bełkotem sposób wysławiania się, znajduje się niejaki Avery (Jack Elam). Ów w iście błazeńskim stylu kpi z całej sytuacji – czym, swoją drogą, całkiem udanie rozładowuje napięcie. Drugim z podejrzanych jest stateczny biznesmen Ross (John Hoyt), uskarżający się na to, iż z powodu całego zajścia spóźni się na ważne spotkanie w Bostonie. Tymczasem w barze zaczynają dziać się rzeczy niesamowite – szafa grająca zaczyna odtwarzać muzykę sama z siebie, światła migotają, a apogeum niecodziennych zdarzeń jest dosłowne wystrzelenie znajdujących się na stolikach cukierniczek.

Nagle odzywa się barowy automat telefoniczny. Padgett odbiera telefon i przekazuje obecnym informację, że most został sprawdzony przez fachowca i można nim przejechać bez żadnego zagrożenia. Olmstead nadal ma wątpliwości, ale gdy policjanci oferują eskortowanie autobusu, podejmuje decyzję o kontynuowaniu podróży. Padgett i Perry stwierdziwszy, że nie mają podstaw do zatrzymywania podróżnych pod pretekstem podejrzenia o bycie „potworem”, pozwalają wszystkim opuścić bar.

Jakiś czas później do baru wraca jeden z pasażerów. Właściciel lokalu, Haley (Barney Phillips) jest zaskoczony widokiem mężczyzny i pyta go, dlaczego wrócił i co się stało z autobusem. Przybysz – za pomocą z nagła pojawiającej się trzeciej ręki – zapalając papierosa marki Oasis, stwierdza że wszyscy pasażerowie oraz obaj policjanci zginęli (wskutek zerwania się mostu), albowiem telefon, który odebrał Padgett, nie pochodził od technika, a głos, który słyszał policjant w słuchawce, był skutkiem oddziaływania iluzji, jakiej poddał go siedzący właśnie naprzeciwko Haleya Marsjanin. Mieszkaniec Marsa okazuje się być zwiadowcą, mającym rozeznać się w sytuacji przed planowaną inwazją. Barman, początkowo zafrasowany tą informacją, nagle pogodnieje –okazuje się, że i on skrywa pewną małą tajemnicę, która może pokrzyżować plany marsjańskiej inwazji na Ziemię. I nie, nie jest to bynajmniej czworonóg nieziemskiego pochodzenia…

The Twilight Zone, Strefa mroku, sezon 2, odcinek 28, recenzja
„She's just like a science fiction, that's what she is. A regular Ray Bradbury. Six humans and one monster from outer space you wouldn't happen to have an eye in the back of your head, would you?”

Źródła inspiracji do powstania tego odcinka są oczywiste i w pewnym sensie trącą – ale w najmniejszym stopniu nie rażą – ogranymi schematami. Jeśli sytuacja z odciętą od świata zewnętrznego grupą ludzi, których wzajemne zaufanie zostaje silnie podważone z powodu ukrywającego się pośród nich obcego, wydaje się znajoma, to skojarzenia z filmem „Coś” nie powinny być jedynymi, jakie powinny przyjść wam w tym momencie do głowy. Oczywiście nie można wykluczyć, że Rod Serling znał i mógł czerpać inspirację z powstałego w 1938 roku opowiadania Johna W. Campbella zatytułowanego „Who Goes There?”, które później stało się kanwą zarówno dla filmu Carpentera, jak i klasyka „The Thing From Another World” z 1951 roku w reżyserii Howarda Hawksa. Dla mnie bliższym skojarzeniem jest jednak odcinek „The Monsters Are Due on Maple Street”, który opierał się na podobnym motywie, cechując się przy tym dużo cięższym klimatem i pozostawiając widza z raczej ponurą refleksją.

Chociaż zakończenie „Will the Real Martian Please Stand Up?” trudno nazwać optymistycznym, większa część epizodu dostarcza niesamowitej rozgrywki, głównie za sprawą znakomitych dialogów, podszytych nienachalnym humorem, oraz znakomitej plejady aktorów, z których część mogliśmy poznać już we wcześniejszych odcinkach „The Twilight Zone”. Wziąwszy pod uwagę kwestię, że zbudowanie niezbędnego napięcia nie mogło obyć się bez zróżnicowanych, wyrazistych postaci, do czołowych ról należało dobrać odpowiednio charakterystycznych aktorów. I chociaż są tacy, którzy giną w cieniu wybijających się na pierwszy plan Jacka Elama, Johna Hoyta („The Lateness of the Hour”) czy Barneya Phillipsa („The Purple Testament”, „A Thing About Machines”), to każdy ma swoje zacne pięć minut, a w przypadku grających młode małżeństwo Prince'ów jest to dosłownie pięć minut – dla Rona Kiplinga i Jill Ellis debiut ekranowy w „The Twilight Zone” był jednocześnie jedynym zajerestrowanym występem aktorskim w życiu. Interesujący fakt, zważywszy na to, że „Will the Real Martian Please Stand Up?” bez cienia przesady zaliczyć można do grona kultowych odcinków serialu. Debiut? Jedyna rola... a oboje stali się dzięki niej prawdopodobnie jednymi z najczęśniej oglądanych aktorów w historii.

Jacka Elama celowo zostawiłem sobie na sam koniec. Aktor, który niestety nie zagrał w żadnym innym odcinku, używając współczesnej terminologii „kradnie show”. Jego naturalnie ekscentryczne zachowanie i fizys szaleńca, podkreślone błędnym okiem, którego „dorobił się” w efekcie bójki w dzieciństwie sprawiają, że grana przez niego postać Avery'ego z miejsca staje się głównym podejrzanym. Jakkolwiek by nie było, jego niesamowity występ dostarcza sporo uciechy, a – jak to bywa – błazenada i kąśliwe komentarze wydają się jedynym właściwym sposobem zachowania w tej niecodziennej sytuacji.

„Will the Real Martian Please Stand Up?” to zaprawdę przyjemny, dostarczający ogromnej frajdy odcinek, którego wartość wzrasta przy każdym kolejnym seansie, kiedy znając już zakończenie wyłapuje się pewne niuanse – płynące z zachowania, mimiki i słów bohaterów – które w trakcie drugiego oglądania interpretuje się w zupełnie odmienny sposób. Ponadto potwierdza się to, o czym już niejednokrotnie wspominałem na łamach tej serii – Serlingowi zdecydowanie lepiej wychodziły komedie, kiedy zabierając się za pisanie scenariusza wcale nie miał zamiaru komiedii stworzyć. Znakomity epizod!

The Twilight Zone, Strefa mroku, sezon 2, odcinek 28, recenzja
„Take me to your leader. Take me to your leader!”

Data emisji odcinka: 26 maja 1961
Gdzie obejrzeć: Hulu (tylko na terenie USA)

Ocena odcinka: 9/10

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane