Artykuły

Temat podróży w czasie jest jednym z moich ulubionych motywów w kinie i literaturze science-fiction. Zagadnienie, czy człowiek może przemieszczać się wstecz i naprzód wzdłuż osi czasu i czy istnieje prawdopodobieństwo, by podróżując w przeszłość, można było wpłynąć na zaistniałe ongiś wydarzenia, najwyraźniej pasjonowało też samego Roda Serlinga, który kazus temporalnych wojaży podejmował i – wybiegając nieco myślą w przyszłość „The Twilight Zone” – podejmować będzie wielokrotnie w swoim serialu. „Back There” jest już trzecim – nie licząc „Walking  Distance” i „A Stop at Willoughby”, w których podróż w czasie miała wymiar raczej symboliczny – epizodem koncentrującym się na tym pobudzającym fantazję motywie. W napisanym przez Richarda Mathesona „The Last Flight” udało się skonstruować zgrabną i logiczną pętlę czasową, a w przypadku „Execution” igranie z naturalnym porządkiem rzeczy skończyło się tragicznie dla wynalazcy wehikułu czasu, który sprowadził z przeszłości pozbawionego skrupułów mordercę. „Back There” łączy z „Execution” nie tylko topos podróży w czasie, ale również pojawiający się w obu odcinkach aktor, Russell Johnson. Tym razem to jego postać weźmie na siebie brzemię chrononauty. 

The Twilight Zone, Strefa mroku, sezon 2, odcinek 13, Back There, recenzja
W pewnym eleganckim klubie grupa mężczyzn prowadzi dysputę o czymś tak nieprawdopodobnym, jak podróż w czasie. Jednemu z nich zdarza się cofnąć w przeszłość i dokonać korekty historii oraz – co za tym idzie – kilku zmian w teraźniejszości...

14 kwietnia roku 1961. Waszyngton. W elitarnym klubie dla dżentelmenów toczy się dyskusja na temat tego, czy istnieje możliwość, by po podjęciu udanej podróży w przeszłość, można wpłynąć na wydarzenia, które już zapisały się w historii. Głosy są podzielone, ale Pete Corrigan (Russell Johnson) najbardziej dosadnie wyraża sprzeciw, jakoby taka ewentualność mogła zaistnieć. Przeszłość dokonała się i nie ma realnej szansy na zmianę tego, co już nastąpiło. Nawet jeśli możliwa jest podróż w czasie, to temporalny wędrowiec może jedynie partycypować w wydarzeniach, ale w żaden sposób nie ma szans na to, by zmienić ich bieg.

Kiedy skonfudowany dyskusją Corrigan opuszcza towarzystwo i wychodzi z „Potomac Club”, niechcący potrąca kelnera, Williama (Bartlett Robinson), który wylewa nań nieco herbaty (krótka wymiana zdań pomiędzy panami jest ewidentym tropem podrzuconym widzowi – zostanie on wykorzystany w finale epizodu). Po opuszczeniu klubu, Corrigan nagle zaczyna odczuwać niepokojące zawroty głowy. Jak się okazuje, są to skutki uboczne tego, że Pete – z bliżej nieokreślonej przyczyny – przenosi się w czasie do dnia, który wszyscy Amerykanie pamiętają nawet po przebudzeniu o drugiej w nocy. 

14 kwietnia roku 1865 to dzień – a właściwie następująca po nim noc – w którym John Wilkes Booth dokonał udanego zamachu na prezydenta Abrahama Lincolna. Corrigan szybko zdaje sobie sprawę, że znalazł się w tym konkretnym miejscu i czasie nie bez przyczyny – musi zrobić wszystko, aby zapobiec temu wydarzeniu. Nie tracąc czasu, udaje się do Teatru Forda, by ostrzec prezydenta, który udał się tam na wieczorny spektakl angielskiej farsy „Our American Cousin”. Niestety, nikt nie daje wiary jego przestrogom i ostatecznie Corrigan zostaje wzięty za szaleńca i aresztowany. Na posterunku tylko jeden, niższy rangą funkcjonariusz zdaje się brać słowa Pete'a nieco bardziej poważnie. 

Do aresztu przybywa mężczyzna, podający się za niejakiego Jonathana Wellingtona (John Lasell), psychiatrę, dla którego Corrigan jest podobno ciekawym przypadkiem osoby cierpiącej na demencję. Wellington przekonuje sierżanta policji, że przekazanie pod jego opiekę będzie najlepszym rozwiązaniem dla „szaleńca”. Udawszy się do apartamentu Wellingtona, Corrigan nie zaprzestaje w próbach przekonania doktora, iż życie Lincolna jest w niebezpieczeństwie. Niestety, okazuje się, że „życzliwy opiekun” zatruł drinka zaoferowanego Pete'owi i podróżnik w czasie traci przytomność.

Kiedy się budzi i próbuje wydostać z pokoju, okazuje się, że jest już za późno. Z ulicy dobiegają pełne grozy głosy: „prezydent Lincoln został zamordowany!”. Corrigan na znalezionej w pokoju chusteczce odkrywa wyhaftowane incjały JWB. Okazuje się, że jego opiekun to w istocie aktor John Wilkes Booth, który podając się za lekarza, usunął w ten sposób zagrożenie, jakim dla jego „misji” był biegający wokół i ostrzegający przed zamachem Corrigan. Po tej rewelacji Pete – ponownie zrządzeniem bliżej nieokreślonej siły nadprzyrodzonej –wraca do roku 1961. Jego zdanie, iż nie można wpłynąć na przeszłość właśnie zyskało potwierdzenie, ale...

Kiedy wraca do „Potomac Club”, wychodzi na jaw, że o ile nie można dokonać WIELKICH zmian w przeszłości, drobne korekty są jak najbardziej możliwe. Policjant, który uwierzył w słowa Corrigana w przeszłości, był przodkiem poznanego wcześniej kelnera, Williama. Jego antenat, dzięki temu, że – jak się okazuje – również podjął wysiłki, by powstrzymać zamach, szybko zaczął piąć się po szczeblach kariery zawodowej i politycznej, oraz zbił niemały kapitał, który sprawił, że jego potomek, William, w 1961 roku jest szanowanym i bogatym obywatelem i członkiem „Potomac Club”. Tak więc, mimo wszystko, Corrigan dokonał korekty przeszłości.

The Twilight Zone, Strefa mroku, sezon 2, odcinek 13, Back There, recenzja
„What is the date, William? April 14, 1961, right? Well, good night, William”.

Temat powstrzymania zabójstwa prezydenta Lincolna podejmowany był przed emisją „Back There” niejedokrotnie, głównie na antenach słuchowisk radiowych. Ten moment w historii Ameryki był bardzo ciekawym punktem wyjścia do snucia różnego rodzaju spekulacji i pytań „co by było, gdyby?” – czy obecne Stany Zjednoczone wyglądałyby inaczej, gdyby Lincoln przeżył zamach w Teatrze Forda? Wśród twórców science-fiction dominowały bardzo zróżnicowane na ten temat poglądy. Interesujące zdanie w tej kwestii miała dziennikarka, Mignon McLaughlin, której list do Serlinga, z propozycją na scenariusz, mógł mieć istotny wpływ na powstanie „Back There”.

Jej pomysł zakładał, że po nieudanym zamachu Lincoln kompletnie stracił swoją wcześniejszą pogodę ducha, zapał i „pazur” w polityce, co doprowadziło do pasma klęsk, które spadały kolejno na, osłabione wojną secesyjną, Stany Zjednoczone. Pewnego dnia przybywa doń Istota (prawdopodobnie pochodzenia pozaziemskiego), oferująca mu wyjście – cofnie go do wydarzeń z 14 kwietnia 1865 roku, ale tym razem John Wilkes Booth nie sfuszeruje. Lincoln, choć zmęczony życiem i załamany, uznaje takie wyjście za niehonorowe, jakkolwiek Istota przekonuje go, że tylko poświęciwszy się, stanie się inspiracją dla milionów, a jego następca będzie mógł dźwignąć Amerykę z powojennej słabości. Lincoln ostatecznie godzi się na takie rozwiązanie. Nawiasem mówiąc, pewne założenia tej fabuły zdają się pobrzmiewać echem w „Dallas ‘63” Stephena Kinga.

Samo „Back There” wypadło jednak bardzo średnio. Fabuła leniwie meandruje pomiędzy kolejnymi wydarzeniami, które z uwagi na podrzucane wcześniej wskazówki są bardzo łatwe do przewidzenia. W wielu miejsca ekspozycja wręcz razi dobitnością. Tożsamość Jonathana Wellingtona łatwo odgadnąć – John Lasell gra tą postać z taką manierą, że od jej pierwszego pojawienia się na ekranie nie ma najmniejszych wątpliwości, co do jego niecnych zamiarów względem Corrigana. Pete natomiast, w sposób kłócący się z jego chłodną logiką, którą prezentuje na początku opowieści, podejmuje szaleńczą próbę powstrzymania zabójstwa. To już nie pierwszy raz w historii „The Twilight Zone”, kiedy osoba mająca rację brana jest za wariata tylko dlatego, iż... cóż, zachowuje się jak wariat.

Myślę, że scenariuszowi zaszkodziła skala wydarzeń, z jaką mierzy się główny bohater. Zawieszenie niewiary w przypadku wydarzenia tak kluczowego dla historii bywa wyjątkowo skomplikowane, a na przestrzeni niespełna półgodziny trudno – choć nie uważam, że to niemożliwe – opisać alternatywną wersję historii po uratowaniu Lincolna. W związku z czym od samego początku można założyć, że działanie Corrigana spełznie na niczym, a co za tym idzie, mocno cierpi tu dramaturgia, jaką powinna cechować się tego rodzaju opowieść. Można tylko się domyślać, o ileż lepsza byłaby to historia, gdyby podróż w czasie miała dla Pete'a charakter dużo bardziej osobisty.

The Twilight Zone, Strefa mroku, sezon 2, odcinek 13, Back There, recenzja
„I was just telling the boys here, Corrigan, my great-grandfather was on the police force here in Washington the night of Lincoln's assassination. He went all over town trying to warn people that something might happen. How he figured it out, nobody seems to know. It's certainly not recorded anyplace. But there was so much publicity about it that people never forgot him. He became chief of police, then a councilman, did some wheeling and dealing in land, and became a millionaire”.

Data emisji odcinka: 13 stycznia 1961
Gdzie obejrzeć: Hulu (tylko na terenie USA)

Ocena odcinka: 5/10

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane