Artykuły

W „Perchance to Dream” po raz pierwszy dałem się nabrać na kilka trików, które zastosowali twórcy. Jaki inny epizod, niż ten poświęcony przenikaniu się świata jawy i snu, mógł lepiej się nadawać na zabawę z wyobraźnią widza? Oczywiście, w finale prawie wszystkie karty zostają wyłożone na stół, ale zastosowany tuż przed zakończeniem twist jest znakomitą kulminacją tego odcinka.

the twilight zone, strefa mroku, sezon 1, odcinek 9, recenzja, perchance to dream
Sezon 1, odcinek 9 – „Perchance to Dream”

Edward Hall (Richard Conte) odwiedza psychiatrę, z miejsca deklarując swój przypadek jako sprawę beznadziejną. Edward boi się zapaść w sen, ponieważ twierdzi, że za każdym razem, gdy zasypia, bierze udział w kolejnym etapie ciągu wydarzeń, które – jak uważa – mają doprowadzić do jego śmierci. We śnie znajduje się w ponurym (wiem, brzmi to jak oksymoron) parku rozrywki, a jego śladem podąża tyleż piękna, co demoniczna i okrutna istota o imieniu Maya. Hall, z uwagi na problemy z sercem, winien jest unikać silnych wrażeń i dlatego boi się, że kolejne spotkanie z Mayą może skończyć się jego zgonem – zwłaszcza że ta zabiera go na jedną z atrakcji, która może mu dostarczyć wyjątkowo zabójczych wrażeń.

Na początku wspomniałem o zabawie z wyobraźnią widza. Pierwszy element tej gry polega na przedstawieniu wyjątkowo onirycznej wizji parku rozrywki – gra światłem i cieniem, lekkie zamglenie obrazu, a do tego dwuznaczne frazy wyrzucane przez konferansjerów i naganiaczy. W tych sekwencjach otrzymujemy wyraźny sygnał, że o ile Hall wierzy w prawdziwość przedstawianych wydarzeń, to potencjalne ryzyko jest tylko tworem jego imaginacji. Sposób przedstawienia wydarzeń z parku w znacznym stopniu usypia wyobraźnię widza – i to jest właśnie drugi element, który sprawia, że zakończenie jest małym szokiem.

the twilight zone, strefa mroku, sezon 1, odcinek 9, recenzja, perchance to dream
„The most sensational and electrifying exhibition since Little Egypt!”

„Perchance to Dream” był pierwszym scenariuszem, który nie wyszedł spod ręki Roda Serlinga. Jego autorem był Charles Beaumont; zaadaptował on swoje własne opowiadanie, wcześniej pod tym samym tytułem ukazało się w magazynie „Playboy”. Beaumont był zaskoczony, kiedy Serling zasugerował mu nieograniczanie się przy przerabianiu opowiadania na skrypt – pisarz miał świadomość tego, że to, co przejdzie w magazynie dla panów, trudno będzie przeforsować w ograniczonej wówczas ścisłymi restrykcjami i bezlitośnie cenzurowanej telewizji. Jednak Rod Serling miał wielką siłę przebicia i w zasadzie żaden z oryginalnych i – jak na owe czasy –mogących szokować pomysłów Beaumonta nie został wyrzucony ze scenariusza.

Był jednak pewien koszt. Decyzją cenzora odcinek kwalifikował się do emisji tylko i wyłącznie w późnowieczornym paśmie (po godzinie 22:00). Cenzor argumentował, że wynika to przede wszystkim z powodu „pełnych grozy sekwencji snu”. W prywatnych notkach pomiędzy pracownikami stacji żartowano później, że „rzeczywiście widok przepięknej kobiety dostarczać musi uczucia grozy równego widokom wszelkiej maści potworów, nieumarłych i cieknącej krwi”. Nie udało się jednak przekonać cenzorów do zdjęcia tego ograniczenia.

Piękną kobietą, która tak przeraziła cenzora, była Suzanne Lloyd, która krótko przed wystąpieniem w „The Twilight Zone” porzuciła naukę baletu, by poświęcić się karierze aktorskiej. Zmysł taneczny odegrał niebagatelne znaczenie w przypadku jej roli w „Perchance to Dream” – scena tańca egzotycznego jest jednym z najbardziej urzekających momentów w tym odcinku. Suzanne Lloyd dobrze wspominała współpracę z ekipą Roda Serlinga. Nigdy wcześniej nie spotkała tak szczerze oddanych sztuce ludzi, którzy zebrani razem rozumieli się niemal bez słów, a ich współpraca działała jak sprawnie naoliwiona maszyna.

„Perchance to Dream” jest fenomenalnym od strony wizualnej i aktorskiej oraz zaskakującym fabularnie odcinkiem. O ponownie znakomitych dialogach (szczególnie w pierwszym akcie filmu) nie będę się rozpisywał, bo to truizm. Oczywiście „znawcy” będą marudzić, że twist wcale nie taki zaskakujący, zwłaszcza jeśli ma się za sobą dziesiątki filmów epigonów, wykorzystujących pomysły z „The Twilight Zone” (ekhm: „Inception”). Jakkolwiek, nawet w oderwaniu od zwrotu w finale, jest to dzieło kompletne i fascynujące.

the twilight zone, strefa mroku, sezon 1, odcinek 9, recenzja, perchance to dream
„Jump, Edward, jump!”

Data emisji: 29 listopada 1959
Gdzie obejrzeć: Hulu (tylko na terenie USA)

Ocena odcinka: 7/10

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane