Artykuły

Po niewielkim potknięciu, za jakie uznać można komediowy odcinek „Mr. Bevis”, serial wrócił na właściwą ścieżkę, oferując epizod wpisujący się w ścisłą czołówkę pierwszego sezonu „The Twilight Zone”. Tym razem wszystko zagrało bez zarzutu: dobór obsady oraz świetna gra aktorska – zarówno pierwszego, jak i drugiego planu (przezabawny James Millhollin jako kierownik działu reklamacji), znakomita reżyseria i interesująca fabuła. Jak się okazało, sama historia nie była zbyt oryginalna.

Twórca „The Twilight Zone” został nawet nazwany plagiatorem przez pisarza i scenarzystę Franka Grubera, który – mimo iż obie historie, oprócz wątku „nieistniejącego” piętra w domu towarowym, kompletnie się od siebie różniły – okazał się głuchy na argumenty potwierdzające, że motyw takowy pojawia się w co najmniej ośmiu utworach innych pisarzy (plus motyw ożywających manekinów w kilku kolejnych). Pisarz nie ustąpił, aczkolwiek sugerowanego przez Serlinga wystąpienia na drogę sądową nie przedsięwziął. Jakkolwiek by nie było, dwadzieścia minut dopiętego na ostatni guzik spektaklu uznawane jest ostatecznie za jeden z najbardziej kultowych i wpływowych odcinków serialu – do tego stopnia, że jako jeden z niewielu oryginalnych epizodów doczekał się remake'u  w nowym „The Twilight Zone” z roku 1985.

The Twilight Zone, Strefa mroku, sezon 1, odcinek 34, recenzja, The After Hours
Sezon 1, odcinek 34 – „The After Hours”

Marsha White (Anne Francis) odwiedza dom towarowy w celu nabycia błyskotki dla swojej matki. Przemierzając kolejne stoiska, nigdzie nie może wypatrzyć reklamowanego w prasie złotego naparstka. Zmierzając na kolejne piętro pawilonu, wsiada do – o dziwo nieobleganej przez tłumek czekających, jak w przypadku urządzenia sąsiadującego – pustej windy. Zapytany o to, gdzie można znaleźć poszukiwany naparstek, windziarz udziela odpowiedzi, że na dziewiątym piętrze – przy czym widzimy, że budynek ma jedynie osiem pięter. 

Marsha trafia na opustoszałą kondygnację, pełnej pustych gablot, szafek i witryn. Kobieta z obsługi jakimś cudem zna imię i nazwisko dziewczyny, a jedynym towarem, jaki można nabyć na tym piętrze, okazuje się pożądany przez Marshę naparstek. Lekko zdziwiona i przestraszona kobieta szybko płaci obcesowo się zachowującej ekspedientce i wraca do windy, gdzie zauważa, że zakupiony przedmiot jest zarysowany. Dziwnie zachowujący się windziarz zdaje się być głuchy na narzekania kobiety. Ostatecznie jednak stwierdza, że powinna zgłosić problem do działu reklamacji i wysadza ją na stosownym piętrze.

The Twilight Zone, Strefa mroku, sezon 1, odcinek 34, recenzja, The After Hours
„Somebody? Please, I'm locked in here. Anyone? I need some help!”

Oczywiście ani kierownik działu reklamacji, ani zarządca domu towarowego nie chcą jej uwierzyć, że nabyła ten przedmiot na nieistniejącym piętrze, czym potęgują tylko nerwowość panny White. W końcu, by ochłonęła, pozwalają jej odpocząć na kanapie w pokoju managera. Niestety, zbliża się godzina zamknięcia domu towarowego i w natłoku zajęć wszyscy zapominają o pozostawionej tam, śpiącej Marshy. Dziewczyna budzi się i stwierdza, że jest uwięziona w opustoszałym budynku. Na domiar złego słyszy dziwne głosy wołające ją po imieniu i dopominające się o to, by Marsha „coś” sobie przypomniała.

Manekiny ożywają i wraz z dziewczyną wracają na dziewiąte piętro, gdzie spotkana wcześniej ekspedientka pyta Marshę, czy teraz pamięta. Okazuje się, że panna White jest jednym z manekinów, z których każdy ma przywilej opuszczenia sklepu i życia – przez miesiąc – pośród ludzi. Marsha zapomniała o tym i spóźniła się, uniemożliwiając kolejnemu z manekinów skorzystanie z prawa do ludzkiego życia. Dziewczyna przeprasza, usprawiedliwiając się tym, że świat ludzi jest tak piękny, że zupełnie się w nim zatraciła. Kiedy dom towarowy otwiera swoje podwoje następnego poranka, widzimy już Marshę w postaci manekina.

Oglądając „The After Hours” możemy, do pewnego stopnia, domyślić się rozwoju wypadków. Sam tytuł sugeruje, że prawdziwy finał tej historii rozegra się po zamknięciu sklepu. Jakkolwiek, przyznam szczerze, że kwestia tego, iż Marsha ostatecznie okazuje się jednym z manekinów, mocno mnie zaskoczyła. Ciekawym znajduję sposób interpretacji postaci Marshy przez Anne Francis. Bohaterka od samego początku irytowała mnie swoim nieco napastliwym tonem, jakim zwracała się do innych postaci, jak również nerwowym zachowaniem. Dopiero po ujawnieniu faktu, że Marsha to manekin, zauważyłem, jak znakomicie jej „ludzka” część roli współgra w zestawieniu z finałem. Ruchy dziewczyny są gwałtowne, często mechaniczne, a ekspresja ograniczona, oszczędna. Zachodzi wyraźna korelacja z koncepcją ożywionego manekina – ludzkiego, ale w jakiś sposób obcego. Obok Inger Stevens z odcinka „The Hitch-Hiker”, kreacja Anne Francis jest niewątpliwie najlepszą rolą kobiecą w pierwszym sezonie „The Twilight Zone”.

Oczywiście nie sposób nie pochwalić wysokiego poziomu realizacji odcinka. Poza perfekcyjnie wykonanymi twarzami manekinów, odwzorowujących trójkę głównej obsady, wyróżnić trzeba niepospolite ujęcia i pracę kamery, potęgujące atmosferę opuszczenia i grozy sytuacji, w jakiej znalazła się Marsha White. Jedno z ujęć, gdy Marsha wzywa pomocy zza szyby i widzimy zniekształcony zarys jej twarzy – a jej oblicze wydaje się być bardziej nieludzkie, niż w momencie, gdy pod koniec widzimy ją pod postacią drewnianej figury – jest jednym z tych momentów „The Twilight Zone”, które zapamiętam na długo (a które może przyśnić się pewnej niespokojnej nocy).

The Twilight Zone, Strefa mroku, sezon 1, odcinek 34, recenzja, The After Hours
„I'm sorry. I forgot. When you're on the outside, everything seems so normal. As if... As if we were like the others. Like the outsiders. Like the real people”.

Data emisji odcinka: 10 czerwca 1960
Gdzie obejrzeć: Hulu (tylko na terenie USA)

Ocena odcinka: 9/10

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane