Artykuły

Droga niejednego z głównych bohaterów odcinków „The Twilight Zone” przecięła się z istotami nadprzyrodzonymi, które były ich przewodnikami w drodze ku innej rzeczywistości. Już w drugim epizodzie pierwszego sezonu przeuroczy Louis Bookman nawiedzony zostaje przez dżentelmena przedstawiającego się jako Pan Śmierć, który przybył przeprowadzić go na „drugą stronę”. Podobnej sytuacji doświadczyła Nan Adams, bohaterka znakomitego odcinka „The Hitch-Hiker”, która powodowana strachem próbowała uniknąć tajemniczego autostopowicza „z piekła rodem”. Jeden ze sług zaświatów przybył nawet, by złożyć fantastyczną ofertę wiecznego życia (w zamian za duszę) Walterowi Bedekerowi w „Escape Clause”.

Cechą znamienną sposobu przedstawiania tych – z natury demonicznych – postaci, jest to, że w najgorszym wypadku można powiedzieć o nich, że są dystyngowane. Nietrudno jednak nie zgodzić się, że przedstawiciele sił wyższych w „The Twilight Zone” to naprawdę całkiem sympatyczni goście. Nawet budzący w widzu pewien niepokój autostopowicz, prześladujący biedną Nan, uroczo się uśmiecha. Jednak żaden z dotychczas poznanych aniołów, demonów i innych „antropomorficznych personifikacji” nie wzbudził tyle sympatii, co niejaki Pip (Sebastian Cabot). Pip, który pojawił się życiu – a raczej w „życiu po życiu” – złodziejaszka i nicponia, Rocky'ego Valentine'a (Larry Blyden). Ubrany w nienagannie biały garnitur przedstawiciel sił wyższych przybywa, by pomóc Rocky'emu w zaadaptowaniu się w nowych warunkach w... N, właśnie, gdzie?

The Twilight Zone, Strefa mroku, sezon 1, odcinek 28, recenzja
Sezon 1, odcinek 28 – „A Nice Place to Visit”

Zanim przyszło się rozstać Rocky'emu z tym nędznym padołem, przestępca nie znał uczciwego życia. Od najmniejszych lat przejawiał szczególne okrucieństwo. W wieku lat sześciu zmaltretował psa na śmierć po tym, jak zwierzę go ugryzło. Jako siedmiolatek kradł zabawki, a osiągnąwszy ósmy rok życia był już przywódcą ulicznego gangu, zwącego się dumnie „Anioły”. Później, jak możecie się domyśleć, było tylko gorzej. Rocky nie przyłożył ręki ani do uczciwej pracy, ani nie zhańbił się myślą o spełnieniu czegokolwiek, co mogłoby uchodzić za dobry uczynek. Tak więc, kiedy po krótkiej utarczce z Pipem (który przybył na miejsce, w którym – po nieudanym włamaniu – ów typ spod ciemnej gwiazdy poległ był śmiercią od kuli wpakowanej w głowę), uświadomił sobie, że nie żyje, Rocky, a wraz z nim widzowie, nie mogli zrozumieć jednego faktu: dlaczego pośmiertnie tak dobrze oprychowi się wiedzie?

Pip zabiera Rocky'ego do bogato urządzonego apartamentu, wyposażonego we wszelkie rodzaje zbytków. Dobre jedzenie, znakomite trunki, drogie ubrania – wszystko to jest na wyciągnięcie ręki złodziejaszka w stanie wiecznego spoczynku. A gdyby tego było mało, Pip oferuje pomoc w realizacji każdej zachcianki pana Valentine’a. Ów oczywiście nie daje się dwa razy prosić. Odwiedza kasyna, w których zawsze wygrywa, a za każdym razem towarzyszy mu świta przepięknych kobiet. I tak, w dobrobycie i szczęściu, toczy się życie pośmiertne parszywca i szelmy, Rocky'ego Valentine'a.

The Twilight Zone, Strefa mroku, sezon 1, odcinek 28, recenzja
„ – All of this, all it's your own private domain. It was made especially for you alone. – Oh, what about them? You mean they're props like in a movie? – In a sense, yes. Everything here is, except of course, you and me”.

Z czasem jednak Rocky zaczyna odczuwać pewien niedosyt. Po cóż mu gra w kasynie, skoro z góry wie, że zawsze wygrywa? I co mu po kobietach, których nie trzeba zdobywać, o których wdzięki nie musi zabiegać, bo wystarczy, że pstryknie palcami? Wyraźnie brakuje mu dawnego życia, posmaku ryzyka i skoku adrenaliny. Pip twierdzi, że bez problemu może zaaranżować jakiś napad na bank. Pozytywne nastawienie do tego pomysłu szybka mija, kiedy Pip pyta Rocky'ego, czy życzy sobie, żeby był to napad udany czy nieudany? Nadchodzi czas refleksji, kiedy Valentine zaczyna się zastanawiać, czy – w świetle popełnionych za życia czynów – aby na pewno trafił we właściwe miejsce, do Nieba. Być może powinien był trafić... do „tego drugiego”? Pip, z szelmowskim śmiechem komentuje: Nie ma mowy o pomyłce, panie Valentine. To jest właśnie to drugie miejsce.

Chociaż „A Nice Place to Visit” nie wychodzi poza ramy historyjki z morałem, ogląda się ten odcinek zaskakująco przyjemnie. Konsekwentna podbudowa pod finałowy twist sprawia, że mniej podejrzliwy widz może z łatwością dać się nabrać co do tego, w jakim miejscu naprawdę znalazł się Rocky. Wszystko dookoła lśni przepychem, a wysłannik piekieł to jowialny, przeuroczy dżentelmen odziany w nieskazitelnie biały garnitur. Czy tak zilustrowane zaświaty mogą być czym innym niż Niebem? Czy bohater, którego każde życzenie spełnia się w mgnieniu oka, jest gościem pokutującym w mękach wiecznego potępienia? Przyznać trzeba, że pomysł na zaskoczenie widza realizowany jest tu całkiem zręcznie.

Jednak powodem, z którego – mimo pewnej prostoty wymowy – bardzo polubiłem ten epizod, jest znakomicie zagrany duet pierwszoplanowych postaci. Pełen wdzięku i ciepła, pokazujący pazur w finale Pip, który zdaje się w niewinny sposób operować półsłówkami i niedomówieniami, a czasem sformułowaniami mocno dwuznacznymi, których Rocky nie wyłapuje, a widz i owszem. Sam Valentine to wulkan energii. Mimo bandyckiej kartoteki nie sposób nie polubić jego pełnych cynizmu, często złośliwych i grubiańskich tekstów i prostackiego, sowizdrzalskiego zachowania. Obaj panowie spisali się na piątkę w swoich rolach, a ich postaci z miejsca znalazły się kanonie moich ulubionych bohaterów „The Twilight Zone”.

Z uwagi na charakter postaci Rocky'ego, Rod Serling po raz kolejny musiał borykać się z cenzorskimi uwagami szych ze stacji CBS. Większość mocno dwuznacznych tekstów Rocky'ego udało się „przepchnąć” (określenie „pinda” w stosunku do jednej z, hm, pań, pozostało w oryginalnej formie, zamiast sugerowanego „laleczka”), lecz niektóre musiały zostać poddane subtelnym zmianom (w zdaniu nadającym podwójny kontekst słowu „ball”, zamieniono je na „party”). Również ekspresja Rocky'ego musiała zostać utemperowana – w pierwotnej wersji scenariusza zamiast markować chęć klepnięcia jednej z panienek w pupę (jak to ma miejsce w wyemitowanym odcinku), ręka Valentine’a bez pardonu uderzała w damski pośladek. Jednak najzabawniejszym przypadkiem ingerencji cenzury w ten epizod jest wymuszenie wielokrotnego powtarzania kwestii przez jedną z aktorek. Dziewczyna pytająca Rocky'ego „czy jest coś jeszcze, co mogę dla ciebie zrobić?” musiała brzmieć słodko, ale nie tak namiętnie, by zadane pytanie mogło w jakikolwiek sposób sugerować, że to, co „mogłaby zrobić” może mieć coś wspólnego z seksem. Czy w końcu udało się zadać to pytanie tak, by było dostatecznie aseksualne? Oceńcie sami…

The Twilight Zone, Strefa mroku, sezon 1, odcinek 28, recenzja
„Is there anything else I can do for you?”

Data emisji odcinka: 15 kwietnia 1960
Gdzie obejrzeć: Hulu (tylko na terenie USA)

Ocena odcinka: 8/10

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane