Artykuły

Trudno powiedzieć, czemu akurat ta historia, wymyślona i spisana przez Paula W. Fairmana, przypadła Serlingowi tak bardzo do gustu, że gotów był zapłacić „każdą cenę” za prawa do jej adaptacji. Wysokość kwoty zapłaconej za możliwość zekranizowania „Brothers Beyond The Void” sprawiła, że ten dość przeciętny pod względem fabularnym i całkowicie podporządkowany tezie odcinek był najdroższym (drugie miejsce przypadło „The Hitch-Hiker”, nad którym wcześniej rozpływałem się w zachwytach) epizodem pierwszego sezonu „The Twilight Zone” (łączna kwota poniesionych wydatków to 5860,10 dolarów, z czego $2500 to właśnie koszt uzyskania praw do ekranizacji).

The Twilight Zone, Strefa mroku, sezon 1, odcinek 25, recenzja
Sezon 1, odcinek 25 – „People Are Alike All Over”

Dwójka astronautów wybiera się w pierwszą podróż załogową na Marsa. To, co zastaną na miejscu, jest jedną wielką niewiadomą, ale dowodzący wyprawą Mark Marcusson (Paul Comi) jest pełen dobrych przeczuć i wydaje się być niemal pewny, że po przybyciu na Czerwoną Planetę dane im będzie poznać wysoko rozwiniętą, inteligentną cywilizację. Drugi z załogantów, biolog Sam Conrad (Roddy McDowall) jest dużo bardziej sceptycznie nastawiony i jednocześnie przepełniony obawami. Pojazd rozbija się wskutek awarii na powierzchni planety, a ciężko raniony Marcusson wkrótce umiera. Przed śmiercią wciąż próbuje jednak podtrzymać na ducha Conrada, twierdząc, że za tajemnicze odgłosy dochodzące z zewnątrz odpowiadają istoty rozumne. Ludzie tacy jak oni sami. 

The Twilight Zone, Strefa mroku, sezon 1, odcinek 25, recenzja
„As you'll no doubt soon realize, you are speaking our language. (...) Unconscious transference. You'd call it hypnosis of a sort”.

Po odejściu Marcussona, Conrad wciąż powstrzymuje się przed otworzeniem luku. Jednak drzwi otwierają się same, a na zewnątrz rzeczywiście oczekują go ludzie. Ubrani niczym starożytni Grecy czy Rzymianie w krótkie tuniki, postaci są jednak przedstawicielami cywilizacji, daleko bardziej rozwiniętej niż Ziemianie, a do tego wyposażeni są w zdolności telepatyczne. Oferują Conradowi pomoc w naprawieniu statku, a jego tymczasowe schronienie na Marsie urządzają tak, że do złudzenia przypomina ziemskie mieszkanie z epoki, z której przybył astronauta. Kiedy jednak ów decyduje się opuścić swoje marsjańskie lokum, okazuje się, że wszystkie drogi wyjścia są zamknięte. Jedna ze ścian unosi się i wychodzi na jaw, że „dobroduszni” Marsjanie umieścili go w swoistym zoo, gdzie przed jego „klatką” znajduje się tabliczka z opisem „Istota ludzka w swoim naturalnym środowisku”. Conrad ze smutkiem przyznaje rację Marcussonowi – ludzie wszędzie są tacy sami.

Jak widać, najważniejszym aspektem tego odcinka jest udowodnienie założenia, że mentalność istot rozumnych sprowadza się zazwyczaj do wspólnego mianownika, którym według autora jest upodobanie do poddawania się jakże prymitywnym instynktom. Przedstawiciele cywilizacji marsjańskiej – mimo wysoko rozwiniętej kultury (i zabawnego stylu ubierania się) oraz zdolności telepatii – wykazują się wyjątkowo podłym charakterem i skłonnością do dość ordynarnych uciech. A to wszystko dlatego, że w głębi ducha – wbrew postępowi ideologicznemu i naukowemu – są zbyt ludzcy. Koniec, kropka. Poza tą – jakże odkrywczą – konkluzją, „People Are Alike All Over” ma niewiele do zaoferowania pod względem fabularnym i wlecze się niemiłosiernie. Oczywiście, jakość produkcyjna (mimo – ponownie! – recyklingu scenografii z „Forbidden Planet”) i poziom aktorski wciąż pozostają na wysokim poziomie (Susan Oliver wypada niesamowicie „apetycznie” w roli Marsjanki, Teenyi – przypominając nieco w tej roli Yvette Mimieux z adaptacji „The Time Machine” z roku 1960), ale mimo tego jest to jedna z najsłabszych historii tego sezonu. 

The Twilight Zone, Strefa mroku, sezon 1, odcinek 25, recenzja
„You were right, old friend. They are people. Just like us”.

Data emisji odcinka: 25 marca 1960
Gdzie obejrzeć: Hulu (tylko na terenie USA)

Ocena odcinka: 3/10

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane