Artykuły

Serlingowi najwyraźniej spodobało się zaskakiwanie widza – a widzom spodobało się bycie zaskakiwanymi – w związku z czym fabułę kolejnego odcinka po „Third from the Sun” postanowił całkowicie podporządkować podobnemu finałowemu twistowi. Pomysł, podczas wspólnego obiadu, podrzuciła Madeline Champion, żona jednego z przyjaciół Serlinga. Propozycja pani Champion opierała się na prostym a jednocześnie przewrotnym koncepcie: co by było, gdyby wybierający się w przestrzeń kosmiczną astronauci rozbili się gdzieś w odludnym miejscu na kuli ziemskiej, myśląc, że znaleźli się na obcym ciele niebieskim? Punkt wyjściowy do fabuły tak bardzo spodobał się Serlingowi, że z miejsca wypisał czek dla pomysłowej gospodyni domowej. Podobno za 750 dolarów honorarium nabyła nową lodówkę. Efekt końcowy tej jednorazowej współpracy – „I Shot an Arrow into the Air” – okazał się jednak daleki od ideału.

The Twilight Zone, Strefa mroku, sezon 1, odcinek 1, recenzja
Sezon 1, odcinek 15 – „I Shot an Arrow into the Air”

Kompletne zawieszenie niewiary w trakcie seansu „I Shot an Arrow into the Air” jest rzeczą absolutnie niezbędną. Przychodzi to jednak z ogromnym trudem, bowiem skrypt ani trochę nie sili się na uwiarygodnienie tego, co widzimy na ekranie. Ktoś może wysnuć tezę, że w tym odcinku nie chodzi o to, byśmy przejmowali się tym, że – na przykład – astronauci nie dysponowali żadnymi urządzeniami nawigacyjnymi, które pomogłyby im określić ich położenie, ani o to, że na podstawie czasu spędzonego w przestrzeni powinni domyśleć się, że za daleko to oni nie zalecieli. Można dodać, że nie w tym rzecz, że osią konfliktu w grupie jest problem wody, której podobno mają za mało, by przeżyć na tyle długo, by dotrwać ratunku, a którą to wodę trwonią na lewo i prawo, bezmyślnie żłopiąc i rozlewając dookoła…

The Twilight Zone, Strefa mroku, sezon 1, odcinek 15, recenzja
„This is no asteroid. It's an eight ball. And hot, Pearson, hot like nothing you've ever felt before”.

Luk scenariuszowych jest cała masa, ale obrońcy tego epizodu powiedzą: tu chodzi o sportretowanie zachowań ludzkich w krytycznej sytuacji. Ukazanie najgorszych instynktów, które ujawniają się, kiedy trzeba walczyć o przetrwanie. Niestety, nawet takie nastawienie do „I Shot an Arrow into the Air” nie pozwala zaakceptować tego, co dzieje się na ekranie. Bohaterowie zachowują się w sposób irracjonalny i pozbawiony logiki. Dowódca (w tej roli Edward Binns) wielokrotnie udowadnia, że brak mu kompetencji w kierowaniu grupą, a antagonista i sprawca całego zamieszania, Corey (tragiczny Dewey Martin z twarzą zastygłą w permanentnym szczękościsku) nie jest wcale zły czy zdesperowany, ale beznadziejnie głupi.

Element „szokujący” w „I Shot an Arrow into the Air” jest tego samego kalibru, co w przypadku „Third from the Sun”, lecz o ile tam impet wystrzelonego w finale „pocisku” ma ogromną siłę, głównie dzięki skrzętnie budowanemu napięciu, w tym odcinku „zaskakujące” zakończenie jest niczym miłosiernie wyciągnięty z rękawa as po ciągnącej się w nieskończoność, nudnej partii pokera. Podejrzewam, że z „I Shot an Arrow into the Air” po jakimś czasie dobrze będę wspominał świetnie brzmiący tytuł, surowe piękno (wykorzystane po raz wtóry, od czasu „The Lonely”) Parku Krajobrazowego Death Valley i zakończenie, które, kurczę, naprawdę jest dobre. 

The Twilight Zone, Strefa mroku, serial, sezon 1, odcinek 15, recenzja
„You know, Colonel, this is a jungle where only the tough animals survive, and they don't do it according to the rules. You know your trouble, Colonel? You were looking for morality in the wrong place”.

Data emisji odcinka: 15 stycznia 1960
Gdzie obejrzeć: Hulu (tylko na terenie USA)

Ocena odcinka: 3/10

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane