1
Artykuły

Od samego początku odcinka „Judgment Night” sugeruje się widzowi, że beznadziejna tułaczka zagubionego S.S. Queen of Glasgow ma w sobie coś nienaturalnego. Zdająca ciągnąć się w nieskończoność i bez szans na dotarcie do bezpiecznego portu ucieczka przed czającą się we mgle „watahą” niemieckich U-Bootów i uczucie odrealnienia towarzyszące pasażerom, wydają się być koszmarnym, powtarzającym się snem. Główny bohater, Carl Lanser (Nehemiah Persoff) z trudem jest w stanie przypomnieć sobie, kim jest i nie pamięta, w jaki sposób znalazł się na pokładzie statku. Ma też silne przeczucie, że sceny, których jest świadkiem, wydarzyły się wcześniej. Dodatkowo dręczony jest przeświadczeniem, że niebawem nastąpi katastrofa.

the twilight zone, strefa mroku, serial, sezon 1, odcinek 10, judgment night, recenzja
Sezon 1, odcinek 10 – „Judgment Night”

Sugestie odnośnie tego, kim jest Carl Lanser, mimo iż dawkowane stopniowo, bardzo szybko pozwalają się domyślić zarówno tożsamości bohatera, jak i powodu, dla którego znalazł się na pokładzie Queen of Glasgow. Łatwość przewidzenia tego, co się wydarzy, nie jest jednak największym zarzutem, jaki mogę skierować pod adresem tego odcinka. Po raz pierwszy byłem zirytowany stanowczo przeszarżowaną grą aktora prowadzącego. Niemal przez cały odcinek – z pominięciem ostatniego aktu – miałem wrażenie, że Nehemiah Persoff „stara się za bardzo” i postępujące „pomieszanie zmysłów” wypadało w jego interpretacji nazbyt sztucznie i zbyt teatralnie. 

O dziwo, Carl Lanser, którego poznajemy w finale, odegrany jest koncertowo. Bez szarży, bez „przeholowania”. Dzięki temu – w kontekście tytułowego „sądu” – o ile można rozkładać na odcienie szarości moralność ludzi pokroju Lansera, o tyle jego finałowa „inkarnacja” nie pozostawiła we mnie cienia wątpliwości, że człowiek ten na swój los zapracował w każdym aspekcie. Najwyraźniej lepszy z Persoffa „zły Niemiec” niż „obłąkany Niemiec”.

the twilight zone, strefa mroku, serial, sezon 1, odcinek 10, judgment night, recenzja
„I've had it occasionally. Being in a room somewhere and being able to swear that you'd been there before”.

Na marginesie – aktor nie znał języka niemieckiego i wszystkich istotnych kwestii skrupulatnie uczył go na planie jego dubler Freddie, który pochodził z Niemiec. Persoff wspomina, że Freddie solidnie dał mu w kość, wymagając od niego perfekcyjnego wymawiania i ciągłego powtarzania użytej w scenariuszu frazy „Fuer Frei!” („strzelać bez rozkazu!”). W trakcie kręcenia odcinka, w chwili gdy z ust Lansera pada rozkaz, niezadowolony Freddie krzyknął "Cięcie, cięcie!" wprawiając wszystkich – włączając w to reżysera, które jako jedyny miał prawo przerwać nagranie – w osłupienie. Dubler stwierdził, że „żaden kulturalny Niemiec nie wypowiedziałby »Fuer Frei!« w ten sposób”. Odpuścił dopiero, kiedy reżyser osobiście przekonał go, że Lanser prawdopodobnie pochodzi z klasy robotniczej i dlatego może wypowiadać frazę w tak ordynarny sposób.

„Judgment Night” opiera się na koncepcie nienowym, ale jako całość – od strony realizacyjnej, poprzez świetne dialogi, na warstwie wizualnej skończywszy – broni się doskonale i jest jedną z ciekawszych interpretacji „piekła przez powtarzanie” oglądanych przeze mnie w filmie. Przewidywalność zwrotu akcji nie zmienia faktu, że niemal przez cały seans towarzyszyło mi wzbudzające ciarki napięcie. Malutki minus wędruje do głównego aktora za wpadający w przesadę popis w dwóch pierwszych aktach filmu. 

the twilight zone, strefa mroku, serial, sezon 1, odcinek 10, judgment night, recenzja
„Leave the ship! Everybody! They're going to sink us! Don't you hear me? Are you out of your minds all of you? There's a U-Boat here!”

Data emisji odcinka: 4 grudnia 1959
Gdzie obejrzeć: Hulu (tylko na terenie USA)

Ocena odcinka: 6/10

Komentarze

(1)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

  • Dariusz Tomasik
    Dariusz Tomasik
    @777moneymaker

    @TheTwilightArea
    10 odcinek z serii "po co to komu? na co to komu? Przyznam, że nie śledzę tej serii wpisów od początku (moje szczęście - ten mnie zmęczył), ale 10 wpis wypada przeczytać. W końcu skoro już dziesiąty wpis to powinno to być dobre i trzymać poziom, wysoki poziom, generując przy tym setki wyświetleń. O ile rozumiem fenomen Twilight zone, tak nie rozumiem sensu pisania analizy każdego odcinka z osobna - to w jakiś sposób ma zachęcić czytelnika do oglądania? Jakby to trochę skrócić mogłoby bez trudu być obok opisu "M jak Miłość" w Teletygodniu. 10 tekstów pisane w domowym stylu, który powinien lądować głęboko w szufladzie, a nie na portalu. #nooffence W dodatku piszesz o czymś, czego nie można legalnie w Polsce obejrzeć.
    Ale... doceniam zajawkę i upartość :) Widzę, że mocno siedzisz w temacie, kontynuuj, tylko trochę w inny sposób :) pozdrawiam

Powiązane