Artykuły

Jedną z najbardziej kontrowersyjnych decyzji oficjeli z CBS i bezpośredniej przyczyny pierwszego wielkiego konfliktu pomiędzy Rodem Serlingiem a stacją – konfliktu, który omal nie doprowadził do porzucenia przez twórcę swego „dziecka”, a tym samym, prawdopodobnie, zakończenia emisji „The Twilight Zone” po drugim sezonie – było wymuszenie zmniejszenia kosztów produkcji, które uzyskać chciano, przechodząc z dotychczasowej metody rejestracji epizodów na taśmie 35 mm, na nagrywanie ich na – będącą wówczas nowinką techniczną – taśmę wideo. Od 1957 roku włodarze studia CBS rozważali wdrożenie tej metody w większości z produkowanych wówczas seriali i programów telewizyjnych, a nowy sposób filmowania jawił się wielce atrakcyjnym i to nie tylko z powodów finansowych. Możliwość odtworzenia i edycji nagranego materiału zaraz po jego rejestracji była dla większości filmowców niczym spełnienie marzeń. Niestety, nakładało to też na nich rozliczne problemy oraz pozbawiało swobody realizacyjnej, z czego niektórzy woleliby nie rezygnować.

The Twilight Zone, Strefa mroku, serial, twórca, Rod Serling, CBS

Do tego grona zaliczał się właśnie Rod Serling. Tworząc i kompletując scenariusze do drugiego sezonu „The Twilight Zone”, nie mógł się spodziewać, że zmuszony zostanie do tak licznych cięć realizacyjnych. Metoda rejestracji na taśmie wideo ograniczała twórców do operacji na mniej rozbudowanych planach, utrudniała stosowanie bardziej wyrafinowanych ujęć, oferowała znacznie mniejszą precyzję przy ruchu kamery i paradoksalnie zawężała przestrzeń edytorską. Filmowanie zostawało ograniczone do jednego, dwóch setów zdjęciowych zbudowanych w całości w studio, co z góry skreślało możliwość tworzenia bardziej rozbudowanych fabularnie odcinków. Dążenie do perfekcji, jakim cechował się Rod Serling, i pragnienie nadania serialom telewizyjnym jakości, której nie powstydziłyby się filmy kinowe, kolidowało z koniecznością powrotu do metod, które cechowały tworzenie spektakli telewizyjnych. Skok jakościowy – który współcześni technicy porównują przez analogię do przejścia z fonografu na sprzęt hi-fi – zarejestrowanego tą metodą materiału nie był w stanie przekonać Serlinga, jeśłi miało to oznaczać odarcie „The Twilight Zone” z innych, dużo bardziej ważnych dla niego walorów.

Jedną z podstawowych przyczyn tak stanowczych nacisków ze strony decydentów CBS była późna pora emisji serialu. Obawiali się eksperymentować z nową techniką na wcześniej emitowanych programach i seriach, nadawanych w lepszym czasie antenowym i posiadających większą publikę. Program nadawany o dziesiątej wieczór – mimo rosnącej popularności – nie jawił im się również jako rzecz, w którą warto „pompować” największy nakład środków finansowych. Liczby przemawiały. Sześć epizodów, które w drodze kompromisu pomiędzy stacją i Rodem Serlingiem nakręcono tą metodą, miało kosztować 42 tysiące dolarów, co w zestawieniu z wcześniejszym budżetem około 70 tysięcy dolarów na nakręcanie jednego odcinka robić musiało niemałe wrażenie.

The Twilight Zone, Strefa mroku, CBS, Rod Serling, twórca
Kompleks CBS Television City w Los Angeles z lotu ptaka, 1960

Dodatkową przyczyną próby przejścia na wideo-filmowanie, był fakt powstania i rozbudowywania tak zwanego Television City, które od pewnego czasu było jednym z najważniejszych projektów prowadzonych przez CBS. Dzięki możliwości kręcenia programów w jednym miejscu, na zamkniętych planach zdjęciowych i setach zbudowanych w obrębie kompleksu Television City w Los Angeles, miały odpaść koszty produkcji, związane z eksploatacją obiektów należących do M-G-M, z których korzystano przy tworzeniu wcześniejszych odcinków „The Twilight Zone”.

„Odcinki nakręcone na taśmie wideo wyszły strasznie nieefektownie” – przyznawał Jim Sheldon, reżyser dwóch z sześciu nakręconych w tym okresie epizodów („The Whole Truth” i „Long Distance Call”). – „Głównie dlatego, że zwykle byliśmy ograniczeni do niewielkiego studia. »The Whole Truth« powstało w całości na jednym planie przy użyciu trzech czy czterech kamer, a cała opowieść rozgrywała się na parkingu samochodowycm. Do »Long Distance Call« zbudowano zaledwie dwa sety – parter i piętro. Wszystko w jednym studio. Kiedy kręciliśmy w M-G-M, plany zdjęciowe miały prawdziwy rozmach”.

Kiedy sześć odcinków zostało wyprodukowanych, Rod Serling nie ukrywał rozgoryczenia końcowym efektem. Otwarcie mówił o tym, że kreatywność osób zaangażowanych w tworzenie tych epizodów została stłamszona, a same odcinki, w zestawieniu z tymi zarejestrowanymi na filmie, wyglądają tandetnie. Stwierdził nawet, że –znakomity skądinąd – epizod „Night of the Meek” okazał się w tej formie zwykłą abominacją i bliżej mu do zarejestrowanej na długo przed właściwym spektaklem próby scenicznej, niż dopracowanego pod każdym względem odcinka o jakości, do jakiej „The Twilight Zone” zdążyło już przyzwyczaić widzów.

Oczywiście te pełne żalu wypowiedzi złożyć można na karb tego, iż Serling był surowym – może nazbyt surowym? – krytykiem swoich dzieł i zawsze dążył do tego, by „The Twilight Zone” było tak bliska perfekcji, jak to możliwe. Owszem, miał wiele racji i historie takie jak „Night of the Meek”, „Twenty-Two” czy „Long Distance Call” mogłyby sporo zyskać, gdyby kreatywność reżyserów nie była ograniczona aspektami technicznymi, ale to wciąż bardzo dobre odcinki. Natomiast nie ulega wątpliwości, że pogorszenie ogólnej jakości realizacyjnej tych epizodów odbija się serialowi czkawką po dziś dzień. Jak pokazał czas, materiał zarejestrowany na taśmie wideo uległ degradacji w stopniu uniemożliwiającym nadanie materiałowi wyjściowemu takiej jakości, jaką osiągnięto przy remasterowaniu odcinków filmowanych. Możemy tylko dziękować, iż po nakręceniu sześciu epizodów zaniechano dalszych eksperymentów. CBS ustąpiło, a Rod Serling nie porzucił tworzenia „The Twilight Zone”, choć jego zdrowie i nerwy wystawiane były na ciężką próbę jeszcze niejednokrotnie. Tę bitwę jednak szczęśliwie wygrał, choć nie obyło się bez ofiar: „The Lateness of the Hour”, „Static”, „The Whole Truth”, „Night of The Meek”, „Twenty-Two”, „Long Distance Call”.

The Twilight Zone, Strefa mroku, serial, Rod Serling, twórca, CBS
W „The Lateness of the Hour” większość akcji rozgrywa się w jednym pomieszczeniu i filmowana jest przy niewielkiej liczbie statycznych ujęć

 

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane