Artykuły

Dziwna sprawa z tym trzecim sezonem. Oglądając, omawiając i oceniając kolejne epizody, które składały się na tę serię, ani razu nie doświadczyłem iluminacji i zachwytu na poziomie tych, jakich dostarczyły odcinki, które znalazły się na adekwatnych zestawieniach dotyczących subiektywnie najlepszych odcinków minionych dwóch sezonów. W trzecim wyraźnie zabrakło dzieł kalibru „Eye of the Beholder” czy „The Hitch-Hiker”. Jednak gdy zasiadłem do sporządzenia niniejszego zestawienia, okazało się, że paradoksalnie w serii trzeciej znalazło się kilka odcinków, które, bez cienia przesady, uznać można za wybitne. Nie wszystkie z nich można nazwać przełomowymi albo określić takimi, które przekazywałyby i ukazywały coś, czego wcześniej nie było w telewizji, ale nieomal żadnemu z nich nie można odmówić wysokiego – prawdopodobnie przewyższającego pod tym względem obie wcześniejsze serie – poziomu realizacyjnego i obsady aktorskiej dużego formatu.

To przecież w trzecim sezonie pojawiły się epizody, motywy z których wykorzystano później – i to czasem wielokrotnie – w innych (obecnych) klasykach kina. W trzeciej serii doczekaliśmy się również najwybitniejszych odcinków na podstawie scenariuszy George'a Claytona Johnsona. Wreszcie, oceniając ów sezon z perspektywy czasu, jawi mi się on jako najbardziej zróżnicowany tematycznie i często poruszający o wiele bardziej poważne tematy niż zdarzało się do tej pory. W twórczości samego Roda Serlinga wyraźnie widać przeniesienie ośrodka ciężkości w sferę tematów związanych z przemijaniem, starzeniem się – choć to domena większości twórców, których scenariusze doczekały się realizacji w serii trzeciej – i rozrachunku z dotychczasowymi dokonaniami. Z drugiej strony, uginający się pod ciężarem zobowiązań kontraktowych i wyraźnym zmęczeniem „The Twilight Zone”, Serling sięgał (z dość miernym skutkiem) do pomysłów wcześniej odrzucanych. Również takich, które sam uprzednio uznawał za słabsze. Niestety, większość z wyciągniętych z szuflady skryptów okazała się w tej serii sporym niewypałem. Inne mogły razić wtórnością i nazbyt oczywistymi odniesieniami do tego, co w „Strefie mroku” widzieliśmy wcześniej.

Mimo tego, że sporo kandydatów do pięciu najlepszych odcinków trzeciej serii odpadło w przedbiegach, pozostało ich tylu, że wybór nadal pozostawał trudny. Ostatecznym kryterium było dla mnie to, jak wiele emocji wzbudził we mnie dany odcinek. Z bólem serca odrzuciłem epizody (które tym samym wyróźniam) takie jak „Two”, „The Grave”, „Five Characters in Search of an Exit” czy „Little Girl Lost” i kilka innych, świetnych historii. Pozostałe pięć to odcinki, które zrobiły na mnie ogromne wrażenie, czy to z powodu gry aktorskiej , warstwy formalnej, scenariusza czy, po prostu, wybrzmienia historii, jaką opowiadały.

Podobnie jak poprzednim razem z pomocą w tworzeniu listy przybył mój drogi czytelnik, Michał, który prowadzi bloga poświęconego filmom i serialom, jakie na bieżąco ogląda i komentuje. Tradycyjnie już przed stworzeniem swojej listy nie konsultowałem się z nim odnośnie jego typów i – zważywszy na to, jak często się ze sobą nie zgadzaliśmy w przypadku wielu z odcinków z tego sezonu, możliwe, że otrzymacie tym razem rekomendacje dziesięciu różnych epizodów.

A więc do dzieła. Przed wami 5 najlepszych odcinków trzeciej odsłony „The Twilight Zone” (według autora niniejszej serii artykułów).

The Twilight Zone, Strefa mroku, sezon 3, najlepsze odcinki, top
Odcinek ósmy – „It’s a Good Life”

„It’s a Good Life” (odcinek ósmy)

Scenariusz Roda Serlinga na podstawie opowiadania pisarza fantasy, Jerome’a Bixby'ego (znanego chyba najbardziej jako twórca scenariusza do filmu „The Man from Earth”) wprowadził do dziedziny filmu bardzo często wykorzystywany później motyw upiornego dziecka, które silną ręką dzierży władzę nad rzeszą przerażonych do szpiku kości dorosłych. Epizod trzyma w nieustannym napięciu, a groza wzrasta z każdą nową informacją dotyczącą nadnaturalnych zdolności, które posiada mały Anthony Fremont (fenomenalny Billy Mumy). Dziecko będące wcieleniem zła, a do tego dysponujące omnipotencją? Bardzo dobrze znany trop, prawda? Z tym że –pomijając mistrzowską reżyserię tego odcinka i perfekcyjną grę aktorską – „It's a Good Life” ma tę przewagę nad podobnymi tematycznie dziełami, że było... pierwsze. Dodać warto, że epizod ten w roku 2003 doczekał się całkiem przyzwoitego sequela, w którym rolę dorosłego już Tony'ego powtórzył Bill Mumy.

The Twilight Zone, Strefa mroku, sezon 3, najlepsze odcinki, top
Odcinek dziewiąty – „Deaths-head Revisited”

„Deaths-head Revisited” (odcinek dziewiąty)

Trudno uznać ten odcinek za szczególnie zaskakujący, ale nie zawsze w „The Twilight Zone” chodziło o zwykłe zaszokowanie, choć wydaje się, że widzów oglądających „Deaths-head Revisited” w czasie jego pierwszej emsji mógł wprawić w uczucie szoku. A jeśli nie, to z pewnością natchnąć ogromnym smutkiem i skłaniać do refleksji. Epizod ten jest niczym makabryczna wersja „Opowieści wigilijnej”, jednak zamiast pospolitego sknery w centralnej roli znajduje się pozbawiony sumienia morderca, a duchami, które go nawiedzają, są zjawy tych, których bezlitośnie torturował i zabijał w obozie koncentracyjnym, gdzie był naczelnikiem. „Deaths-head Revisited” powstał po to, by pamiętano o okrucieństwie czasów wojny i jej bezbronnych ofiarach. I, nawet po latach, sprawdza się w tej roli perfekcyjnie. Dzięki wybitnej roli Josepha Schildkrauta, wcielającego się w ducha skatowanego na śmierć Alfreda Beckera i w niczym mu nieustępującego Oscara Beregi Jr., odcinek ten pozostawia niezapomniane wrażenie i trwale zapada w pamięć.

The Twilight Zone, Strefa mroku, sezon 3, najlepsze odcinki, top
Odcinek 31. – „The Trade-Ins”

„The Trade-Ins” (odcinek 31.)

Ponownie Joseph Schildkraut i znowu w fenomenalnej roli. Tym razem jest to opowieść o miłości, gotowej przetrwać próbę lat i sprawiającej, że żadne poświęcenie nie jest zbyt wielkie. Para staruszków stojąca przed perspektywą transferu do nowych, pięknych, młodych i zdrowych ciał. Niestety, finanse pozwalają zrobić to tylko jednemu z dwojga. Masa emocji (zwłaszcza w genialnej sekwencji, w której starszy pan toczy pojedynek karciany z mafiosem Farradayem) i wzruszeń. Piękny, liryczny epizod, nabierający głębi dzięki pełnej zaangażowania roli – rozdzieranego wewnętrznie osobistą tragedią – Schildkrauta.

The Twilight Zone, Strefa mroku, sezon 3, najlepsze odcinki, top
Odcinek 16. – „Nothing in the Dark”

„Nothing in the Dark” (odcinek 16.)

Prawdopodobnie najlepszy z odcinków, scenariusz którego wyszedł spod ręki George'a Claytona Johnsona. Motyw człowieka zmagającego się z lękiem przed śmiercią i próbującego uniknąć jej, zamykając się na cztery spusty i rezygnując z uroków normalnego życia, był już dość mocno rozpowszechniony, kiedy Johnson pisał swój scenariusz. A jednak jest coś unikatowego w „Nothing in the Dark”, co sprawia, że ma się wrażenie, iż obcuje się z jednym z najpiękniejszych ujęć tej opowieści. Perfekcyjna rola aktorki weteranki, rozpoczynającej swą karierę jeszcze w okresie kina niemego, Gladys Cooper i nieco mniej udana stojącego u progu sławy Roberta Redforda. Jakkolwiek chemia pomiędzy tą parą wypada niezwykle naturalnie, a piękne dialogi i jeden z najbardziej subtelnie wprowadzonych twistów finałowych sprawiają, że wszystko składa się na niezapomniany i  zasłużenie otoczony kultem odcinek „The Twilight Zone”.

The Twilight Zone, Strefa mroku, sezon 3, najlepsze odcinki, top
Odcinek 37. – „The Changing of the Guard”

„The Changing of the Guard” (odcinek 37.)

Odchodzący na emeryturę nauczyciel dostrzega bezsens lat spędzonych na próbie uwrażliwienia młodych ludzi na poezję. Ona sama wydaje się, że była zbędna w życiach tych, którzy opuścili już mury szkoły i ziemski padół. A jednak, jak się dowiaduje pewnej wigilijnej nocy profesor Ellis Fowler (znakomity Donald Pleasance), nie wszystkie słowa, które wypowiedział, okazały się pyłem na wietrze. Dla wielu z jego uczniów stanowiły natchnienie, opokę i źródło odwagi. Piękny i podnoszący na duchu odcinek, który może okazać się niesamowitą podporą dla każdego, kogo zwątpi w sens zarówno swej egzystencji, jak i wartość dzieł, które tworzy bądź sławi.

Michał Ziaja:

Na wstępie muszę przyznać, że gdy zabierałem się za stworzenie swojej listy najlepszych odcinków tej serii, obawiałem się, że będzie to dość trudny wybór z uwagi na opinie, jakie dominują o tym sezonie (dość powszechnym jest uznawanie, iż wraz z nim pojawił się spadek jakości i wtórność). Ostatecznie jednak skompilowanie tej piątki nie sprawiło mi większego kłopotu. W każdym razie nie było wątpliwości co do odcinków, które powinny zająć trzy pierwsze miejsca. Nad pozostałymi dwoma musiałem jednak nieco pogłówkować. A więc kolejno…

The Twilight Zone, Strefa mroku, sezon 3, najlepsze odcinki, top
Odcinek 31. – „The Trade-Ins”

„The Trade-Ins” (odcinek 31.)

Jeden z najbardziej wzruszających odcinków, nie tylko tego sezonu, ale w całej dotychczasowej historii „The Twilight Zone”, oraz jeden z najlepszych scenariuszy Serlinga. Znakomita reżyseria i rewelacyjna gra aktorska Josepha Schildkrauta. Zresztą cała obsada stanęła na wysokości zadania – błyszczą nawet aktorzy drugoplanowi, tacy jak Noah Keen (pan Vance) czy Ted Marcuse (gangster Farraday). Dla mnie to po prostu piękna historia o miłości z idealnym zakończeniem – nie mogło być lepszego finału tej historii.

The Twilight Zone, Strefa mroku, sezon 3, najlepsze odcinki, top
Odcinek 13. – „Once Upon a Time”

„Once Upon a Time” (odcinek 13.)

Najlepszy odcinek komediowy, który pojawił się do tej pory w „The Twilight Zone”. Dodatkowy plus wędruje do „Once Upon a Time” za niebanalny zabieg ze zmianą formuły filmu w zależności od tego, w jakiej epoce znajduje się główny bohater. Mimo iż nie przepadam za slapstickiem, w tym przypadku od początku do końca uśmiech nie znikał mi z twarzy. Buster Keaton był po prostu świetny, i to nie tylko w scenach, w których czuje sie jak ryba w wodzie, czyli sekwencjach utrzymanych w konwencji kina niemego. Udanie partnerował mu Stanley Adams, którego maniera kojarzyła mi się z Christopherem Lloydem. Największym zaskoczeniem było jednak to, że mój ulubiony scenarzysta „The Twilight Zone”, Richard Matheson, był zdolny napisać tak lekki i zabawny odcinek – wiadomo że twórczość Mathesona, również pozaserialowa, nie kojarzy się raczej z wprawianiem widza i czytelnika w dobry humor.

The Twilight Zone, Strefa mroku, sezon 3, najlepsze odcinki, top
Odcinek dziewiąty – „Deaths-head Revisited”

„Deaths-head Revisited” (odcinek dziewiąty)

Widziałem sporo filmów mierzących się z tematyką Holokaustu, a jednak znakomita gra aktorska pary głównych bohaterów, scenariusz i dialogi w „Deaths-head Revisited” sprawiły, że ten odcinek ogromnie mnie poruszył. Kapitalny i świetnie zrealizowany epizod.

The Twilight Zone, Strefa mroku, sezon 3, najlepsze odcinki, top
Odcinek 14. – „Five Characters in Search of an Exit”

„Five Characters in Search of an Exit” (odcinek 14.)

Tu zaważyła oryginalność pomysłu i autentycznie zaskakujący twist w finale. Dużo dobra do odcinka wnoszą aktorzy wcielający się w postaci Majora (William Windom) i Klauna (Murray Matheson) – który nieodparcie kojarzył mi sie z Jokerem. Świetny klimat, reżyseria, znakomita gra aktorska i zakończenie. Choć byłoby to odrobinkę lepsze, gdybyśmy nie dowiedzieli się, co znajduje się poza tubą, w której są uwięzione postaci.

The Twilight Zone, Strefa mroku, sezon 3, najlepsze odcinki, top
Odcinek 26. – „Little Girl Lost”

„Little Girl Lost” (odcinek 26.)

Odcinek znakomity, choć niepozbawiony wad. Nie do końca byłem w stanie uwierzyć w postać matki Tiny i jej desperację w obliczu zagubienia dziecka (tu z pewnością zawiniło aktorstwo Sary Marshall). Nie do końca przekonała mnie też łatwość, z jaką bohaterowie uwierzyli w możliwość istnienia portalu wiodącego do innej rzeczywistości. Mimo tego, jako że uwielbiam wszelkie opowieści o alternatywnych światach i wymiarach, nie mogłem po prostu nie polubić tego odcinka. Ponadto jest to kolejny znakomity epizod na podstawie twórczości Richarda Mathesona, który w „The Twilight Zone” jest moim odpowiednikiem Vince'a Gilligana, scenarzysty ulubionych odcinków „The X-Files”. Obaj panowie nigdy nie schodzili poniżej pewnego poziomu, niezależnie z jakim gatunkiem sztuki filmowej się mierzyli. Tak jest i z tym epizodem – jest po prostu kolejnym bardzo dobrym odcinkiem Mathesona. 

 

I tym podsumowaniem zamykamy przygodę z odcinkami trzeciej serii „The Twilight Zone”. Przed nami dwa kolejne sezony, ale zanim do nich przejdziemy, pojawi się nieco materiałów z okolic „Strefy mroku”, skupiających się na innych mediach, w jakich kontynuowane było dzieło Roda Serlinga, jak również wrócimy do omawiania sylwetek ludzi, bez których ten serial nigdy nie byłby taka, jak go zapamiętaliśmy. 

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane