Artykuły

„Twin Peaks” jest jednym z najciekawszych i najbardziej nieprzewidywalnych seriali funkcjonujących w popkulturze. Świadczy o tym choćby fakt, że jego dwie pierwsze serie zostały wyemitowane odpowiednio w latach 1990 i 1991, natomiast trzecia – w roku 2017. Taki rozwój wydarzeń przewidziała Laura Palmer – nastolatka, której ciało zostało odnalezione w pierwszej scenie serialu. Brzmi pokrętnie, prawda? Dlatego zaczniemy najprościej, jak się da. Osią fabuły jest śledztwo prowadzone w sprawie zabójstwa wspomnianej już dziewczyny. Pozory bezpieczeństwa, przewidywalny rytm dnia i senną atmosferę tytułowego Twin Peaks burzy niespodziewana informacja o jej śmierci, wstrząsając całą społecznością.

W tym artykule skupię się wyłącznie na dwóch pierwszych seriach, bo to one zrewolucjonizowały rynek serialowy i na zawsze zmieniły jego oblicze (trzeci sezon to zupełnie inna, odrębna historia). Warto wspomnieć, że serial doczekał się również prequelu „Twin Peaks: Fire Walk with Me”, który w znacznym stopniu pogłębia fabułę i jest nieodłącznym elementem uniwersum.  

„She is dead, wrapped in plastic”

Motyw małego, sielankowego miasteczka położonego z dala od wielkomiejskich problemów i rozwiniętej przestępczości, w którym dochodzi do szokującej zbrodni, jest jednym z najczęściej wykorzystywanych tematów w produkcjach telewizyjnych (m.in. „Broadchurch”, „Wayward Pines”, „Happy Town”). Nie raz mieliście z nim do czynienia, ale „Twin Peaks” opiera się schematowi i wywraca do góry nogami utartą narrację. Niczego nieświadomi widzowie pierwszego odcinka wyemitowanego na początku lat 90. przez stację ABC, zasiedli przed telewizorami w oczekiwaniu na prostą rozrywkę, którą miał im zapewnić standardowy kryminał. Rzeczywiście, pierwsze epizody pozwalały przypuszczać, że całość będzie zmierzać ku rozwiązaniu zagadki. Z czasem w fabułę wplątanych było coraz więcej nadprzyrodzonych wątków i surrealistycznych wydarzeń. 

„The Secret Diary of Laura Palmer”

David Lynch i Mark Frost spotkali się przy okazji pracy nad filmem opartym na biografii Marilyn Monroe. Nigdy nie doszło do jego realizacji, natomiast dramatyczne losy aktorki zainspirowały ich do stworzenia historii o tajemniczej i pięknej dziewczynie, którą przedwcześnie zabiera śmierć. Zarówno Marilyn, jak i Laura są postaciami skomplikowanymi, wymykającymi się jednoznacznej ocenie – łączą w sobie niewinność i mroczne sekrety, radość i bezgraniczny smutek, ekstrawertywne zachowania i samotność. Obie prowadziły zapiski zawierające imiona i nazwiska swoich kochanków, które nigdy nie powinny zostać ujawnione.

Zabójstwo Laury wywołuje w miasteczku poruszenie i niedowierzanie. Jego mieszkańcy zastanawiają się nad tym, jak mogło dojść do takiej tragedii i kim naprawdę była Laura Palmer? Podobne pytania wzbudzała informacja o samobójczej śmierci MM.     

„Who killed Laura Palmer?"

Serial wyłamuje się z jednoznacznego przyporządkowania gatunkowego. Zabawa konwencjami sprawia, że każdy widz może odnaleźć coś interesującego dla siebie. W pierwszej, najbardziej widocznej warstwie, to połączenie kryminału i opery mydlanej. W kolejnych znajdujemy rozwinięcie nieczęsto stojących ze sobą w jednym rzędzie gatunków: horroru, komedii, dramatu rodzinnego czy romansu. Zabieg ten sprawia, że serial bywa groteskowy – podczas oglądania jednej sceny widz przeżywa sprzeczne emocje (choćby podczas pogrzebu Laury Palmer czy powrotu Nadine do liceum). Należy pamiętać, że w latach 90. stosowanie takich mikstur wybuchowych było niespotykane i wręcz niewybaczalne. Seriale telewizyjne były kręcone szablonowo, według utartych schematów, których trzeba było bezwzględnie przestrzegać. Jeśli widz spodziewał się kryminału, należało mu go podać na tacy, wraz ze wszystkimi elementami, które były przypisane do tego gatunku. Choć „Twin Peaks” początkowo miało rekordową widownię, zaczęła ona spadać w drugim sezonie – fabuła stawała się coraz bardziej skomplikowana i wydawało się, że szanse na wykrycie mordercy Laury są coraz mniejsze. Zniecierpliwienie widzów rosło, ale oddani serialowi fani jeszcze mocniej zakochiwali się w tytule. Dziś trudno sobie wyobrazić, że mogłoby być inaczej. Duża część produkcji Netlixa czy HBO jest niejednorodna gatunkowo, a dla współczesnego widza łączenie melodramatu i elementów surrealistycznych nie jest niczym zaskakującym. Ta przewrotność i zaskakująca fabuła sprawiły, że po dziś dzień serial ma jedną z najbardziej oddanych grup fanów na świecie. 

„Invitation to Love”

Czy kryminał może śmieszyć? Ten bawił mnie niezmiernie. Serial pełen jest czarnego humoru i absurdalnych, często slapsticowych sytuacji. Co więcej, twórcy puszczają do nas oko, umieszczając show-within-a-show w swojej produkcji. Często wraz z mieszkańcami Twin Peaks śledzimy na ekranach ich telewizorów telenowelę „Invitation to love”. Ta fikcyjna opera mydlana nawiązuje do aktualnie rozgrywających się wydarzeń i uwypukla ich melodramatyczny charakter. To najlepszy dowód na specyficzne poczucie humoru Lyncha i Frosta oraz autoironiczny, parodystyczny charakter serialu.

Z drugiej strony to naprawdę przerażający horror. Wiele scen, zwłaszcza tych z pogranicza jawy i snu, potrafi zmrozić do szpiku kości, wryć się w umysł i nie opuszczać go przez długie lata. Serial nie epatuje krwawymi scenami, ale porusza w nas najbardziej tkliwe struny, pierwotne lęki i obsesje. Przekonujemy się bowiem, że potwór kryjący się pod łóżkiem, którego baliśmy się w dzieciństwie, to w rzeczywistości zło kryjące się w drugim człowieku.  

„Where we’re from, the birds sing a pretty song, and there’s always music in the air”

Nie znam drugiego takiego serialu, w którym muzyka byłaby tak znaczącym elementem całej produkcji. David Lynch poznał Angelo Badalamentiego podczas realizacji filmu „Blue Velvet” i od tej pory tworzą niezwykle udany duet. Kompozytor jest autorem muzyki do wielu projektów Lyncha i to właśnie ona nadaje im spójny i wyrazisty charakter. Podczas tworzenia muzyki, David Lynch opisywał emocje i nastroje, które miała wywoływać, a Badalamenti odtwarzał je na pianinie. Efektem tego jest ścieżka dźwiękowa, uważana za jedną z najlepszych w historii. Zmysłowe i zarazem mroczne utwory mają moc kreowania światów, w których pod przykrywką normalności kryją się sekrety, ukryte żądze i pragnienia. Muzyka jest niezwykle klimatyczna, uwodzi i nadaje zabarwienie emocjom. Mistrzowsko ilustruje przebieg wydarzeń i wprowadza w oniryczny stan – jest przewodnikiem pomiędzy snem i rzeczywistością.   

„Who’s the lady with the log? We call her the Log Lady” 

Mam wielką słabość do agentów specjalnych FBI, a wzięła się ona od tego jedynego, nieziemsko doskonałego i uroczego Dale’a Coopera. FBI zostaje włączone do sprawy, ponieważ na granicy z sąsiednim stanem zostaje odnaleziona druga młoda kobieta – prawdopodobnie ofiara mordercy Laury Palmer. Agent Cooper przybywa do miasteczka, aby wspomóc lokalne służby w poszukiwaniach sprawcy. To człowiek o czystym sercu i niestandardowych metodach postępowania śledczego (zwolennik tybetańskiej metody intuicyjnej). Szybko zdobywa sympatię i szacunek mieszkańców, a sam zakochuje się w tym położonym wśród rozległych lasów miejscu i serwowanej tam kawie oraz placku wiśniowym. 

Wiecie za co najbardziej pokochałam ten serial? Za galerię niesztampowych postaci, z którymi nie sposób się nudzić: nastoletnie ślicznotki i ich zbuntowani koledzy, agenci FBI o otwartych umysłach, nieco zdziecinniali i filozofujący członkowie posterunku policji, Pieńkowa Dama i wielu innych zwyczajnych-niezwyczajnych  przedstawicieli lokalnej społeczności. To chyba głównie tęsknota za ukochanymi bohaterami serialu przyciągnęła po 25 latach rzesze jego fanów przed ekrany.  

Być może o sukcesie tych postaci decyduje ich melodramaturgia i przesadna emocjonalność. Na pierwszy rzut oka są jak wyjęci z telenoweli: to zwyczajni ludzie, którzy przeżywają problemy rodzinne i perypetie miłosne. Jednak przyglądając się im bliżej, zauważymy, że coś zgrzyta. Wymykają się schematom charakterystycznym dla tego gatunku filmowego – są nadmiernie wyraziści i na swój sposób przerysowani, a te cechy przyciągają nas jak magnes. 

„The owls are not what they seem”

Każdy drobny gest, wypowiedziane w banalnym dialogu słowo, niepozorny przedmiot mogą być wskazówką do rozwiązania zagadki śmierci Laury. Jednak to właśnie uczucia powinny być drogowskazem, który poprowadzi was przez przygodę z tym tytułem. Oddajcie im się całkowicie i nie zważajcie na rozum. Agent Cooper nie stroni od wykorzystywania intuicji i swoich snów w pracy nad sprawą. Rozumie, że standardowe postępowanie nie przyniesie rezultatów, bo w śmierć dziewczyny zaangażowane są nadprzyrodzone siły. Jego myśl przewodnia brzmi „sowy nie są tym, czym się wydają”. Miasteczko Twin Peaks nie jest tym, czym się wydaje. W monumentalnych lasach, które go otaczają, czai się pierwotne zło, które może zawładnąć duszą człowieka. 

Nie tylko Laura była pełna tajemnic. Temu, co rozgrywa się na ekranie, możemy przypisać wiele znaczeń. Niezależnie od interpretacji żadne z nich nie jest ani prawdziwe, ani fałszywe. Świat „Twin Peaks” rządzi się swoimi własnymi prawami. Twórcy sięgnęli po wątki mityczne odnoszące się do kultury indiańskiej, buddyzmu i pierwotnej walki dobra ze złem, choć to oczywiście nie wszystkie z filozoficznych odwołań.

W trzecim sezonie Monica Belluci zadaje pytanie „Who is the dreamer?”. Agent Cooper? Widz? Czy David Lynch? Nie dostajemy na nie jednoznacznej odpowiedzi. Sny są kluczowym elementem całego uniwersum filmowego Lyncha. Agent Cooper dryfuje na oceanie marzeń sennych i wierzy, że to one przyniosą mu odpowiedzi na najważniejsze pytania. Każdy z nas śni, błądzi w podświadomości i samotnie przemierza tę intymną przestrzeń pełną pragnień, lęków i nieujawnionych fantazji. David Lynch otwiera podwoje zakamarków swojej duszy i pozwala zerknąć, co się w niej kryje. Odważcie się na tę podróż i zajrzyjcie do Twin Peaks. 

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.