13
Artykuły

„The Must Watch List” tworzymy, żeby zainteresować was serialami niekoniecznie najnowszymi, ale takimi, które każdy serialomaniak znać powinien, a co ważniejsze – będzie oglądał z przyjemnością i pożytkiem dla ducha. Pierwsze miejsce na tej liście zajmuje opowieść o cynicznym, złośliwym i genialnym doktorze. Postaci odpychającej i fascynującej. Poznajcie doktora House'a.

Nie lubię seriali medycznych. Nie kręcą mnie lekarskie procedury, zagadki, patrzenie na cierpienie ludzi i cuda, które wybitni lekarze wykonują przy pomocy współczesnej medycyny, aby im w tym cierpieniu ulżyć. Trochę boję się szpitali, nigdy w żadnym nie leżałem i jakoś nie sprawia mi frajdy obserwowanie ich na ekranie. Nawet w filmowej uładzonej wersji – bez smrodu ciał zebranych w zbyt ciasnej szpitalnej sali, prawie zamaskowanego przez ostry zapach lekarstw; bez słabego światła i zmęczonych lekarzy, którzy już dawno stracili zainteresowanie pacjentami; zamiast tego z George'em Clooneyem (z „ER”), który przejmuje się chorobą każdego pacjenta, jakby była ona najważniejszą sprawą w jego życiu; z pięknymi, czystymi fartuchami i salami szpitalnymi wyglądającymi jak pokoje w 3-gwiazdkowych hotelach – ciągle czuję się nieswojo.

A jednak spośród setki, a może nawet dwóch setek obejrzanych seriali moim ulubionym pozostaje ten, którego głównym bohaterem jest lekarz i którego akcja niemal wyłącznie dzieje się w szpitalu, czyli „House, M.D.”.

Dr Holmes, tzn. Dr House

„House, M.D.” to serial, który ciągle, przez 13 lat od momentu powstania, skupia w sobie wszystko to, co w opowieści w odcinkach jest najlepsze. Po pierwsze – postacie. Sam tytułowy House to rola nieustannie niedościgniona. David Shore planował nakręcić miniserial opowiadający o postaci stworzonej na wzór Sherlocka Holmesa, tylko będącej lekarzem i rozwiązującej, zamiast przestępstw, zagadki medyczne. Hugh Laurie, który gra tytułowego House’a (Holmesa), od razu stworzył kreację wyjątkową, odklejoną od dość sztampowego pomysłu. Człowieka opanowanego w życiu przez ból, który pojawił się po nieudanej operacji – tak intensywny, że właściwie bohater nie mógł wytrzymać bez ciągłego wspomagania się Vicodinem, czyli środkiem o narkotycznych, uzależniających właściwościach (tutaj oczywiście znowu kłania się Sherlock). Doktora wybitnego i niezwykle inteligentnego, ale – czy to w wyniku cierpienia, czy nudy (Sherlock po raz trzeci) – niechętnego innym ludziom oraz, nawet w swojej wymagającej empatii pracy, niechcącego mieć z nimi nic wspólnego. Mizantropa i socjopatę niepowstrzymującego się od niszczenia słabszych od siebie jednostek i manipulowania tymi, którzy go z kolei zainteresują. Człowieka zdolnego do ratowania innym życia lub niszczenia go. Czasem jednocześnie. Człowieka mającego tylko jednego przyjaciela, Wilsona (doskonała kreacja Roberta Seana Leonarda), który, czy to z nudy, czy z fascynacji tak wybitną osobą, mimo całej swojej przyzwoitości nie umie i nie chce tej przyjaźni zakończyć.

„Everybody lies” – ludzie wokół House'a

Od House’a i Wilsona zaczyna się plejada świetnie skrojonych postaci. Interakcje, które zachodzą między nimi, tworzą same w sobie całe uniwersum wątków i zwrotów akcji każących wracać przed ekran monitora czy telewizora przez całe 176 odcinków (bo tyle ostatecznie powstało zamiast zaplanowanych 10). House ma więc swój zespół młodych, wybitnych lekarzy, którzy godzą się na jego manipulacje i opryskliwość, byle obcować z geniuszem i jego metodami pracy. Co ciekawe, oni sami nie zauważają (i my także nie), jak subtelnie House na nich wpływa – widzą to dopiero, gdy znajdą się w sytuacjach granicznych, w których reagują zupełnie nie tak, jakby (jakbyśmy) się tego spodziewali i w których działania House’a wychodzą na jaw.

Zupełnie osobną rolę w akcji spełnia Lisa Cuddy, szefowa szpitala. Prowadzi z House’em podszytą seksualnym napięciem wojnę o kontrolę – to dodaje serialowi humorystycznego sznytu oraz rozładowuje napięcie. Oczywiście dopóki nie robi się zupełnie poważnie w wyniku jakiegoś wybryku House’a, którego nie da się już zamieść pod dywan, co twórcy wykorzystują, żeby stworzyć kolejne ciekawe wątki.

Jeśli pojawiają się nowe postacie, to prawie zawsze są świetnie przemyślane i wnoszą do serialu powiew świeżości, dzięki czemu nie nudzi się on przez całe 8 serii. Dialogi iskrzą humorem, inteligencją i rzadko są sztampowe, a niektóre interakcje między bohaterami są naprawdę niespodziewane. Jasne, że są też słabsze serie, jak np. 7., ale ogólnie wszystkie trzymają poziom i ogląda się je z przyjemnością, żeby zobaczyć, komu House w życiu namiesza albo jak skomplikuje je sam sobie, i z ciekawością wraca się do oglądania kolejnych. Tak dobrze skrojonych postaci, w takiej liczbie nie ma chyba żaden inny serial, może oprócz „The Sopranos”. I może jeszcze prócz „Breaking Bad”. Ale w obydwóch tych tytułach jest ich mniej i obydwa trwają krócej.

Procedural, który nie nudzi

David Shore stworzył serię, której konstrukcja wyjątkowo mi odpowiada, choć wiem, że są tacy, którym nie do końca się ona podoba. Serial jest zasadniczo proceduralem, z wszelkimi wątkami osobistymi przewijającymi się przez wiele odcinków i nadającym akcji ciągłości. W każdym odcinku otrzymujemy więc niezwykłą sprawę medyczną, którą dostaje House, kierownik Zespołu Diagnostycznego. Nie ma oczywiście takich zespołów w zwykłych szpitalach. W rzeczywistości diagnozy stawiają lekarze specjaliści w danych dziedzinach, więc nie ma mowy, żeby jeden diagnozował jednocześnie sprawy związane z rakiem, infekcjami, urazami i alergiami. No, ale House jest geniuszem. Przyznaję, że ta część serialu najmniej mnie ciekawiła, ponieważ, jak już wspomniałem, szpitale w ogóle mnie nie interesują, a jedynym serialem medycznym, jaki oglądałem poza „House, M.D.”, był „The Knick” – kto widział, ten wie, jak niewiele ma on wspólnego z medycyną, choćby dlatego, że dzieje się w 1900 roku.

Poza motywem medycznym zawsze jednak w odcinku poprowadzony jest swoisty wątek detektywistyczny. Czasem dla zaspokojenia ciekawości House’a, a czasem z powodów medycznej relewancji, w imię maksymy House’a, że „wszyscy kłamią” i ludziom nigdy nie należy wierzyć w to, co mówią, zespół stara się dowiedzieć jak najwięcej o życiu pacjentów, np. włamując się do ich mieszkań, czy wypytując na boku rodzinę, starając się dotrzeć do ich prawdziwych danych medycznych, krótko mówiąc: prowadząc śledztwo. To pozwala twórcom opowiedzieć jeszcze więcej osobistych historii, takich jak dlaczego mąż godzi się na wolny związek ze swoją żoną, z którego dobrodziejstw nie korzysta (tzn. ona sypia z kim chce, a on, choć ma pozwolenie, nie – House od początku uważa, że to nie jest altruistyczne zachowanie, że kryje się za tym coś więcej) albo w jaki sposób kobieta, która twierdzi, że nie uprawia seksu (i nie kłamie), może być w ciąży. Wątki osobiste dotyczące pacjentów często wpływają na diagnozy, ale też zdarza się, że zmieniają życie samych lekarzy czy wpływają na ich decyzje. Wszystko to bardzo ładnie się ze sobą splata i przeplata. Dlatego też trudno traktować „House, M.D.” jak typowy procedural, bo trzyma nas przy nim zawsze przynajmniej kilka wątków powiązanych z głównymi postaciami. A jak dobrze stworzone i zagrane są to postacie, już pisałem wyżej. Z drugiej strony pozwala od serialu odpocząć na chwilę i do niego wrócić bez zawiśnięcia na kilku kluczowych dla akcji cliffhangerach. Taka elastyczność jest cechą, której wielu nowym seriom brakuje, gdyż często są po prostu kilku- czy kilkunastogodzinnymi filmami podzielonymi na odcinki. Osobiście nie zawsze chcę uprawiać binge-watching czy wisieć na dwóch cliffhangerach na koniec każdego odcinka albo na największym w finale serii do kolejnego roku („Game of Thrones” anyone?). House pozwala mi komfortowo od siebie odpocząć i wrócić po paru dniach z jeszcze większą ciekawością, ale też dostarcza dobrze opowiedzianej historii, jeśli zechcę obejrzeć 10 odcinków z rzędu.

Wszystko więc sprowadza się do dość prostej receptury, gdzie świetnie poprowadzona historia, a właściwie wiele historii, tworzy z dość banalnego pomysłu (Dr Holmes, tzn. House), przy pomocy doskonale stworzonych, postaci serial jedyny w swoim rodzaju, do którego z wypiekami na twarzy wracamy zarówno po piątym, piętnastym jak i sto piętnastym odcinku. „House, M.D.” to dzieło uniwersalne, które zawsze polecam, kiedy ludzie pytają mnie: „ty siedzisz w tych serialach, od czego powinienem zacząć oglądanie, jeśli chciałbym się wkręcić?”. Jeśli chciałbyś się wkręcić, to powinieneś poznać doktora Gregory’ego House’a.

 

Przygody House’a można śledzić w Polsce w telewizji Fox i na platformie Showmax.

Komentarze

(13)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

  • bolo
    bolo

    Przerwałem czytanie w połowie. Na wszelki wypadek.
    Nigdy nie oglądałem House'a. I kurde po trzecim akapicie postanowiłem się za niego zabrać.
    Trzymam kciuki za podtrzymanie serii mastłoczy :-)

  • Zuzanna Włodarkiewicz
    Zuzanna Włodarkiewicz
    @Suzie95

    Pamiętam czasy, kiedy w gimnazjum na TVP2 były odcinki Dr House'a. Zawsze oglądałam z rodzicami. Nigdy nie skończyłam tego serialu. Sentyment jest i na pewno go kiedyś skończę.

    Pokaż wszystkie 3 odpowiedzi
    • Gremo
      Gremo

      @Suzie95: @MateuszMyslicki: dokładnie tak uczyniłem przy tym serialu i o dziwo byłem w pełni zadowolony. Ciągłość historii bohaterów wygląda zupełnie inaczej i człowiek bardziej się z tym utożsamia ;)

    • Zuzanna Włodarkiewicz
      Zuzanna Włodarkiewicz
      @Suzie95

      @Gremo: Oglądałam jeszcze później od nowa jak TVN emitowało. 3 sezony za mną.

  • Jarosław Miś
    Jarosław Miś
    @jarcou

    Okres świetności House'a przypadł na ten czas w moim życiu, że jeszcze jako uczeń mogłem poświęcać dowolne ilości czasu na oglądanie seriali i pewnie to był jeden z powodów dlaczego wciąż jest jednym z moich ulubionych procedurali ;)

  • Kira Leśków
    Kira Leśków
    @kira_leskow

    House'a akurat nie lubię. Podczas oglądania seriali medycznych budzi się we mnie, jak ktoś to ładnie ujął, wewnętrzny hipochondryk.

  • Gremo
    Gremo

    Świetna seria. Będę wyczekiwał kolejnych wpisów. Zawsze może trafi się pozycja o której nie słyszałem lub nie byłem odpowiednio zmotywowany, aby zacząć oglądać ;)

    Pokaż wszystkie 3 odpowiedzi

Powiązane

Seriale

House

Serial opisujący losy tytułowego Gregory'ego House'a, lekarza genialnego, lecz dość kontrowersyjnego i niekonwencjonalnego. Razem ze swoim zespołem diagnostycznym …