Artykuły

Postapokaliptyczna teen drama „The 100” była bardzo luźno wzorowana na swoim pierwowzorze napisanym przez Kass Morgan. Zdaje się, że między książką a serialem jest więcej różnic niż podobieństw, a twórca telewizyjnej produkcji – Jason Rothenberg – wykorzystał pierwszą nadarzającą się okazję i odszedł od nastoletnich romansów, skupiając się bardziej na aspekcie przetrwania w świecie po katastrofie. Czy jednak tak drastyczne zmiany były potrzebne?

Prawie 100 lat (w powieści 300 lat) po wybuchu nuklearnej wojny nieletni bohaterowie zarówno książki jak i serialu zostają zesłani na Ziemię. Powrót na ojczystą planetę wydaje się jedynym rozwiązaniem, kiedy na ich statku kosmicznym (w produkcji telewizyjnej – Arka, w powieści – Kolonia) zaczyna brakować tlenu. Tu jednak w większości kończą się podobieństwa, a twór Rotenberga staje się bardziej inspirowany niż adaptowany. 

Clarke nie jest centrum wszechświata

Największe zmiany zaszły przy postaciach. Kilku książkowych bohaterów w ogóle nie pojawia się w serialu, co między innymi ukróca cały wątek miłosny przyjaciółki Wellsa – Glass, która rezygnuje ze swoich przywilejów związanych z lepszym urodzeniem, by dołączyć do ukochanego w części Kolonii, która ma zostać odcięta od tlenu. Glass jest jedną z czterech głównych postaci, więc usunięcie jej historii było odważnym posunięciem, ale fabuła serialu wcale na tym nie traci. Dostaliśmy przecież tyle nowych, uwielbianych bohaterów. Książka nie ma Raven Reyes, twardej mechanik, która nie daje sobą rządzić. Jasper, Monty, Murphy, Finn i Lexa to tylko kilka postaci, które w całości zostały wykreowane przez Rothenberga.

the 100, the cw, serial postapokaliptyczny,

„The 100” w wersji telewizyjnej obiera sobie Clarke Griffin jako główną bohaterkę, a reszta początkowo służy tylko jako dodatki do jej historii. Z czasem dostają własne wątki i całość skupia się bardziej na protagonistach w rozumieniu mnogim. W powieści jednak od samego początku mamy czterech głównych bohaterów, którzy opowiadają historię z własnej perspektywy, a Clarke jest tylko jedną z tych osób. 

Sama postać Griffin też jest zmieniona, głównie różnią się jej priorytety. Serialowa Clarke jest przede wszystkim liderką, która nawet jeśli tej roli nie chce, to mimo wszystko ją pełni i prowadzi „setkę” w stronę przeżycia na nieznanej planecie. Gdzieś jako mniej istotne wątki poboczne są jej romanse i związki. W książce jednak Griffin jest typową nastolatką, której głowę zaprzątają głównie problemy miłosne i dramaty. Jej przywództwo nie jest tak znaczące, bo zaraz po wylądowaniu na Ziemi pałeczkę przejmuje Wells Jaha. Syn kanclerza pełni też większą rolę w książce i dostaje wątek Octavii. Różnice między postaciami nie mają końca, więc pozwolę sobie na tych głównych rozbieżnościach zakończyć. 

Wątki miłosne a postapokaliptyczna rzeczywistość

Sam wydźwięk książki jest skrajnie różny od serialu. W dziele Kass Morgan dostajemy zwyczajny dramat nastolatków z miłosnymi trójkątami i grupką dzieciaków, która nie do końca wie, co ma ze sobą zrobić, a jako tło jest aspekt przetrwania na Ziemi po katastrofie. Jason Rothenberg w swojej produkcji przede wszystkim chce pokazać nastolatków walczących o przetrwanie, którzy bez nadzoru władz myślą, że mogą robić, co tylko im się podoba i są brutalnie sprowadzeni do pionu przez rzeczywistość. Na zwyczajne dramaty wskazane przy tej grupie wiekowej poświęcone są dosłownie chwile. Oczywiście, większość bohaterów zachowuje się jak na młodzież przystało, ale jednocześnie z zejściem na Ziemię zostaje im odebrana ta młodość i zmuszeni są przedwcześnie dorosnąć.

the 100, teen drama, serial dla młodzieży, guilty pleasure,

 

System na statkach kosmicznych został też zupełnie zmieniony. Nie wiadomo, czy tak było od początku, czy 200 lat różnicy między stacjami miało taki wpływ. Jednak Arka pokazana jest jako wielka wspólnota, gdzie jedynymi uprzywilejowanymi są władze, które tworzą w pewien sposób „rodziny królewskie”. Kolonia jest podzielona na trzy stacje, gdzie tylko jedna z nich – Phoenix, jest pełna zamożnie urodzonych i ważnych osób, a pozostałe dwie są opanowane przez alkoholików i biedne rodziny, dlatego też w momencie kryzysu decyzja o ograniczeniu im tlenu wydawała się mieszkańcom Phoenixa oczywista.

Zróżnicowani bohaterowie

Serial wprowadził również znaczne zmiany, jeśli chodzi o etniczność czy orientację bohaterów. Można Rothenbergowi zarzucić wiele, jeśli chodzi o traktowanie Ziemian i ich pochodzenie, ale mimo wszystko „The 100” jako pierwsze wprowadziło biseksualną protagonistkę. W książce Clarke jest bez wątpienia heteroseksualna. W serialowej wersji ważny wątek dostał też Nathan Miller – żołnierz będący w otwartym, homoseksualnym związku. Zróżnicowanie orientacji jest w tej produkcji obecne wszędzie i nie odczuwa się tego jako wymuszone czy wrzucone dla poprawności, kiedy kolejna postać LGBT pojawia się na ekranie. To samo tyczy się etniczności. W książkach nie było wyraźnie nakreślone jakich kolorów skóry są bohaterowie, więc serial miał pole do popisu w tej kwestii i nawet jeśli nadal są to postacie bardziej drugoplanowe, to niektóre z nich i tak zdążyły podbić serca fanów. Na pewnym etapie wkraczają również dorośli, czego jak na razie w powieści brakuje.

the 100, bellarke, bellamy blake,

Biorąc pod uwagę, jaką popularnością cieszy się serial i fakt, że po książkę sięgają głównie fani telewizyjnej adaptacji, bez wątpienia mogę przyznać, że warto było tyle pozmieniać. Dramat Kass Morgan nie miałaby szans wybić się w morzu powieści dla nastolatek, bo tak naprawdę nic szczególnego go nie wyróżnia. Postacie są nudne, fabuła płaska, a akcja skupiająca się głównie na romansach w którymś momencie przestaje być jakkolwiek interesująca. Podobno też większość czytała książkę tylko dlatego, że Bellarke jest tam kanonem.

Chociaż zdradzę wam sekret – ich związek też jest nudny i pozbawiony emocji, więc nie warto. 
 

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

The 100

Po zabójczej wojnie nuklearnej ocaleni ludzie zamieszkali na Arce znajdującej się w kosmosie. By sprawdzić bezpieczeństwo dawnego domu, kanclerz wysyła na Ziemię …