Artykuły

Sądząc po wynikach oglądalności, można powiedzieć, że TVP w końcu udało się wyprodukować serial, który przyciągnął widzów w niedzielne wieczory od marca do maja tego roku, a w dodatku nie miał równej sobie konkurencji. Losy rodziny Winnych śledzili widzowie w różnym wieku. I nie ma się co dziwić, w końcu jest to adaptacja bestselleru Ałbeny Grabowskiej. Czy jest to wierne przeniesienie książki na ekran? Nie. Czy to jednak oznacza, że jest złe? Również nie, choć trzeba przyznać, że z całą pewnością jest inaczej, różnic jest sporo. W tym artykule postaram się nakreślić te najważniejsze i z czego moim zdaniem one wynikają.

O czym opowiada jednak serial „Stulecie Winnych” z czołówką polskich aktorów w obsadzie, takich jak Kinga Preis czy Jan Wieczorkowski? Jest to saga opowiadająca o losach tytułowej rodziny Winnych, zamieszkałych w podwarszawskim Brwinowie. Nestorzy rodu, Bronisława i Antoni, mają czwórkę dorosłych synów. Jeden z nich, Stanisław, wraz z żoną Kasią oczekują narodzin upragnionego dziecka. Niestety w dniu porodu kobieta mimo interwencji lekarza umiera, nieświadoma tego, że oczekiwała bliźniaczek. Zaraz po narodzinach Mani i Ani wybucha I wojna światowa i cała rodzina musi walczyć o przetrwanie. Wkrótce okazuje się, że młodsza z bliźniaczek, Ania, ma niezwykły dar jasnowidzenia – a dziewczyna z czasem przekonuje się, że zarówno jej dobre, jak i te złe wizje spełniają się co do joty.

Czy wszyscy są obecni?

Scenarzystką serialu została Ilona Łepkowska, autorka m.in. „M jak miłość” czy „Barw szczęścia” i przyznaję, że miałam pewien dystans do tego, jak będzie wyglądać całość, zwłaszcza patrząc na ostatnie produkcje, takie jak „Korona królów” czy najnowszy „Kogel mogel”. W ostateczności mam wrażenie, że w porównaniu do książki Ałbeny Grabowskiej serial jest troszeczkę ugrzeczniony, części wątków nie zobaczymy w ogóle, za to będą dodane inne, choć zaskakująco dobrze wpisują się w atmosferę oryginału.

Najważniejszą różnicą w stosunku do książki jest moim zdaniem brak części postaci, o czym można się bardzo szybko przekonać zaglądając na koniec trzeciego tomu, na drzewo genealogiczne rodziny Winnych. Po pierwsze, w powieści Mania i Ania, główne bohaterki, miały starszych braci, co może być zaskoczeniem dla tych, którzy poznali tylko serial. Można zadać sobie pytanie, dlaczego pominięto tak bliską rodzinę bohaterek? Myślę, że wynika to z tego, że Tadeusz i Wacław jedynie początkowo są opisani w szczegółach, o tym, jak tęsknią za mamą, jak sobie radzą, jakimi są dziećmi. Na dalszych kartach powieści są jednak postaciami epizodycznymi i miałam wrażenie, że z czasem autorka nie miała na nich żadnego pomysłu, jedynie od czasu do czasu przypomina czytelnikowi o ich istnieniu i opisuje, co aktualnie robią. Czy tym samym decyzja o pominięciu braci głównych bohaterek była dobra? Z jednej strony tak, ponieważ w serialu i tak przewija się masa różnych postaci, a skoro Tadeusz i Wacław są jedynie gdzieś w tle, to cały wątek narodzin Mani i Ani jest o wiele bardziej dramatyczny i „ekranowy” zarazem. Z drugiej strony wiemy o tym, że TVP planuje kolejny sezon, który będzie oparty na drugim tomie „Stulecia Winnych”, a tam jedną z kluczowych i ciekawszych postaci jest córka jednego z braci. Szkoda więc, że prawdopodobnie twórcy serialu zrezygnują z jej wprowadzenia. Chyba że czymś nas pani Łepkowska zaskoczy.

Brakuje jednak nie tylko braci głównych bohaterek, ale też i innych postaci, co można zauważyć już na samym początku. Wspomniałam, że nestorka rodu, Bronisława Winna (zagrana fenomenalnie przez Kingę Preis) miała czterech synów. W książce jednak widzimy, że jest ich pięciu. Brakuje tu Stefana, który podobnie jak w przypadku omawianych już Tadeusza i Wacława, jest postacią epizodyczną i więcej szczegółów dowiadujemy się w drugim tomie. Wątek Stefana nie jest jednak bardzo istotny dla fabuły. Ciekawszą, ale i bardziej kontrowersyjną zmianą jest postać Kajetana, który w serialu jest pokazany jako najmłodszy z synów Broni i Antka, kawaler, który zaciąga się do wojska. W powieści jest on żonaty i ma dwóch synów, lecz mieszka z dala od Brwinowa. W serialu w jednym z początkowych odcinków wzruszającą sceną jest ta, w której Bronia dowiaduje się o bohaterskiej śmierci syna Kajetana. Problem w tym, że… w książce w ogóle takiej sceny nie ma! Była to całkowita inwencja twórcza scenarzystów. Długo się głowiłam, skąd ta zmiana, aż znalazłam prawdopodobną odpowiedź. Na początku wspomniałam o tym, że w porównaniu do książki serial jest trochę ugrzeczniony. Tymczasem później dowiadujemy się, że synowie Kajetana podczas II wojny światowej i krótko po niej zdradzili Polskę, więc reszta rodziny wyrzekła się ich. Myślę, że ten wątek byłby bardzo kontrowersyjny, zwłaszcza, gdyby pojawił się w publicznej telewizji, dlatego też chyba decyzja o szybkim uśmierceniu Kajetana była rozsądniejsza.

Szczypta tego i owego

Przy większości adaptacji wiadomym jest, że nieuniknione są pewne zmiany wątków, postaci. Czasami jednak bywa, że pewnych rzeczy nie uświadczymy w książce, a za to pojawiają się w ekranizacji. Właśnie jednym z takich „kontrowersyjnych” wątków była mała scenka, w której członkowie rodziny Winnych mijają na warszawskiej ulicy sufrażystki, walczące o prawo głosu dla kobiet. Niby nic takiego, a jednak scena trochę odbiła echem w mediach, zwłaszcza tych o charakterze prawicowym – twórcy serialu zostali posądzeni o „propagowanie feminizmu”, pomimo że scena pokazywała… Po prostu kontekst historyczny, ważną zmianę związaną z odzyskaniem niepodległości przez Polskę. Takich scenek w serialu trochę znajdziemy, jak chociażby szczegóły edukacji Mani i Ani w szkole średniej czy też pokazanie reklamy proszku „Radion” w formie kreatywnego plakatu na ulicach Warszawy.

Zasadniczą pierwszą i taką najważniejszą zmianą są początkowe scenki pierwszego odcinka, które wprowadzają nas w świat bohaterów i przedstawiają członków rodziny Winnych. Wspólne spotkanie przy jednym stole pozwala nam zapoznać się z najważniejszymi postaciami. Tymczasem powieść zaczyna się od razu od dramatycznego porodu, a czytelnik stopniowo poznaje kolejnych bohaterów, członków rodziny i przyjaciół.

Jeden z kuzynów głównych bohaterek zostaje księdzem. O ile w książce jest to wspomniane bardzo zdawkowo, o tyle w serialu jest to dość rozwinięte, m.in. mamy scenę święceń kapłańskich, które dla Ignacego wiążą się także ze wspomnieniami. W powieści nie uświadczymy również dramatycznej sceny poronienia jednej z bohaterek. Trzeba jednak przyznać, że wszystkie te drobne zmiany są na tyle subtelne, że nie przeszkadzają one w odbiorze widzom, którzy znają książkę.

Na samym początku przyznałam, że TVP trochę „ugrzeczniło” powieść. Bohaterowie często posługują się dość niewybrednym językiem, a z racji tego, że autorka z zawodu jest lekarką, niektóre opisy schorzeń są dość dosadne. To dość oczywiste, że pewne rzeczy nie przeszłyby w serialu dla widza od lat 12, w dodatku emitowanym w niedzielę o godzinie 20… Choć zastanawia mnie brak konsekwencji przy rozwinięciu wątku jednego z bohaterów, który jest gejem – w książce nie ma za dużo scen sugerujących wprost zmagania chłopaka z własną tożsamością i orientacją, a jednak w serialu zdecydowano się na taki krok.

Moim zdaniem zmiany w stosunku do oryginału były konieczne. Książka jest napisana bowiem specyficznym stylem, który jedni pokochają, a inni znienawidzą – jest ona pełna retrospekcji, fragmentaryczności, czy nawet wybiegania w daleką przyszłość przy dość krótkim opisie losów danego bohatera. Aby widz nie poczuł się zagubiony, twórcy serialu musieli uporządkować pewne rzeczy. Przy czym nie dziwię się sukcesowi zarówno książki, jak i samej produkcji TVP – w trzynastu odcinkach dobrze opowiedziano wydarzenia zawarte w pierwszym tomie. Liczę, że kolejny sezon będzie na podobnym poziomie. „Stulecie Winnych” raczej nie będzie drugim „Domem”, ale mimo wszystko ogląda się (i czyta) bardzo dobrze.

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

Stulecie winnych

Serial na podstawie książkowej sagi Ałbeny Grabowskiej będzie opowiadał losy rodziny spod Warszawy, dzięki której widzimy zmiany i rozwój w Polsce w różnych istotnych …