2
Artykuły

Czym jest groteska i dlaczego postanowiłam o niej napisać w kontekście seriali? To kategoria estetyczna, która łączy w jednym dziele przeciwstawne pierwiastki, na przykład piękno i brzydotę lub komizm i tragizm. Często owo dzieło przesiąknięte jest absurdem i wywołuje u odbiorcy dezorientację.

Istnienie groteski zaczęłam dostrzegać dopiero niedawno. Albo inaczej: niedawno nauczyłam się nazywać to zabawne uczucie, kiedy podczas oglądania serialu świerzbi mnie wnętrze umysłu. Człowiek sam nie wie, czy uśmiechnąć się, zdziwić, czy płakać, ponieważ został postawiony w sytuacji, w której kompozycja artystyczna jest pełna sprzeczności. Podejrzewam, że temat groteski w serialach mógłby stać się materiałem na obszerną i niesamowicie ciekawą pracę naukową (zapraszam na studia humanistyczne) – to środek wykorzystywany bardzo często przez twórców. Dzięki niemu przeszywa nas dreszcz emocji i jesteśmy jeszcze bardziej zainteresowani dalszymi losami bohaterów.

W niektórych przypadkach groteska jest dyskretnie ukryta w toku opowiadanej historii, ścieżce dźwiękowej, grze aktorskiej lub zdjęciach i chociażby nawet samych ruchach kamery. Zdarza się jednak też, że serial jest nią przepełniony w każdym z tych aspektów. Tak właśnie jest w „A Series of Unfortunate Events”, produkcji Netflixa, która stworzona została na podstawie książek Daniela Handlera. Niestety, nie miałam okazji poznać pierwowzoru, ale z czystym sumieniem mogę przyznać, że adaptacja jest prawdziwą perełką i kopalnią tej mojej genialnej, ukochanej kategorii estetycznej. Oglądając przygody Wioletki, Klausa i Słoneczka, widz ma wrażenie, że groteska sama wylewa się z ekranu i dotyka bezpośrednio wnętrza umysłu, nawet przejścia między ujęciami zostały jej podporządkowane. Na wstępie, w czołówce, Lemony Snicket (narrator) przekonuje widza, aby odwrócił wzrok, a później, aby zakończył seans, bo to, co spotka te dzieci, będzie historią tragiczną i z całą pewnością ich losy nie potoczą się pozytywnie. Mimo poważnej tematyki serial utrzymany jest w beztroskim, pięknym charakterze. Ciężko stwierdzić, żeby czegokolwiek mogło brakować rodzeństwu Baudelaire. Zechcecie ocenić je tylko na podstawie wyglądu i ogólnego zachowania? W takim wypadku nigdy nie przyjdzie wam do głowy, że w wyniku ogromnego pożaru zostały osierocone, a teraz błąkają się, uciekając przed dalekim krewnym Olafem, który za wszelką cenę chce położyć ręce na ich majątku. Warto też zwrócić uwagę na dobór dialogów – w nawet tragicznych momentach wywołuje uśmiech na ustach widza, bo kto w obliczu dostania się pod ponowną niewolę szalonego hrabiego zastanawia się nad różnicą między dwoma podobnie brzmiącymi słowami? Zadziwiająca jest również komiczna naiwność dorosłych, którzy nie dostrzegają intryg Olafa, podczas gdy dzieci wpadają przez nich w kolejne pułapki. Z całego serca polecam „A Series of Unfortunate Events” każdemu fanowi tego typu artyzmu oraz… porządku? Oglądając, odnosi się wrażenie, że wszystko na ekranie ma swoje miejsce i że gdyby choć o milimetr przesunąć jakiś przedmiot, zburzona zostałaby cała koncepcja.

W niektórych produkcjach elementy groteski są ukryte równomiernie we wszystkich odcinkach i widz jest w stanie z czasem przywyknąć do mrowienia na plecach wywołanego sprzecznymi odczuciami. Jednym z takich seriali jest „Hannibal”. Tak, dobrze przeczytaliście, chodzi o tego Hannibala – seryjnego mordercę przyrządzającego ze swoich ofiar potrawy, które następnie serwuje podczas obiadów ze znajomymi. Nie wiem, czy zwróciliście uwagę na ścieżkę dźwiękową, kiedy ten wirtuoz smaku tworzy swoje dzieła. Radosna muzyka klasyczna w tle to odpowiedni podkład do kulinarnych uniesień kanibala, który wrzuca do garnka mięso będące jeszcze przed chwilą żywym człowiekiem i gra na nosie całemu FBI. Kiedy częstuje Willa śniadaniem, a ten chwali znakomity smak i dopytuje się jeszcze, z czego składa się ta potrawa – to dopiero sytuacja iście tragikomiczna! Albo nawet ostatnia scena 3. sezonu, czyli walka, podczas której miałam ochotę wybuchnąć głośnym śmiechem. Starcie, mimo wyraźnej symboliczności, sprawiało wrażenie niepoważnego i komicznego.

„Stranger Things” – kolejna produkcja Netflixa opowiadająca o grupce znajomych, w której jeden z nich zupełnie przypadkiem znalazł się „po drugiej stronie”. Infantylna forma i naiwność dzieci jest tutaj, mimo tragicznego tła, elementem budującym całkiem przyjemną atmosferę. Podczas seansu momentami zapominamy, że chodzi o odnalezienie zaginionego chłopca. Właśnie do tego stopnia wciągają nas niekonwencjonalne poszukiwania oraz sposób zajmowania sobie myśli i czasu przez pozostałych bohaterów. Nie wiem, jak zachowałabym się w obliczu straty przyjaciela, ale prawdopodobnie nie miałabym ochoty na grę w gry planszowe ani nawiązywanie nowych znajomości.

Skoro poruszyłam temat młodego pokolenia, ciężko nie wspomnieć o popularnych „Skinsach”. Serial opowiadający o stereotypowym życiu nastolatków musi być pełen sprzeczności. Tutaj też groteska znalazła swoje miejsce, patrząc choćby na Richa i Grace, moją ulubioną parę z całej serii. Niby zupełnie niepasujący do siebie ludzie, a mimo wszystko ich drogi się złączyły. Groteskowe były okoliczności, w jakich się poznali. Rich stracił słuch przez słuchanie ukochanego metalu i dopiero wtedy zdał sobie sprawę z delikatnego piękna Grace, którą zobaczył tańczącą na scenie. Ta sielanka, sielanka wywołana tragedią, nie mogła potrwać długo. Czar pryska, kiedy Rich dowiaduje się o śmierci Grace w szpitalu zaraz po ogromnej imprezie, którą urządził u niej w domu.

Jakie odczucia budzi widok bijącego biczem zwłoki w kostnicy Sherlocka Holmesa? Rozbawienie? Czy raczej zgorszenie? Pewnie w jakimś stopniu jedno i drugie. Generalnie nie jest to raczej zbyt pochwalana praktyka wśród zwykłych śmiertelników, ale sposób, w jaki została pokazana, zwala z nóg i wywołuje uśmiech na twarzy. Kolejny przejaw groteski? Oczywiście niektórzy mogą to kwestionować, jednak ten bohater sam w sobie jest sprzecznością i komizmem. Każda scena, w której uczestniczy, przepełnia widza skrajnymi uczuciami: od oburzenia przez zdziwienie po rozbawienie, i to wszystko zafundowane naraz.

Jak widzicie, groteska kryje się na każdym kroku i podejrzewam, że gdyby lepiej się przyjrzeć, można ją znaleźć w wielu pozornie niegroteskowych serialach. Osobiście uwielbiam ten gatunek estetyczny, bo daje możliwość do różnorodnych interpretacji. Dzięki temu my, serialomaniacy, mamy o czym dyskutować. Nie dałabym rady oglądać serialu bez dreszczyku podekscytowania, który wywołuje we mnie styczność z groteską. Chętnie  będę kontynuować podróż po świecie seriali, poszukując dalszych jej heroldów.

Komentarze

(2)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

  • Ewa Zielińska
    Ewa Zielińska
    @Hander

    Też bardzo lubię groteskę w serialach. Jeśli nie oglądałaś iZombie to polecam. W każdym odcinku jest scena przyrządzania jakiegoś dania z mózgu... te fragmenty są nakręcone w taki sposób, że aż chciałoby się to zjeść. Fuj. :D

  • Gremo
    Gremo

    Muszę przyznać bardzo ciekawe spostrzeżenia. Na co dzień oglądamy seriale, czytamy książki, a nie potrafimy nazwać nawet odczuć jakie u nas wywołują te zabijacze czasu. Groteska, niby prozaiczna, a gdyby się na tym skupić odnaleźć ją można prawie w każdy serialu, chociażby epizodycznie. Fajny artykuł, zachęcam do dalszych takich przemyśleń, może zmusisz mnie do mocniejszego wytężania umysłu przy oglądaniu seriali :D

Powiązane

Seriale

Hannibal

Konsultant FBI zmaga się z umiejętnością analizy umysłów seryjnych morderców. Trafia pod opiekę dr. Hannibala Lectera, który pomaga mu poradzić sobie z przekleństwem, …


Skins

Serial porusza problemy nastoletniego życia, takie jak nadużywanie alkoholu, branie narkotyków, sypianie z niewłaściwymi osobami i choroby psychiczne. Głównymi …


A Series of Unfortunate Events

Wioletka, Klaus i Słoneczko po nieoczekiwanej śmierci rodziców mają zostać oddani do najbliższego krewnego, tak jak zostało napisane to w testamencie. Przez pomyłkę …


Sherlock

Dr Watson (Martin Freeman) jest lekarzem i weteranem wojennym. Pewnego dnia poznaje Sherlocka Holmesa (Benedict Cumberbatch), który rozwiązuje zagadki kryminalne …


Stranger Things

Akcja serialu rozgrywa się w 1983 roku w stanie Indiana, USA. W spokojnej, podmiejskiej dzielnicy ginie chłopiec. Przyjaciele, rodzina i policja zaczynają poszukiwania, …