Artykuły

Popularne, przyciągające miliony widzów przed ekrany i często ciągnące się przez setki odcinków, seriale medyczne często skupiają się bardziej na dramaturgii sytuacji, niż na czystym, merytorycznym przekazie. Oczywiście takie jest niepisane prawo telewizji, więc często mimo obecności konsultantów na planie, seriale te zawierają sporo błędów, a serialowe szpitale to w większości fikcja. Poniżej znajdziecie garść przykładowych błędów i niedociągnięć, na jakie twórcy najczęściej pozwalają sobie w seriach takich jak „House MD” czy nawet nasze rodzime „Na dobre i na złe”.

Asystolia „leczona” przez defibrylację

Jednym z najpopularniejszych błędów merytorycznych, które pojawiają się w serialach medycznych (a także filmach, które zawierają fragmenty dziejące się w szpitalach/karetkach/innych miejscach) od niemalże zawsze, jest defibrylacja pacjenta z asystolią.

Zacznijmy może od tego, z czym asystolię zjeść. Otóż pod tym jakże pięknym pojęciem nie kryje się nic innego, niż tzw. „flat line”, płaska linia na monitorze EKG. Oznacza to, że serce nie wykazuje aktywności skurczowej, a tłumacząc z medycznego na nasze: nie bije i nie pompuje krwi do organizmu, co może poskutkować śmiercią. Może być wywołana poprzez hipoglikemię, hipotermię czy chociażby porażenie prądem elektrycznym.

Na dobre i na złe, szpital, Leśna Góra, defibrylator

Od tego ostatniego powinniśmy przejść właśnie do defibrylacji, żeby zrozumieć na czym polega błąd merytoryczny w tym konkretnym przypadku. Defibrylacja polega na zastosowaniu impulsu elektrycznego prądu stałego poprzez klatkę piersiową lub bezpośrednio na mięsień sercowy i stosuje się ją w przypadku migotania komór czy częstokurczu komorowego (tachykardia).

Co zatem powinni serialowi medycy zrobić, kiedy przychodzi im się zmierzyć z asystolią? Otóż zastosować resuscytację krążeniowo-oddechową, połączoną z podaniem np. epinefryny.

Zastrzyk adrenaliny prosto w serce

Z poprzednim zagadnieniem łączy się poniekąd kolejne – zastrzyk z epinefryną (adrenaliną) prosto w serce. Najsłynniejszy przypadek możecie pamiętać z „Pulp Fiction”, ale w serialach też zdarzały się takie kwiatki. W czystej teorii wszystko powinno zadziałać i to niemalże natychmiast, tymczasem jednak nie do końca jest to takie proste i łatwe.

Przede wszystkim podanie adrenaliny zastrzykiem prosto w serce, wcale nie przyspieszy działania adrenaliny w stosunku do przypadków, kiedy podano by ją dożylnie, a jednocześnie nieumiejętne wkłucie (a o takie wcale nie trudno w przypadku, jeśli celujemy w organ, którego nie widać) może spowodować uszkodzenie strun ścięgnistych w sercu czy mięśni brodawkowatych. Zdecydowanie łatwiejszą i pewniejszą metodą jest podanie adrenaliny dożylnie.

Rozpoczęcie leczenia tuż po postawieniu diagnozy na spotkaniu

Ileż to razy w „House MD” albo innych serialach medycznych zdarza się, że lekarze wdrażają leczenie pacjenta dosłownie w kilka chwil po postawieniu/uzgodnieniu diagnozy. W wielu przypadkach wygląda to tak, że lekarze przeprowadzają jedynie wywiad, a potem idą się naradzić w salce konferencyjnej. Wychodzą z niej z gotową diagnozą i wymyślonym leczeniem, które od razu stosują na pacjencie.

Dr House, bez rękawiczek, szpital

W rzeczywistości sprawa nie jest tak prosta – i jakkolwiek w wielu chorobach liczy się naprawdę każdy dzień od rozpoznania do rozpoczęcia terapii, ale aby uniknąć błędnej diagnozy, wykonuje się badania wstępne, pobiera próbki i w ogóle bardziej dba się o postawienie prawidłowej diagnozy nie tylko na podstawie wywiadu, ale i objawów/wyników badań.

Jeden lekarz jest w stanie zrobić wszystko

Bardzo popularny trop w serialach medycznych i jedno z najczęstszych przekłamań tam występujących, to kwestia tego, że jeden lekarz jest w stanie zająć się wszelkimi przypadkami. Jeśli jesteś chirurgiem, to w szpitalu w Leśnej Górze („Na dobre i na złe”) będziesz mógł operować wszystko. W „House MD” twórcy idą jeszcze dalej i to czasami zespół diagnostyczny przeprowadza operacje, a w jednym z odcinków Chase ze specjalisty na OIOMie, magicznie stał się chirurgiem będącym w stanie przeprowadzić każdą operację pod słońcem.

W prawdziwym życiu sprawa jest trochę bardziej skomplikowana – nie od tego istnieją w medycynie specjalizacje, żeby anestezjolog musiał przeprowadzać operacje neurochirurgiczne, a alergolog mógł podawać znieczulenia. To może dość skrajne przykłady, więc zobaczmy to w przypadku mniej przesadzonym – chirurgia sama w sobie jest dość wyspecjalizowaną dziedziną, bo oprócz działu ogólnego, istnieje całe mnóstwo większych lub mniejszych specjalizacji, dzięki którym lekarze mogą wykonywać swoją pracę lepiej i dokładniej. Przecież nie chcielibyście, żeby kardiochirurg robił wam operację mózgu.

Sadly, it’s never lupus

Tradycją i pewnym elementem lokalnego folkloru stało się w „House MD” powiedzonko powtarzane często przy stawianiu diagnozy „it’s never lupus”. O co w tym wszystkich chodzi i czym jest ten tajemniczy „lupus”?

Zacznijmy od tego ostatniego – rzeczona i wielce tajemnicza choroba przestaje być taka tajemnicza, jeśli przestaniemy używać w stosunku do niej jej łacińskiej nazwy (a właściwie fragmentu nazwy, bo cała jednostka chorobowa to lupus erythematosus). W polskiej nomenklaturze lupus to toczeń rumieniowaty, zwany również liszajem. Nie brzmi to już tak tajemniczo, prawda?

Grey's Anatomy, sala operacyjna, operacja

Skąd się wzięło jednak powiedzonko „it’s never lupus”? Cóż, toczeń rumieniowaty należy do chorób autoimmunologicznych, które dość ciężko rozpoznać ze względu na bardzo nieswoiste objawy. Zakłada się, że jest w sumie jedenaście kryteriów (m.in. rumień na twarzy, nadwrażliwość na słońce, zmiany w nerkach, owrzodzenia jamy ustnej, zapalenia stawów bez nadżerek czy zapalenie błon surowicznych), z których pacjent musi spełnić co najmniej cztery, by móc ewentualnie zdiagnozować toczeń. Dodatkowo zapadalność na tę konkretną chorobę to 40-50 przypadków na 10000 osób.

Powyższe nie tłumaczy do końca jednak, dlaczego Gregory House chce we wszystkim dopatrywać się toczenia rumieniowatego. Cóż schemat odcinka „House MD” zawsze polegał na tym, że na początku mamy pacjenta z jakimiś objawami, następuje diagnoza, konsultacja, wdrożenie leczenia i puf, pacjent wyleczony. „It’s never lupus” jest w tym przypadku pewnym rodzajem ironii, bo wystąpienie tocznia totalnie by ten schemat załamało – na razie nie ma skutecznej terapii, która całkowicie doprowadziłaby do wyleczenia choroby.

 

Powyższe przykłady można by było mnożyć i mnożyć. O błędach i problemach merytorycznych w serialach medycznych powstają liczne vlogi i artykuły. Można byłoby pomyśleć, że skoro jest takie zainteresowanie tym tematem, tyle osób punktujących problemy i błędy, poziom powinien wzrosnąć, a najpopularniejsze błędy powinny zostać wyeliminowane. To nie do końca tak – twórcy stawiają dramaturgię oraz w wielu przypadkach płynność narracji ponad kwestią realizmu.

Na koniec pozwolę sobie jeszcze na anegdotkę. Podczas robienia reaserchu do tego tekstu, zapytałam swoich znajomych lekarzy, jakie są najczęstsze i najbardziej widoczne błędy w serialach medycznych. Najczęstsza odpowiedź, którą uzyskałam, to: „nie oglądam seriali medycznych od czasu studiów”. W sumie teraz już wiem dlaczego.

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

House

Serial opisujący losy tytułowego Gregory'ego House'a, lekarza genialnego, lecz dość kontrowersyjnego i niekonwencjonalnego. Razem ze swoim zespołem diagnostycznym …


ER

Historia lekarzy pracujących w County General, którzy starają się pogodzić życie zawodowe z osobistym.


Scrubs

W nierealnym świecie Szpitala Świętego Serca marzyciel dr John Dorian uczy się medycyny i zawiera nowe przyjaźnie.