1
Artykuły

Sukces norweskiego serialu „Skam” był zupełnie nieoczekiwany. Produkcja z założenia miała tylko przyciągnąć bardziej zróżnicowaną widownię do ujednoliconej stacji NRK, a osiągnęła międzynarodową popularność. Jaki sekret skrywa „Skam”, skoro co tydzień skupiał ¼ mieszkańców Norwegii przed telewizorami, a miliony fanów z całego świata przed ekranami komputerów i komórek?

Niezaprzeczalnym aspektem wyjątkowości tego serialu jest fakt, że całość została stworzona w taki sposób, aby dotrzeć bezpośrednio do młodzieży. Produkcja przecież nie była tylko puszczana jako epizod w telewizji. Na jeden odcinek składało się kilka lub kilkanaście klipów, publikowanych w różnych mediach społecznościowych o tej samej godzinie, o której rozgrywały się przedstawione wydarzenia. Bohaterowie żyli w Internecie – prowadzili konta na Instagramie czy Facebooku, publikując wspólne zdjęcia, a czasem też wiadomości, które sobie wysyłali. 

Czas na resztę Europy

Kiedy informacja o możliwości stworzenia „Skam” w innych krajach, a przede wszystkim w Stanach, obiegła Internet, nagle wszyscy doświadczyli potwornej powtórki z rozrywki. Na myśl od razu przychodzi wielka porażka, jaką był amerykański reboot „Skins” – innego, bardzo popularnego serialu dla nastolatków. Z produkcji, która ukazywała tak nierealistyczne życie licealistów, dało się wyciągnąć kilka mądrości, a nowa wersja została zupełnie spłycona, na dodatek kiepsko grająca obsada i niepotrzebne cenzury zupełnie ściągnęły ją na dno. 

skam, rebooty, skam w innych krajach, nrk, skam poland,

Nic dziwnego więc, że pomysł odtworzenia klimatu „Skam” w innych krajach został tak chłodno przyjęty. Jednak wygląda na to, że jak na razie USA zrezygnowało z pomysłu, pomimo że mieli prawa do produkcji już od 2016 roku. Europejskie wersje są już w trakcie albo kończą produkcję („Skam France” zadebiutowało 5 lutego) i niebawem będziemy mogli zobaczyć na własne oczy, czy to rzeczywiście wyjdzie. W kolejce czekają też Niemcy, Włochy, Hiszpania i Holandia. 

Po tym przydługim wstępie chciałabym jednak spróbować odpowiedzieć na pytanie, czy rebooty „Skam” mają w ogóle szansę osiągnąć podobny co pierwowzór sukces.

Szansa na poznanie innych kultur

Zacznę od tego, że amerykańska wersja „Skam” jest całkowitym nieporozumieniem. Już nawet nie chodzi o ryzyko, że skończy jak „Skins”, po prostu seriali o młodzieży w Stanach powstało już tyle, że kolejny jest zupełnie zbędny. Wgląd na to, jak wyglądają szkoły, spędzanie wolnego czasu czy w bardzo ogólnym znaczeniu „tradycje”, mamy od bardzo dawna. Rzeczywistość nastolatków z krajów europejskich jest jednak tajemnicą, a już przy oryginalnej wersji serialu mogliśmy zobaczyć, czym wyróżnia się norweska szkoła bez typowo amerykańskich podziałów na sportowców, kujonów albo dziwaków. W tym momencie kończę wszelkie rozważania na temat „Shame”, jak ma się nazywać produkcja, bo uważam, że taka wersja nie powinna nigdy powstać.

Zostało ujawnione, że nadzór nad wszystkimi rebootami ma sprawować autorka oryginału – Julie Andem, więc koncepcja zostanie ta sama. Nadal będziemy oglądać pojedyncze klipy, które potem zostaną zmontowane w odcinek, a postacie będą wrzucać zdjęcia na swoje konta na Instagramie i innych mediach społecznościowych.

skam france, skam w innych krajach, skam, nrk, reboot,

Zaskoczeniem jednak okazało się, że fabuła pierwszych fragmentów jest identyczna jak w oryginale. Wywołało to sporą dawkę niechęci i złości, bo jaki jest sens oglądania tego samego, tylko w innym języku? Śpieszę z wyjaśnieniami i trochę uspokajam. Fabuła tylko pierwszych trzech odcinków ma powielać pierwowzór, później historia pójdzie w swoim kierunku, a postacie mają dostać głębsze i różnorodniejsze podejście. 

Co kraj, to obyczaj

Co jednak mogą nam dać te rebooty, poza oczywiście powieloną historią? „Skam” pokazało nam życie norweskich nastolatków od środka. Jak wyglądają szkoły, podziały, w jaki sposób spędzają wolny czas i weekendy, różniło się też podejście rodziców i ich zaangażowanie w życie swoich dzieci. To samo będziemy mogli zobaczyć w innych europejskich krajach. Seriale o nastolatkach z Niemiec czy Francji są zupełnie nieznanym terytorium. Na pewno powstają u nich takie produkcje, jednak przeniesienie do nich koncepcji „Skam” stworzy okazję do zaprezentowania się międzynarodowo. U nas przecież też są seriale typu „Szkoła” czy „19+” (nie żebym jakkolwiek chciała je porównywać do norweskiej produkcji), ale nie słyszymy, żeby ktoś w innym kraju w ogóle wspominał o tych seriach. Nawet jeśli fabularnie rebooty miałyby być identyczne jak oryginał, to i tak muszą dodać coś od siebie i zmienić realia. 

Pierwszą różnicą jest już główny element, jaki połączył dziewczyny w pierwszym sezonie. Russbuss jest typowo norweską tradycją, niespotykaną w innych zakątkach świata, a ponieważ jest to coś w rodzaju organizacji imprezy, ma sens, żeby dziewczyny w „Skam France” stworzyły swojego rodzaju komitet organizacyjny największej imprezy roku. 

Na zdjęciach mogliśmy też zobaczyć, że Imane (w norweskiej wersji – Sana) czasami nosi swój hidżab, a czasami nie. Wiąże się to z prawem, jakie panuje we Francji, które nie zezwala na łączenie religii z życiem publicznym, co ma za zadanie niwelację konfliktów na tym tle. To tylko kilka z wielu różnic jakie będziemy mieli szansę zobaczyć w rebootach i dzięki nim poznać lepiej kraje, którym nie było nam dane przyjrzeć się od środka wcześniej. 

Czy odnowione wersje „Skam” odniosą podobny sukces, pozostaje wielką tajemnicą i dużo zależy od podejścia każdego widza. Może wielu serialomaniaków zbyt wcześnie ocenia takie pomysły? Ja pomimo wszystko jestem ciekawa, co z tego wyjdzie. A wy jakie macie zdanie o powstaniu tych rebootów?
 

Komentarze

(1)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

  • Zuzanna Włodarkiewicz
    Zuzanna Włodarkiewicz
    @Suzie95

    Ja chyba odpuszczę. Skam to Skam, nic mi norweskiej wersji nie zastąpi.

Powiązane

Seriale

Skam

Norweski serial opowiadający o życiu grona przyjaciół z Oslo, którzy zmagają się z trudnościami codziennego życia. Każdy sezon skupia się na innym bohaterze oraz …