Artykuły

Znam mnóstwo seriali i filmów, których główny bohater jest dupkiem. Wiecie: nie kompletnie apatycznym gnojkiem, ale kąśliwym i charyzmatycznym gościem, którego mimo wszystko da się lubić i świetnie się patrzy na to, jak rzuca kolejnymi trafnymi one-linerami w postacie drugoplanowe. Dlatego pewnym powiewem świeżości był dla mnie „Derek” – serial, w którym protagonista nie posiada żadnej z tych cech.

Najsympatyczniejszy główny bohater

Głównym bohaterem serialu jest Derek – znajdujący się na granicy głupoty i opóźnienia umysłowego pięćdziesięcioletni facet, który pracuje w domu spokojnej starości Broad Hill. Lubi oglądać telewizję, śmieszne filmiki ze zwierzętami na YouTube i mówić o zwierzętach, ale przede wszystkim kocha pomagać. Jest dobry i bezinteresowny; pracuje w domu opieki, bo naprawdę przejmuje się losem osób starszych.

Muszę przyznać, że Ricky Gervais jest niesamowity w roli Dereka. Udaje mu się stworzyć bohatera wzbudzającego we mnie ogromne pokłady empatii i którego z całkowitą pewnością nie da się wrzucić do żadnej szufladki. Mogą znaleźć się osoby, które stwierdzą, że Derek jest opóźniony umysłowo lub autystyczny, jednak w serialu nie pada jasna odpowiedź na ten zarzut, a Gervais nigdy nie określił tej postaci żadnym z takich określeń. W jednym z odcinków serialu jest zresztą świetna scena, kiedy Derekowi proponuje się badanie w celu określenia, czy znajduje się w spektrum autystycznym. Nie zdradzę Wam jego odpowiedzi – musicie zobaczyć ją sami.

Fakt, że „Derek” jest paradokumentem, pozwala nadać narracji dodatkową warstwę – za pomocą tego, że bohaterowie zwracają się bezpośrednio do kamery i są świadomi jej obecności. Dzięki tym szczerym wyznaniom „na osobności” dostajemy możliwość dowiedzenia się, co poszczególne postaci tak naprawdę o sobie myślą, a nie tylko o tym, jak wyglądają ich interakcje.

 

Paradokument człowieka-orkiestry

„Derek” to dziecko jednego ojca. Ricky Gervais wymyślił serial, jest jego producentem wykonawczym, wyreżyserował i napisał scenariusze do każdego odcinka, a na dodatek zagrał główną rolę. Przy tak mocno autorskim projekcie pojawia się ryzyko – wizja twórcy może być kompletnie nieprzyswajalna dla kogokolwiek innego (tak, „The Room”, na ciebie patrzę. Wracaj do piwnicy i cichaj mi tam). Na szczęście tutaj udało się tego uniknąć.

Mimo że Derek jest postacią centralną serii, nie jest on jedynym ważnym bohaterem. Istotni w całej tej historii są też jego współpracownicy – Hannah, menadżerka Broad Hill, oraz Dougie – zrzędliwy dozorca, firmowa złota rączka i współlokator Dereka. Przez większość czasu w domu spokojnej starości przebywa też Kev. Nie pracuje tam (ani nigdzie indziej), ale nie ma nic innego do roboty. Wszystkie te postaci zostały dobrze napisane. Nie są to najbardziej wielowymiarowi czy oryginalni bohaterowie, jednak doskonale spełniają swoje funkcje w tej opowieści.

Śmiech i łzy

Humor, którego doświadczycie oglądając serial „Derek”, nie jest humorem typu „ha, ha, ha”. To bardziej: „wydmuchnąłem mocniej powietrze nosem”. Tylko że całość wzbudza w widzu pozytywne emocje. Oglądając tę serię czułem się po prostu dobrze, na pewno lepiej niż nie oglądając jej.

Nie będę też ukrywał, że działają na mnie proste chwyty – smutna muzyczka, ckliwe momenty – i wtedy łatwo do mnie trafić, jednak „Derek” zrobił to w sposób tak skuteczny, że podczas jednego z odcinków miałem nie tylko lekko wilgotne oczy – łzy ściekały mi po policzkach jak po pierwszym sercowym rozczarowaniu.

Dlatego właśnie polecam Wam „Dereka”. To nie jest długi serial – zaledwie dwa sezony po sześć liczących około 30 minut odcinków, oraz specjalny godzinny finał. Zajmie Wam to nie więcej niż jeden, dwa wieczory, ale będą to wieczory naprawdę dobrze spędzone. „Derek” jest w całości dostępny na platformie Netflix.

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale