Artykuły

Bardzo znany i uznany ekonomista zjada człowieka. Konsumuje ludzkie zwłoki. Dopuszcza się kanibalizmu. Przy czym swojego przyszłego posiłku nie zabija, umawia się z nim, że tamten przed konsumpcją popełni samobójstwo. Gdy sprawa wychodzi na jaw, nikt nie chce z profesorem mieć nic wspólnego, nikt nie chce go bronić, a co więcej, ośmieszony przez kontakty z nim rząd stara się udowodnić mu morderstwo. Bronić go będzie Cleaver Greene, kontrowersyjny prawnik, specjalizujący się w sprawach, oględnie mówiąc, kontrowersyjnych. I główny bohater australijskiego serialu „Rake”.

Prawo, nie sprawiedliwość, głupcze!

Rake, Cleaver Greene

Oto mniej więcej zawiązanie akcji pilota tej od niedawna dostępnej na Netflixie produkcji. Zawiązanie, które nadaje ton całej pierwszej serii, bo powiedzieć, że Australijczycy nie stronią w niej od tematów kontrowersyjnych, to jak powiedzieć, że Saturn jest większy od kaczki. Cleaver broni między innymi mężczyzny, który, w utajeniu przed swoimi żonami, żył w bigamii, kontrowersyjnego artysty, oskarżonego o zamordowanie pięknego, prostytuującego się chłopca, uznanego lekarza, który uprawiał seks z własnym psem (i żoną jednocześnie, a do tego to nagrał) czy też prezenterki radiowej, która w swoich programach podsyca agresję przeciwko imigrantom.

Cleaver nie ma przy tym złudzeń – wie, że większość z jego klientów popełniła przypisywane im czyny i że zapewne nie są oni dobrymi ludźmi. Cleaver nie wierzy do tego w sprawiedliwość, ale wierzy w prawo. Czasem stara się znaleźć kruczki prawne (jak ten, że Australia nie ma prawa zakazującego kanibalizmu), ale zazwyczaj jego linia obrony jest bardziej brawurowa. Nie twierdzi na przykład, że bigamista nie złamał prawa, próbuje dowieść, że prawo, które złamał, jest anachroniczne i przesycone duchem hipokryzji. Otóż czy nie żyjemy w świecie, w którym większość z nas miewa przygodne romanse, a zamożni mężczyźni utrzymują regularnie kochanki (nierzadko sponsorując im mieszkania i dostarczając większości środków do życia). Czy więc, pyta Cleaver, nie jest uczciwiej ożenić się z dwiema kobietami, obydwóm gwarantować życie na odpowiednim poziomie i przy zachowaniu godności?

I czasami Cleaver odnosi sukces, czasem jego argumentacja trafia na podatny grunt przekonań ławników. W systemie australijskim bowiem, podobnie jak w amerykańskim, to ławnicy, powołani do tego spośród zwyczajnych obywateli, decydują o tym, czy oskarżony jest winny, czy nie. Jednocześnie twórcom udaje się dokonać czegoś, z mojej perspektywy, niezwykle ciekawego. Otóż my sami (a przynajmniej niżej podpisany) zaczynamy się zastanawiać, czy być może Cleaver nie ma racji, czy aby na pewno nasze utarte przekonania na temat świata są słuszne i jedyne. Jak choćby we wspomnianej sprawie restauratora-bigamisty. Czy naprawdę lepiej być (legalną) kochanką i żyć w ukryciu, często w upokorzeniu? Czy nie lepszy byłby system, w którym wiele żon żyłoby na odpowiednim poziomie z jednym mężczyzną? Cleaver Greene zaczął wsiąkać do mojego umysłu. Może zacznie wsiąkać i do waszych?

Rake, Cleaver confession

Sex, drugs and law

W warstwie pokazującej życie osobiste bohaterów „Rake” jest serialem już bardziej konwencjonalnym. Choć też z pewnymi smaczkami. Cleaver to facet niesamowicie inteligentny, a do tego oczytany; w serialu tym ciekawe są, i dość niespotykane zazwyczaj, referencje do sztuk pięknych i literatury, przy których nie zakłada się, że widz jest idiotą. Dobrym przykładem jest powtarzająca się irytacja Cleavera Albertem Camusem, który, wydawałoby się, powinien być cynicznemu Cleaverowi bliski. Dlaczego więc Cleaver tak nie lubi Camusa? Kto wie? Widz musi odpowiedzieć sobie sam.

Cleaver nie jest bowiem człowiekiem prostym. A jednocześnie prowadzi żywot, który można określić tylko jako hulaszczy. Zmienia kobiety jak rękawiczki (jednocześnie, co ciekawe, starając się zachowywać kontakt i dobre relacje z najważniejszymi ze swoich miłości – twierdzi bowiem, że nie tylko wszystkie z nich kochał, ba – on je nadal kocha). To oczywiście otwiera pole dla całej masy wątków romantycznych i scen miłosnych (w których obrazowaniu twórcy serialu nie stronią od dosłowności), które, jak wspomniałem wcześniej, są już bardziej typowe dla tego typu produkcji.

Rake, Cleaver, Barney

Do tego Cleaver eksperymentuje z przeróżnymi narkotykami, uprawia hazard za wielkie pieniądze (co związuje go z półświatkiem przestępczym i z kolei prowadzi do innych ciekawych wątków i spraw) i nie potrafi, a zapewne nie chce, zrobić ze swoim życiem niczego, co by je uporządkowało. Pod tym względem jest oczywiście podobny do paru innych popularnych postaci, takich jak chociażby Hank Moody z „Californication” czy BoJack Horseman. Wydawał mi się od nich przy tym bardziej sympatyczny, przyzwoitszy, bardziej ludzki. Dzięki temu, że Cleaver nie jest, w przeciwieństwie do BoJacka, typowym skurwysynem, da się go łatwiej lubić i mu kibicować, a komizm wielu sytuacji, w które się pakuje (jak na przykład ta, w której to w jego małym, zagraconym mieszkanku pojawiają się jednej nocy wszystkie aktualne kobiety jego życia i w końcu w trójkę zasypiają w jego łóżku, podczas gdy on siedzi na kanapie, z wyrazem twarzy mówiącym: „czy tylko mi się to przydarza?”), doprowadza nas do śmiechu.

Ta kombinacja ciekawych, z moralnego i prawniczego punktu widzenia, spraw i w miarę typowych, ale dalej śmiesznych, wątków osobistych czyni serial lekką do oglądania, ale i jednocześnie niebanalną produkcją, idealną na długie zimowe wieczory.

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

Rake

Cleaver Greene to błyskotliwy prawnik. To także hulaka, hazardzista i kobieciarz. To wybuchowe połączenie powoduje, że, pomiędzy fascynującymi sprawami w sądzie, …