Artykuły

Niestety nie wszystkie dobre seriale z zagranicy zdobywają w Polsce rozgłos, na który zasługują. Do tej grupy należy również „Person of Interest” – świetny procedural kryminalny, do którego obejrzenia zamierzam Was przekonać.

„Person of Interest” to amerykańska produkcja J. J. Abramsa (reżysera i scenarzysty „Lost” oraz producenta „Fringe” i „Westworld”), w reżyserii Jonathana Nolana (reżysera, scenarzysty i producenta „Westworld”), która w polskiej telewizji pojawiła się w 2013 roku na TVN pod tytułem „Wybrani”. Nie zapewniło jej to jednak należytej sławy.

Chociaż serial jest niemal typowym proceduralem kryminalnym, jego fabuła ma lekkie zabarwienie science fiction. Po serii zamachów terrorystycznych w Stanach Zjednoczonych amerykański rząd zlecił dwóm geniuszom komputerowym stworzenie systemu zdolnego przewidywać akty terroryzmu, na podstawie nagrań z kamer oraz prywatnych wiadomości i telefonów obywateli. Wbrew głównym założeniom Maszyna (bo tak odnoszą się do niej bohaterowie serialu) rozpoznaje także nieistotne, z punktu widzenia rządu, drobne, lecz zaplanowane przestępstwa. Jeden z twórców tego superkomputera, milioner Harold Finch, postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i przeciwdziałać odrzuconym przez system zbrodniom z pomocą byłego agenta CIA. Ich zadanie utrudnia nieco fakt, że dostają od Maszyny jedynie numery ubezpieczenia społecznego ofiary lub sprawcy i sami muszą odkryć szczegóły zaplanowanego przewinienia.

Wiele opowieści, jedna historia

Jak na procedural przystało, w „Person of Interest” każdy odcinek to osobna sprawa i inne przestępstwo. Historie są ciekawe i różnorodne, jednak to nie one przyciągają widza do ekranu, lecz główny wątek. Ile jesteście w stanie wymienić seriali, które oglądaliście dla postaci albo poszczególnych śledztw, ale męczyły was główną osią fabuły ciągnącą się przez kilka sezonów? Ta produkcja się do nich nie zalicza. Opowieść o Maszynie jest bardzo sprawnie poprowadzona i nie nudzi. W pierwszym sezonie wątek zostaje lekko zarysowany, po to, żeby rozwijać się z każdą kolejną serią, aż do świetnie pomyślanego finału. Scenarzystom udało się w taki sposób przedstawić historię, żeby widzowie zaczęli przejmować się losem Maszyny – niby zwyczajnego komputera, wypluwającego z siebie głównie cyferki. Jako osoba bardzo emocjonalnie reagująca na wydarzenia w oglądanych serialach w pewnym momencie wręcz zapłakałam nad jej losem.

Dodatkowym argumentem dotyczącym fabuły, który przemawia za oglądaniem tego serialu, jest fakt, że to historia kompletna. Całość zamknęła się w pięciu sezonach i naprawdę warto ją poznać, bo – pomimo kilku słabszych odcinków – nie zawodzi oczekiwań.

Zwyczajni (super)bohaterowie

„Person of Interest” uwielbiam także za postacie, zarówno pod kątem ich napisania, jak i odegrania. W rolę Harolda Fincha wcielił się genialny Michael Emerson (możecie znać go z „Lost”, w którym grał Bena Linusa). Jego kreację w tej produkcji absolutnie ubóstwiam. Kulejący samotnik, z pozoru łagodny i spokojny, jednak w skrajnych sytuacjach odkrywający swoją drugą naturę, okazał się jednym z najciekawszych bohaterów tego serialu, chociaż konkurencję miał sporą.

person of interest, impersonalni, serial, poleci ktoś serial, michael emerson, harold finch, admin, machine, maszyna
Michael Emerson jako Harold Finch

Pozostała część głównej obsady, chociaż doświadczona aktorsko, nie miała na koncie zbyt wiele produkcji małego ekranu, a jednak w niczym nie ustępowała Emersonowi. Oszczędna mimika i mowa ciała Jima Caviezela idealnie pasowały do odgrywanej przez niego postaci byłego agenta CIA, próbującego przeciwdziałać przestępstwom. Kevin Chapman jako skorumpowany policjant, powoli zdobywający sympatię pozostałych bohaterów oraz widzów, też poradził sobie świetnie.

Na wyróżnienie zasługują również Amy Acker i Sarah Shahi, których dwuznaczne bohaterki świetnie oglądało się na ekranie, szczególnie kiedy występowały w duecie. Chemia pomiędzy ich postaciami – Root a Sameen – była naprawdę ogromna.

Trochę radości w przestępczym światku Nowego Jorku

Kolejnym elementem wyróżniającym „Person of Interest” jest humor tego serialu. Nawet najpoważniejsze i najsmutniejsze odcinki urozmaicał świetnie napisany komizm słowny, dzięki któremu produkcja stawała się znacznie lżejsza do oglądania, niż sugerowałaby to tematyka. Dialogi pomiędzy Root a Sameen lub Root i Haroldem bardzo dobrze rozładowywały sytuację. Oprócz nich nie zabrakło też kilku komicznych sytuacji z udziałem psa Miśka oraz Harolda, który początkowo żywił głęboką niechęć do zwierzaka.

Pomimo że „Person of Interest” to serial kryminalny, jest mało brutalny. Twórcy unikali w nim dokładnego pokazywania okrutnych scen, stawiając raczej na sugestie i podkreślając bardziej dynamikę akcji niż jej szczegóły. Jak na produkcję zakrawającą o science fiction, nie uświadczycie też w tej serii wielu widowiskowych efektów specjalnych. Poza systemem stanowiącym główną oś fabuły, który aktualnie staje się coraz bardziej science i coraz mniej fiction, nie ma tu właściwie fantastycznych elementów.

person of interest, impersonalni, wybrani, serial, jonathan nolan, j. j. abrams, machine, maszyna, monitoring
Świat widziany „oczami” Maszyny

Na lekko futurystyczny, ale przede wszystkim niepokojący klimat wpływa tutaj bardzo mocno muzyka stworzona przez Ramina Djawadiego (jego muzykę mogliście usłyszeć w „Game of Thrones” oraz „Westworld”). Elektroniczna, dynamiczna ścieżka dźwiękowa przeplatana spokojnymi, instrumentalnymi utworami świetnie komponowała się z fabułą produkcji. To chyba jeden z moich ulubionych soundtracków serialowych.

„Person of Interest” może się również pochwalić świetnym doborem popularnych utworów, w tym kompozycją „Welcome to the Machine” zespołu Pink Floyd, o czym pisałam w TOP 7 scen z najlepiej dobraną muzyką. Moim zdaniem to wybór idealny, stanowiący doskonałe połączenie sceny i podkładu dźwiękowego, jeden z najlepszych (o ile nie najlepszy) spośród popularnych seriali ostatnich kilkunastu lat.

Person of (un)interest

„Person of Interest” stanowi świetną alternatywę dla opartych na identycznym schemacie procedurali goszczących na polskim ekranie od wielu lat. Po kilkunastu seriach różnych wersji „CSI” i zbyt wielu sezonach „Castle” czy „Bones” to odświeżające trafić na serial, który nie zanudza głównym wątkiem i kończy się w idealnym momencie. Bardzo żałuję, że ta produkcja nie dotarła do większego grona widzów w naszym kraju, na co zdecydowanie zasługuje. Oznacza to niestety, że nie znajdziecie jej na żadnej z dostępnych w Polsce platform streamingowych, ze względu na małą popularność.

Nie popełnijcie tego błędu i nie zignorujcie tego serialu, jeśli gdzieś na niego traficie. W swoim gatunku jest naprawdę jednym z lepszych i warto poświęcić mu czas, do czego gorąco zachęcam!

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

Person of Interest

Rząd USA postanawia nawiązać kontakt z genialnym naukowcem – milionerem Haroldem Finchem – aby ten pomógł im stworzyć maszynę tropiącą potencjalne zamachy terrorystyczne. …


Artykuły





Poleci ktoś serial? #5: „Dark Angel”

Postapo Jeśli lubisz klimat postapokaliptycznego, cyberpunkowego, ociekającego brudem miasta, to „Dark Angel” jest pozycją, którą zdecydowanie powinieneś dołączyć …