Artykuły

Hulu potrafi promować swoje seriale, co widać najlepiej po „The Handmaid’s Tale”, które osiągnęło tak niesamowity sukces na całym świecie mimo (a może dzięki?) dosyć kontrowersyjnemu i ciężkiemu tematowi. Jednak jeśli chodzi o serial „Harlots”, stacja jakby chciała zapomnieć, że w ogóle go produkują, co według mnie jest wielkim błędem.

„Harlots” to dramat kostiumowy osadzony w XVIII-wiecznym Londynie, skupiający się na losach dwóch konkurencyjnych domów publicznych. Serial bazuje na autentycznej liście prostytutek, która została spisana w latach 1757-1795 o nazwie „Harris’s List of Covent Garden Ladies”. Książka pokazała się nawet w jednym z początkowych odcinków i poza spisem kobiet (zapewne mężczyzn też) znajdowały się tam dopiski i opinie od klientów, oczywiście anonimowe. Margaret Wells to właścicielka jednego z domów, który prowadzi na wzór rodzinny. Nie tylko dlatego, że obie jej córki zajmują się tą profesją, ale wszystkie pozostałe pracownice traktuje jak swoje dzieci, dba o nie oraz o przyjazną atmosferę; a jeśli byłaby taka potrzeba, to skoczyłaby za nimi w ogień. Po drugiej stronie jest dom Lydii Quigley, która prowadzi swój interes twardą ręką; jej dziewczyny są zastraszane i karane za nieposłuszeństwo, a swoje usługi oferują bardziej wpływowym i majętnym klientom. Ich dom jest również bardziej ekskluzywny, a jego mieszkanki nie przypominają tradycyjnych prostytutek. Na dodatek Margaret i Lydia połączone są historią, która tylko zaognia ich rywalizację.

Z szacunkiem o prostytucji

Co jednak takiego wyjątkowego jest w tym serialu poza nietypowym tematem? Przede wszystkim podejście do zawodu, jakim jest prostytucja. Jak się okazuje, w tamtych czasach kobiety do towarzystwa przy odpowiedniej renomie miały szansę na taki sam prestiż społeczny jak bogate klasy wyższe. W takiej sytuacji jest jedna z córek Margaret – Charlotte, która po latach pracy i dzięki swojemu wyjątkowemu charakterowi zasłużyła sobie na miano najlepszej towarzyszki w całym Londynie. Dzięki takiemu statusowi to nie klienci wybierają ją, a ona klientów, i może być przy tym wybredna albo też może zmusić ich, żeby ci starali się o jej względy. Szacunek, jaki otrzymał ten zawód w „Harlots”, jest też godny uznania, biorąc pod uwagę, że cały czas sympatyzujemy z kobietami wykonującymi profesję, która w obecnych czasach nie ma żadnej prestiżowej renomy, a wręcz jest społecznie stygmatyzowana. Tutaj jest to normalny zawód, a bohaterki to zwyczajne kobiety z problemami jak każdy inny. Poza statusem jeszcze jeden aspekt wchodzi w posiadanie bohaterek – władza. Manipulują przecież najbardziej pożądanym towarem, zarówno wśród mężczyzn, jak i kobiet, a seks nigdy nie przestanie się sprzedawać, nawet jeśli w różnych czasach oferuje się go w innych formach. Im wyżej jest się postawionym, tym lepiej można ową przewagę wykorzystać. Druga córka Margaret – Lucy – dopiero zaczyna swoją karierę, a już jest wyjątkowym towarem na sprzedaż. W cenie jest jej dziewictwo, które tylu mężczyzn pragnie jej zabrać dla samej satysfakcji i w pewien sposób dla zyskanej przewagi.

harlots, rozpustnice, polecany serial, hulu,

Kolejną zaletą serialu są absolutnie doskonałe kostiumy. Od wyrafinowanych i przesadzonych strojów w domu Lydii Quigley po zwyczajne odzienie, w jakim pokazywali się mieszkańcy Londynu. Wszystko jest dopracowane na ostatni guzik, a w połączeniu z aspektami wizualnymi całości produkcji zostajemy wręcz wciągnięci w ten XVIII-wieczny klimat od pierwszej minuty. Dla kontrastu twórcy zastosowali zagranie z „Peaky Blinders”, które niejednokrotnie udowodniło swoją skuteczność. Przy epoce georgiańskiej w soundtracku znajdują się dynamiczne i bardzo współczesne utwory, sprawdzające się idealnie przy spowalnianych scenach.

Nie tylko seks

Jednak tym, co ostatecznie skusiło mnie na obejrzenie tej produkcji, są jej wyjątkowe postacie. Często przy skoncentrowanych na kobietach produkcjach twórcy upierają się na nadawanie im męskich cech, żeby zrobić je bardziej lubiane, co bywa powodem, dlaczego powierzchownie feministyczny serial lub film staje się zupełnie nietrafiony. Tutaj tak nie jest, każda z postaci jest inna, ale nawet jeśli są one władcze lub surowe, to ich charakteryzacja nie przypomina tej charakterystycznej dla płci przeciwnej. Nadal mamy przed sobą matki, szefowe, córki i zwyczajne kobiety. Każda z nich ma za sobą jakąś historię, która odbija się na nich w obecnym czasie, ale też na ich podejściu do zawodu, jaki wykonują, i ich motywacje są zupełnie różne w zależności od osoby. Niektóre robią to dla pieniędzy, ale też dla władzy, dowartościowania, potrzeby dotyku czy dla samej przyjemności. Serial stawia też niejednokrotnie prostytutki wyżej od zwyczajnych kobiet i jak się okazuje, nie odchodzi to od realizmu tamtych czasów. Żona jest własnością swojego męża, nie ma kontroli nad swoim dobytkiem, ciałem ani nad tym, co się z nią dzieje. A taka najzwyklejsza ulicznica? Decyduje o swoich zarobkach, o tym jak spędza czas i z kim go spędza, a z odpowiednim podejściem może traktować swoją pracę jako formę rozrywki.

Z głównych postaci mamy niesamowitą Samanthę Morton w roli Margaret Wells, która jest tak wielowymiarową postacią, że nie sądzę, aby wystarczyło odcinków, żeby ją w pełni rozgryźć. Jest opiekuńcza i walczy jak lwica o swoje dziewczyny, ale kiedy zostaje postawiona w sytuacji bez wyjścia, od razu rozważa opcje awaryjne, które niekoniecznie działają na dobro innym. Jest rządna pieniędzy, ale nie dla samego zarobku, a po to, by zapewnić godny byt swoim pracownicom i córkom. Lesley Manville jako Lydia Quigley to wymanierowana i zimna szefowa, traktująca swoje dziewczyny jak maszyny do pracy, a poza pieniędzmi liczą się tylko dla niej władza i prestiż. W roli córek Margaret mamy Jessicę Brown Findlay, którą możecie kojarzyć z roli ułożonej, uroczej i grzecznej Lady Sybil w „Downton Abbey”, a tutaj serwuje nam zupełne przeciwieństwo swojej poprzedniej postaci jako pewna siebie, manipulująca i zarozumiała Charlotte Wells. Drugą córkę – Lucy – gra Eloise Smyth, która jest wręcz podręcznikowym aniołkiem o bardzo delikatnej urodzie, a mimo wszystko nie brakuje jej głębi i dwuznaczności, kiedy musi oddać swoje dziewictwo temu, kto da więcej. W pozostałych rolach mamy niebezpieczną Nancy, której nie warto jest zaleźć za skórę. Emily, która wprowadza więcej kłopotów i zamieszania niż to warte. Naiwną Betsy, kochaną Fanny, która marzy tylko o miłości, i Harriet, zmagającą się z klientami, którzy w jej ciemnej skórze widzą tylko egzotykę.

harlots, jessica brown findlay, charlotte wells, hulu,

Poza skupieniem nad tym specyficznym zawodem dostajemy też sporo typowej dramy dla tego gatunku. Kobiety tracą dzieci, są poniżane przez mężczyzn, ale pojawiają się też dramaty sercowe, zdrady i kłótnie. Jest to przesadzone i momentami kiczowate, ale w dramatach kostiumowych nie może zabraknąć tego typu zagrań; a skoro przy okazji serial jest świetną zabawą i jednocześnie porusza wiele społecznie trudnych kwestii, to nie wiem, jak mogłabym na to narzekać.

„Harlots” to serial o kobietach, głównie z kobiecą obsadą i robiony przez kobiety, i to się czuje. Przede wszystkim w podejściu do nagości, która tutaj nie jest wyuzdana, a ma po prostu spełniać jakieś zadanie. Momentami aż trochę żałuję, że przy takiej tematyce jest to produkcja tak bardzo grzeczna i skromna. Fabuła wciąga, chwilami bywa powolna, a finał nie jest napakowany w cliffhangery, ale spokojne tempo produkcji nie jest jakimś znaczącym mankamentem. Zwłaszcza kiedy reszta jest tak dobrze zrobiona. Jest to średniak, nic wybitnego, ale zdecydowanie wart zobaczenia i poświęcenia mu tych kilku godzin.

Kiedy Hulu nie chce promować własnego serialu, może to okazja dla nas, żebyśmy my się tym zajęli? Tym bardziej, że na dniach rozpocznie się 2. sezon „Harlots”.

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

Harlots

Londyn, XVIII wiek. Główną bohaterką jest Margaret Wells, właścicielka miejscowego burdelu, która stara się jak najlepiej wychować swoją córkę.