Artykuły

Żyjemy w trudnych czasach, trudnych dla wszystkich serialomaniaków. Zarówno platformy streamingowe, jak i stacje telewizyjne nie przestają nas zaskakiwać, a tym samym cały czas produkują ogromną ilość nowych tytułów. Liczy się tylko i wyłącznie ilość, a nie jakość. Nie oszukujmy się – nastały ciężkie czasy dla nas, miłośników seriali. Jednak nie musicie się martwić! Wraz z kolejną odsłoną naszej serii „Poleci ktoś serial”, przychodzę do was, aby przedstawić wam jedną z bardziej wartościowych produkcji, którą udało mi się w ostatnim czasie obejrzeć.

Trudne życie serialomaniaka

W życiu już tak jest, że najlepsze przygody przychodzą znienacka. Co ciekawe okazuje się, iż z serialami jest tak samo. Pewnego wolnego wieczoru, kiedy znużony przeglądałem Netflixa, na liście polecanych pojawił się tytuł, o którym jeszcze nigdy nie słyszałem – „Erased” (org. „Boku dake ga Inai Machi”). Przeczytałem opis tego anime i od razu wiedziałem, że znalazłem coś dla siebie. Przygotowałem sobie jedzenie i rozpocząłem swój seans, a cztery godziny później byłem już przekonany, że wybór tej produkcji okazał się przysłowiowym strzałem w dziesiątkę.

Moment zwątpienia

Historia mojego związku z anime jest dość skomplikowana, pełna wzlotów i upadków. Jako dziecko miałem okazję oglądać „Króla Szamanów” na nieistniejącej już stacji telewizyjnej Jetix, ale to był zaledwie początek mojej przygody. Wszystko zaczęło się wraz z momentem, kiedy ta sama stacja rozpoczęła regularnie nadawać odcinki „Naruto”. W tamtym momencie nie zdawałem sobie sprawy, że emitowane epizody podlegają mocnej i krzywdzącej cenzurze, a przedstawiony tam świat shinobi szybko stał się moim ulubionym. Wraz z kasacją stacji wszystkie aktualnie emitowane produkcje zostały bezpowrotnie usunięte, a w ten sposób skończyła się moja dziecięca przygoda z anime.  

Erased, Netflix, Kei Sanbe, Miasto beze mnie, Boku dake ga Inai Machi, Poleci ktoś serial

Mimo upływu lat nigdy nie zapomniałem o „Naruto”. Będąc w gimnazjum, postanowiłem poruszyć niebo i ziemię, aby wrócić do Wioski Ukrytej w Liściach. Przy okazji powrotu do ulubionego anime dodatkowo obejrzałem również trochę innych topowych tytułów, m.in. „Ghost in the Shell”, „Death Note”, „Attack on Titan” (pierwszy sezon) oraz „Fullmetal Alchemist”. W pewnym momencie swojego życia byłem nieźle zakręcony na punkcie japońskich produkcji, ale wraz z ogólnoświatową ekspansją HBO i Netflixa przestałem je oglądać, a swój wolny czas poświęciłem tylko i wyłącznie amerykańskim produkcjom.

Nowa przygoda

Wszystko zmieniło się wraz z momentem, kiedy to platforma Reeda Hastingsa zaproponowała mi, żebym obejrzał „Boku dake ga Inai Machi”. Nie ukrywam, że do seansu przede wszystkim zachęciła mnie interesująco wyglądająca grafika, która przedstawiała dobrze prezentującego się głównego bohatera oraz ciekawie napisany zarys fabuły, który pozwolił mi uwierzyć, że „Erased” okaże się dobrym serialem. Wiecie co? Nie pomyliłem się, a mój wybór okazał się bezbłędny.

Erased, Netflix, Kei Sanbe, Miasto beze mnie, Boku dake ga Inai Machi, Poleci ktoś serial

„Erased” to thriller psychologiczny opowiadający historię Satoru na pozór normalnego i przeciętnego mężczyzny, który przez los został obdarowany niezwykłym darem umożliwiającym mu zapobieganie śmierci oraz powstrzymywanie wypadków. Kiedy poznajemy Satoru, korzysta on ze swoich mocy tylko i wyłącznie, aby cofnąć się o parę minut wstecz. Jednakże wskutek wydarzeń, w które zostaje wplątany, zmuszony jest użyć swej zdolności, aby cofnąć się do odległych czasów szkoły podstawowej w miejsce, gdzie wkrótce ma dojść do porwania i zamordowania jego przyjaciółki z klasy, Kayo Hinazuki.

„The Butterfly Effect” w nowym i lepszym sosie

Jeśli miałbym porównać „Erased” do jakiejś innej produkcji, to porównałbym je z głośnym filmem, który na dobre utrwalił się w ludzkiej podświadomości. Oczywiście chodzi mi o „The Butterfly Effect” z 2004 roku, który pokazał nam, że trzepot skrzydeł motyla w Ohio może po kilku dniach spowodować burzę piaskową w Teksasie. Kei Sanbe (autor mangi na podstawie której powstał serial) przejmuje pałeczkę od J. Mackye’a Grubera (reżyser filmu) i na nowo definiuje pojęcie efektu motyla. Brzmi jak zadanie trudne i niewykonalne, a jednak produkt końcowy daje radę i sprawia, że widz podczas seansu od razu kupuje wykreowany świat oraz panujące tam zasady.

Erased, Netflix, Kei Sanbe, Miasto beze mnie, Boku dake ga Inai Machi, Poleci ktoś serial

Największym plusem historii Satoru jest fakt, że ta trwa zaledwie cztery godziny i możemy obejrzeć ją na raz w wolnej chwili, a mimo tego wszystkie wątki zostają elegancko zamknięte i widz, kończąc swoją przygodę z produkcją, nie czuje niedosytu. Jeśli dodać do tego jeszcze znakomicie napisanych bohaterów, dobrze przedstawione relacje międzyludzkie, genialną muzykę, inteligentnego antagonistę i całkiem przyjemną kreskę, to otrzymamy anime praktycznie bezbłędne. Jeśli nawet jakieś potknięcia zdarzają się na przestrzeni dwunastu odcinków, to są mało istotne, bo w tej opowieści najważniejsza i najmocniejsza jest historia, która momentalnie chwyta za serce i sprawia, że cztery godziny mijają natychmiast.

Na forach poświęconych „Boku dake ga Inai Machi” ludzie podkreślają, że jest to niesamowita produkcja oraz przypisują jej same pozytywne cechy, a niektórzy nawet uważają, że „Erased” to najlepsze anime od sezonu jesiennego 2014 roku. Jak widać twór, Kei’a Sanbe spotkał się z pozytywnym odbiorem wśród ludzi i przez wielu uznawany jest za must-watch, a na IMDB cieszy się znakomitą średnią ocen 8.6/10. Jeśli nie ufacie rekomendacją bez pokrycia, to zaufajcie mi i w wolnej chwili obejrzyjcie „Erased”, które bez żadnego problemu znajdziecie na polskim Netflixie. Anime doczekało się też serialu aktorskiego pod tym samym tytułem. 

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

ERASED

Satoru Fujinuma, mangaka mający problem z wyrażaniem swych myśli, posiada dar, umożliwiający mu zapobieganie śmierci oraz wypadkom przez cofnięcie się w czasie …


Recenzje