Artykuły

Za oknami mamy już październik, a wraz z nim kolejny sezon anime. Ale zanim zanurzymy się w morzu kolejnych sztampowych isekai’ów oraz wyczekiwanych sequeli, rzućmy okiem po raz ostatni na to, co wyróżniało się spośród tytułów emitowanych w lecie. Choć większość serii nie powalało poziomem, to jednak udało się znaleźć kilka porządnych tytułów, które gwarantowały dobrą rozrywkę.

„Cop Craft”

Anime na przestrzeni lat udało się wykorzystać większość możliwych motywów znanych w szeroko pojętej popkulturze. Do tego twórcy prześcigają się w wymyślaniu kolejnych, nowych pomysłów na fabułę. Jednak w ostatnich latach, a może i nawet trochę dłużej, mi osobiście brakowało realizacji klasycznego motywu rodem z amerykańskim filmów – buddy cop. I właśnie tu pojawia się „Cop Craft”. Stworzona w oparciu o nowelkę o tym samym tytule, seria dzieje się w świecie, w którym na środku Oceanu Spokojnego, 15 lat przed rozpoczęciem fabuły, pojawił się portal prowadzący do magicznego świata, zamieszkałego przez elfy, wróżki i inne fantastyczne istoty. W ramach stosunków z przybyszami z innego wymiaru, w mieście San-Teresa na wyspie Kariana mieszkają przedstawiciele obu światów. Tu poznajemy detektywa Matobę Kei’a, który traci swojego partnera podczas próby schwytania handlarzy wróżkami. W ramach pomocy w postępowaniu, „z drugiej strony” zostaje przysłana Tilarna Exedilica, młoda wojowniczka z zakonu rycerskiego Mirvor. Nowopowstały duet wchodzi na bardzo wyboistą drogę – sprawa nad którą pracują jest zagmatwana, a sami bohaterowie muszą zmierzyć się z uprzedzeniami wobec siebie i swoich ras. Z czasem jednak zaczynają pokonywać trudności i zyskują wobec siebie szacunek i zaufanie. Chemia między nimi jest najsilniejszą stroną serii. Kontrasty między Kei’em a Tilarną prowadzą wielokrotnie do komicznych sytuacji, ale również do takich, które dają do myślenia w kontekście tolerancji.

„Araburu Kisetsu no Otome-domo yo”

Okres dojrzewania to chyba najbardziej burzliwy okres w życiu człowieka. Poznajemy wiele nowych sfer życia i po raz pierwszy doświadczamy różnych uczuć. Wiele szkolnych anime dotyka tematyki związanej z pierwszą miłością i próbą radzenia sobie z nieznanymi dotąd emocjami. Jednak gdy temat zostaje wzięty na warsztat przez jedną z najsłynniejszych scenarzystek w środowisku, Okadę Mari, mamy gwarancję, że czeka nas jazda bez trzymanki poprzez uczuciowe trzęsienia ziemi postaci. „Araburu” jest ekranizacją mangi, którą stworzyła Okada, i opowiada o perypetiach pięciu licealistek zrzeszonych w szkolnym klubie literackim. Lecz nie jest to codzienny, nudny klub czytelniczek, ponieważ dzieła, które głównie czytają, to książki o miłości, niejednokrotnie obfitujące w erotyczne opisy. Zachwycając się nad kunsztem pisarzy, oddzielają jednak fikcję literacką od prawdziwego życia, w którym seks i relacje międzypłciowe są dla nich kompletnie obcą dziedziną, momentami zakrawającą na temat tabu. Ale jak to zwykle bywa, ciekawość jest pierwszym stopniem do piekła, przy okazji otwierającym dotychczas nieznane drzwi. I tak nasze bohaterki wpadają w wir nowopoznanych uczuć, wynikających z nich dylematów i wielu komicznych sytuacji. Każda na swój sposób uczy się miłości i przeżywa własne dramaty. I choć finał serii w kwestii rozwiązań fabularnych mógł pozostawiać trochę do życzenia, to jednak jest to seria warta obejrzenia.

„Kanata no Astra”

Japońscy twórcy zawsze ciekawie poruszali kwestię przygód w kosmosie. Do tematu podchodzono na wiele różnych sposobów, jak np. wielka wojna kosmicznych mocarstw („Ginga Eiyuu Densetsu”), filozoficzna podróż pociągiem przez gwiazdy („Ginga Tetsudou 999”) czy losy zawadiaków podejmujących się prac wszelakich („Outlaw Star”). „Kanata no Astra” powstało na podstawie mangi Shinohary Kenty. Grupa dziewięciu nastolatków bierze udział w szkolnym, wakacyjnym obozie, w ramach którego mają przeżyć na pobliskiej planecie. Jednak zaraz po wylądowaniu napotykają tajemniczą kulę, która zaczyna ich ścigać, a potem po kolei połykać, przenosząc bohaterów lata świetlne od domu, w sam środek przestrzeni kosmicznej. Dryfując w próżni, bohaterowie zaczynają panikować i zapewne to byłby ich koniec, gdyby nie trzeźwość jednego z członków wyprawy. Kanata dostrzega w pobliżu opuszczony statek i instruuje grupę, w jaki sposób się do niego dostać, uspokajając tym samym towarzyszy. Początki tych kosmicznych rozbitków są bardzo trudne. Są wobec siebie nieufni, a różnice w charakterach prowadzą bardzo łatwo do kłótni. Jednak z czasem rozumieją, że tylko działając wspólnie, będą mieli szanse powrócić do domu. Zwłaszcza, że powoli okazuje się, że ich obecność na tym obozie nie była przypadkowa, a wewnątrz grupy znajduje się zdrajca, którego zadaniem jest uśmiercić ich wszystkich. Seria bardzo sprawnie prowadzi fabułę, dbając o to, żebyśmy mogli poznać bliżej każdą postać i docenić jej rozwój. Wszystko dopełniają humorystyczne sytuacje w stylu poprzedniego tytułu Shinohary, „Sket Dance”.

„Vinland Saga”

Jeszcze kilka lat temu lista słynnych mang, które nie mogły doczekać się adaptacji, była długa. Jednak od pewnego czasu twórcy animacji powoli, ale sukcesywnie odhaczają kolejne pozycje z listy. W 2012 roku David Production odkurzyło dla świata „JoJo’s Bizarre Adventure”, dwa lata temu adaptacji doczekało się „Mahoutsukai no Yome”, a w tym roku Wit Studio spełniło marzenia wielu fanów na świecie, wypuszczając „Vinland Sagę”. Historia stworzona przez Furukawę Makoto przenosi nas tysiąc lat w przeszłość, gdy na morzach królowali wikingowie. Głównym bohaterem jest Thorfinn, młody chłopak, który podróżuje z grupą najemników w poszukiwaniu zemsty na ich przywódcy, Askeladdzie, który zabił jego ojca. Na początku poznajemy Thorfinna jako 6-letniego chłopca, który z czasem wyrasta na zdolnego wojownika, kierowanego żądzą zemsty. Seria charakteryzuje się bardzo ładną, realistyczną kreską, do tego ma klimatyczną ścieżkę dźwiękową. Kolejnym atutem jest doskonałe oddanie okresu, w którym dzieje się akcja – autor luźno opiera się na wydarzeniach i postaciach historycznych. Całość zaplanowana jest na 24 odcinki i w pełni ocenić ją będziemy mogli dopiero w grudniu, ale pierwsza połowa wyszła bardzo dobrze i pozwala mieć nadzieję, że „Vinland Saga” będzie jednym z lepszych tytułów tego roku.

„Lord El-Melloi II-sei no Jikenbo: Rail Zeppelin Grace Note”

Polecanie serii wyrwanej z większego uniwersum jest ryzykowne, ale w tym konkretnym przypadku przygody Lord El-Melloia są w stanie do pewnego stopnia funkcjonować jako autonomiczny tytuł. Waver Velvet, nasz tytułowy lord, po powrocie z wojny o święty graal, przedstawionej w „Fate/Zero”, zajmuje miejsce swojego nauczyciela, Kaynetha, jako członka angielskiego oddziału Stowarzyszenia Magów. Przejmuje on katedrę Współczesnej Teorii Magii i okazjonalnie rozwiązuje zawiłe zagadki kryminalne w świecie magów z pomocą swojej uczennicy, tajemniczej Gray. Pomimo tego, że motyw wojny o święty graal (która stanowi bazę wszystkich historii spod znaku „Fate’a”) jest cały czas obecny, to jednak seria pozwala lepiej poznać codzienne życie i świat magów. Dodatkowo w fantastyczny sposób rozwija postać Wavera i tłumaczy jego wewnętrze rozterki wynikające z relacji z jego servantem z czasów wojny, Iskandarem. Anime stoi na bardzo wysokim poziomie jeśli chodzi o wykonanie. Studio Troyca naprawdę się postarało, szczególnie jeśli chodzi o animację walk. Wisienką na torcie jest ścieżka dźwiękowa autorstwa Kajiury Yuki, która jest jedną z lepszych w jej wykonaniu w ciągu ostatnich lat.

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.